Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowieścilaury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowieścilaury. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lipca 2016

[ Opowieści Laury - moja urodzinowa impreza! ]


Jak już wiecie z poprzednich opowieści swoje pierwsze urodziny spędziłam w szpitalu. Dziś opiszę natomiast moją urodzinową imprezę, która odbyła się w niedzielę Wielkanocną u dziadków na Podlasiu.

Tym samym zakończymy tym wpisem moje cotygodniowe opowieści :-)

Już od czwartku przed Wielkanocą mamusia z babcią Basią zaczęły przygotowania do wielkiej imprezy. Wszystko było trzeba rozłożyć w czasie, bo przygotowań było sporo. Mamusia z babcią szykowały ciasta, tort i dania na przyjęcie. Ja radośnie kicałam w pobliżu. Na szczęście wszystko się udało. Przy dużym wsparciu babci Basi mamusia wykonała przepiękny tort i przygotowała bardzo smaczne przyjęcie z mnóstwem potraw :-) Nie mogę nie wspomnieć oczywiście, że na całokształt przygotowań złożyło się również wiele innych osób. Babcia Ala przygotowała kilka potraw, ciocia Agata upiekła pyszne muffinki, wujek Mariusz z tatusiem udekorowali pokój balonami i girlandą, którą wcześniej przygotowała mamusia, ciocia Kasia udekorowała pięknie stół kwiatkami i wielkanocnymi ozdobami :) jak widać każdy miał swój udział w przygotowaniach :)

Wielkanocny poranek spędzałam u babci Ali i dziadka Wiesia. Mama miała wtedy więcej czasu, żeby wszystko przygotować i ogarnąć na przyjście gości. Jak przyjechałam to pokój, w którym odbywała się impreza był przystrojony mnóstwem pięknych baloników i girlandą. Baloniki uwielbiam, więc się bardzo cieszyłam. Na udekorowanym stole stały już potrawy a ciepłe danie właśnie babcia Basia wykładała na półmiski. Mamusia jeszcze na szybko ubrała mnie w sukienkę, którą kupiła specjalnie na tą okazję i mogliśmy zacząć świętować.




Cała impreza przebiegła bardzo szybko. Przeskakiwałam z rąk do rąk i z każdym się bawiłam. Prawie nie bałam się nawet pradziadków :)

Moimi gośćmi byli:
Mamusia oraz Tatuś
Pradziadkowie Hela i Tadzio, Zdzisia i Jaś i pradziadek Kazio
Babcie Ala i Basia
Dwóch dziadków Wiesiów
Ciocia Kasia i wujek Mariusz
Ciocie Agata, Ania i wujkowie Adam i Piotrek.

Kulminacyjnym momentem całej imprezy był upieczony przez mamusię tort :) mama była bardzo dumna z siebie, bo nawet udało jej się zrobić z kremu napis ROCZEK LAURY :) a na torcie było mnóstwo pięknych kwiatuszków. Świeczkę pomogli mi zdmuchnąć mama i tata, bo ja jeszcze nie potrafię mocno dmuchać. No i pomimo mojej alergii udało mi się też posmakować mojego tortu z bitą śmietaną :) Mamusia była przeszczęśliwa, że się tak wszystko ładnie udało. Dostałam fajne prezenty, ale największym prezentem było to, że wszyscy moi najbliżsi znaleźli czas, żeby świętować ze mną ten dzień. 

I tak oto minął rok :) Rok pełen miłości otaczającej mnie z każdej strony. Rok pełen przygód z mamusią, tatusiem i całą resztą rodziny i nowo poznanymi przyjaciółmi. Rok, który obfitował przede wszystkim w cudowne chwile, nowe umiejętności ale też chwilowe momenty załamań jak na przykład moja wizyta w szpitalu. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. W moim drugim roku życia powitamy na świecie mojego braciszka. Nie mogę się już doczekać!

wtorek, 26 kwietnia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 52 tygodnie i trochę !]



Cześć wszystkim,

oj tyle co się wydarzyło w tym tygodniu to już dawno się tak nie działo. Ale po kolei.

W nocy z poniedziałku na wtorek zaczęłam znów wysoko gorączkować. Mamusia początkowo zbiła mi temperaturę Nurofenem i tak dotrwałam do rana. A rano mamusia zauważyła dwie wyrzynające się czwórki na dole i stwierdziła, że ta gorączka to pewnie od zębów. 

Trwałyśmy tak dosyć długo. Z dnia na dzień mój apetyt był coraz mniejszy, potem to w ogóle już tylko piłam. Przesypiałam większość dnia. Nie miałam siły na zabawę. Mamusia zbijała mi gorączkę i w środę umówiła nas na piątek do lekarza. Cud, że w ogóle udało nam się wyrwać jakiś termin, bo nigdzie nie było wolnych miejsc. No i tak w piątek poszłyśmy z mamusią do pediatry. Pani doktor mnie obejrzała i powiedziała, że skoro nie ma żadnych innych objawów poza gorączką to prawdopodobnie jest to zakażenie układu moczowego i od razu dostałyśmy skierowanie do szpitala. 

Musiałyśmy niestety poczekać na tatusia aż wróci z pracy. Tatuś wrócił, mama nas spakowała i pojechaliśmy do Szpitala Pediatrycznego WUM na Żwirki i Wigury. Szpital sam w sobie robił wrażenie, bo dopiero 3 miesiące temu go otworzyli. 

W szpitalu byliśmy koło 17.00. Zarejestrowaliśmy się i poszliśmy czekać w kolejce do gabinetu na Izbie Przyjęć. Minęło może z pół godziny i zaprosili nas do gabinetu. Nie lubię lekarzy. Płakałam strasznie ale tatuś mnie mocno przytulał i uspokajał. W gabinecie dostaliśmy kubeczek na pobranie moczu i mieliśmy wrócić do gabinetu, gdy wrócą badania. 

Zebranie siku było strasznym doświadczeniem zarówno dla mnie jak i rodziców. Siedzieliśmy w specjalnym pokoju dla mamuś z dziećmi. Ja cały czas płakałam, bo nie wiedziałam co się dzieje. Mamusia wmuszała we mnie picie, żebym miała czym siusiać. Stali nade mną z kubeczkiem i powtarzali "usiusiu usiusiu", puszczali wodę w kranie, namawiali mnie na zrobienie siusiu w każdy możliwy sposób a ja chyba ze stresu się zablokowałam i nie chciała polecieć ani kropelka.

W końcu jak już dochodziły dwie godziny od momentu wyjścia z gabinetu mamusia stwierdziła, że pójdzie zapytać w gabinecie czy jest jakiś inny sposób na pobranie tego siusiu bo ja się chyba nie zdecyduję. Do gabinetu się nie dostała, więc wróciła na chwilę do mnie i taty. I co? Ja stałam na golasa przy ścianie a pode mną była kałuża moczu. Mama tylko spojrzała na tatę a ten się uśmiechnął i powiedział, że tylko tyle udało mu się złapać. Tylko tyle czyli dosłownie pół centymetra w słoiczku. Tatuś poszedł do gabinetu pobrań zanieść kubeczek. Na szczęście pani powiedziała, że tyle powinno starczyć. Uff...


Potem przyszedł czas na czekanie na wyniki. Powiedziano nam że potrwa to około godziny - czekaliśmy prawie dwie. Mama już była głodna, padnięta i zmęczona. Tata tak samo. A ja to już w ogóle się usypiałam u taty na rękach. 

Jak przyszły wyniki to zawołano nas do gabinetu. Pan doktor powiedział, że ewidentnie to zakażenie i że nas zatrzymują w szpitalu. Pan doktor dzwoniąc na oddział powiedział, że mamy szczęście, bo zgarniamy ostatnie łóżko w pokoju a kolejne przypadki będą leżały już na korytarzu. Od razu nas też poinformowano, że nasz pobyt prawdopodobnie potrwa z tydzień.

Jak zaprowadzono nas na oddział to od razu wylądowaliśmy w gabinecie zabiegowym. Zbadano mnie, pobrano krew, znów siku i Pan doktor zebrał od mamusi wywiad na mój temat. Trwało to strasznie długo. Pobieranie krwi i siku było straszne. Tak się wyrywałam, że musiało mnie trzymać pięć dorosłych osób. Podłączono mi też wenflon. Po wszystkim byłam wykończona.

Potem wylądowałyśmy w pokoju. Ja miałam swoje łóżeczko i do tego mamusia też miała swoją leżankę. Jak tatuś poszedł do samochodu po rzeczy to mamusia została ze mną w pokoju. Nie było go z godzinę a potem przyszły pielęgniarki żeby dać mi kroplówkę, bo byłam trochę odwodniona. Podczas kroplówki tatuś trzymał mnie na rękach a ja próbowałam spać. Potem tata pojechał do domku a my zostałyśmy same. 

Mamusia prawie nie zmrużyła oka przez całą noc. Koło 3.00-4.00 rano obudziłam się z płaczem. Mama nie zapalając światła próbowała mnie ululać w łóżku i zauważyłam, jakąś plamę na łóżku. Pomyślała, że to może mi się ulało albo coś. Dopiero jak zobaczyła, że gdzie nie usiądę to zostaje plama to zapaliła światło i się okazało, że zrobiłam taką kupę, że dosłownie eksplodowała mi pieluszka. Dobrze, że miałam założone rajstopy, bo w innym razie cała zawartość pieluchy znalazła by się na łóżeczku.

Mama od razu mnie ogarnęła, ale musiała też zmienić mi pościel. Poszła szybko do pielęgniarek. Niestety musiała jedną obudzić, ale na szczęście nie była zła. Cała akcja trwała trochę czasu, więc jak już mamusia wszystko ogarnęła włącznie z przepraniem moich ubranek to ja szybko zasnęłam.



Następnego dnia koło południa okazało się, że musimy przenieść się do pokoju obok, gdzie była już pani z synkiem. Bardzo miło nas przywitała i mama od razu znalazła z nią wspólny język. Ja na początku się nie mogłam zgrać z chłopcem, ale pod koniec mojego pobytu w szpitalu można powiedzieć, że się fajnie z Antkiem zakumplowałam.


Przez cały pobyt w szpitalu dostawałam leki, antybiotyki, kroplówki. Musiałam też pić dużo napojów, bo to był warunek dostania kroplówki. Przez pierwsze 3 dni ją miałam a potem piłam już na tyle dużo, że zrezygnowano z dawania mi ich. Ogólnie mój przypadek nie był taki interesujący, bo jak przychodził obchód to u nas zawsze był tylko chwilę a u innych bardzo długo. No i wszystkie obchody obcojęzyczne nas omijały. 

Tatuś odwiedzał nas codziennie. Była ciocia Kasia z nowym wujkiem i wujek Mariusz z nową ciocią i nawet wujek Piotrek do mnie przyjechał :-)

No i moje pierwsze urodziny jak już się pewnie domyślacie spędziłam w szpitalu na oddziale nefrologicznym. Przyjechała ciocia Kasia z balonami i potem tatuś z jeszcze większą ilością baloników i z ciastem :-) Cały nasz pokój świętował moje urodziny :) a ja wcinałam ciasto i bawiłam się z moim kumplem Antkiem :-) Było super!



W ciągu tego tygodnia gorączka minęła a ja czułam się coraz lepiej. Pani ordynator powiedziała, że w piątek wychodzimy jeśli wyniki moczu będą dobre. Od rana siedzieliśmy jak na szpilkach, mama spakowała się i czekała na informację o wypisie. Pani doktor przyszła o 10 i powiedziała, że coś ją jeszcze w wynikach niepokoi i żebyśmy jeszcze raz pobrali mocz. Niestety mamusia musiała to zrobić sama i strasznie się namęczyła. Na szczęście się udało i wyniki były już lepsze ale pani doktor dała nam dwie opcje do wyboru:
1. zostajemy przez weekend, dajemy w poniedziałek mocz na badania i jak jest wszystko ok to wychodzimy
2. wychodzimy w piątek, dostajemy antybiotyk do domku i w poniedziałek robimy badanie moczu na własną rękę a po konsultacji z pediatrą jeśli okaże się że coś nadal jest nie tak to wracamy na oddział.

Mamusia wybrała drugą opcję. I takim sposobem wróciliśmy do domku. Tatuś po nas przyjechał, po drodze zajechaliśmy do apteki wykupić moje leki. 

Mamusia miała też plan, że skoro za tydzień już są święta wielkanocne to w niedzielę tatuś nas zawiezie do dziadków na Podlasie żebyśmy wypoczywały. 

I tak minęły dwa tygodnie :-)

Mama utrzymywała potem krótko kontakt z ciocią ze szpitala, która pisała, że Antek strasznie za mną tęsknił i powtarzał moje imię. Mama mówi że zawróciłam mu w głowie :-P

Buziaki kochani,
Laurka

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 51 tygodni ! ]


Cześć wszystkim,

Na dobre pożegnałam już choroby i wysypki :-) co prawda moje odparzenie pieluszkowe nadal dzielnie trzyma się na pupie i dosłownie nic na nie nie pomaga :-( mamusia próbuje wszystkiego włącznie z moczeniem mojego tyłeczka w rumianku, żeby złagodzić troszkę zaczerwienienie. Na szczęście nic mnie nie boli i nie swędzi, więc dyskomfort jest mały. W czwartek mamy wizytę u lekarza i mama mówi, że aż wstyd iść z takim tyłeczkiem :-(

Poniedziałek rozpoczęłyśmy z mamusią od spaceru po parku. Uwielbiam spać na świeżym powietrzu chociaż spanie w moim łóżeczku też należy do przyjemnych. Pogoda była zimowa, czyli było zimno i popadywał lekki śnieg :-) mama cały czas powtarza, że szkoda że jeszcze nie chodzę, bo nie może się doczekać mojego kicania w śniegu :-)

Wtorek był bardzo intensywny. Na zewnątrz cały dzień padał deszcz ze śniegiem, więc nie wychodziłyśmy na dwór. Mama dzięki temu wymyślała mi coraz to nowe zabawy, ale ja i tak uwielbiam kombinować po swojemu. Przede wszystkim mamusia po mojej chorobie zostawiła rozłożoną kanapę w salonie i uwielbiam po niej kicać, bawić się i skakać :-) Niestety dla mamy stworzyła też całkiem niezły plac zabaw zapominając o zabezpieczeniu dostępnych miejsc do spsocenia czegoś. Takim oto sposobem udało mi się na przykład wdrapać z kanapy na stół i sięgając ze stołu zrzucić miskę z moim jedzeniem z baru. Miska pozostała cała, ale jedzenie rozchlapało się po całej okolicy. Mamusia była wściekła, ale chyba bardziej na siebie niż na mnie :-P Poza tym wdrapywałam się standardowo z kanapy na kaloryfer a z kaloryfera na parapet. Mama za każdym razem dostawała białej gorączki :-)

Najzabawniejsza zabawa polegała na wyrzucaniu przez szczyt kanapy mojej królisi, następnie schodziłam z kanapy żeby ją z powrotem wrzucić przez ten szczyt i zamiast iść naokoło to wdrapywałam się po szczycie i wskakiwałam na łóżko lecąc dosłownie "na łeb, na szyję" robiąc mega fikołki do przodu. Mama miała ubaw po pachy - ja też :-)

No i jako, że nie mogę jeść produktów krowich to mama zrobiła mi na śniadanie naleśniki na mleku sojowym. Mniaaaam! Uwielbiam naleśniki. A jak jeszcze do tego jest dżem z truskawek, który mamusia sama zrobiła to w ogóle jest cudnie! No i zjadłam całe 2!

W ogóle ten tydzień obfitował w fajne jedzenie... Poza naleśnikami to mamusia robiła mi różne placuszki: a to z jabłkiem, a to z banana, no i nadal króluje jaglanka z bananem bo to jest coś co lubię zawsze!

A na obiadek mamusia raz zrobiła mi zupkę pomidorową a potem zupę z batatami i soczewicą :) było smacznie a mamusia zawekowała kilka słoiczków na zapas. Przepisy znalazła w internecie na fajnej stronie www.mamachef.eu.

W tym tygodniu do normy wróciła sytuacja kąpielowa o której pisałam tydzień temu. Kąpiele znów są moimi ulubionymi :) No i nadal przesypiam CAŁE noce :) rodzice są szczęśliwi a ja wyspana i gotowa na kolejne dni pełne wrażeń i zabaw :-)

Buziaki,
Laura

sobota, 23 kwietnia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 49 tygodni !]

Cześć i czołem,

wizyta na Podlasiu na prawdę mi sprzyja. Na początku tego tygodnia w końcu mogłam zobaczyć się już z drugimi dziadkami. Z dziadkiem Wiesiem widziałam się już w piątek na rynku a z babci Basi nie widziałam odkąd była u nas w Warszawie. 

W środę mamusia umówiła się na spotkanie z małym Olkiem i ciocią Kamilą - swoją koleżanką ze szkoły o której pisałam już parę razy. Było fajnie tak połobuzować z kimś w moim wieku. Olek strasznie się rozwinął odkąd się ostatnio widzieliśmy :-) a jak mu czupryna urosła! Ja przy nim wyglądam jak małe chuchro. No i jedyny minus naszego spotkania był taki, że Olkowi zdarzało się krzyczeć bardzo głośno jak stałam obok i za każdym razem mnie tak straszył że aż płakałam. Mama od razu mnie przytulała i mi przechodziło. Ale czy ten Olek nie mógłby przestać jak ja przychodzę w odwiedziny? Dziwny jakiś :-)

W czwartek przyjechał po nas tatuś :-) najlepsze było to, że się go zawstydziłam na początku a potem jak już mnie przytulił to nie chciałam mu zejść z rączek. Strasznie za nim tęskniłam.
Po spakowaniu się ruszyliśmy w drogę do Warszawy.

Mama troszkę się obawiała, że znowu będę potrzebowała kilka dni na aklimatyzację, ale nic takiego się nie wydarzyło. Mamusia odetchnęła, że wszystko poszło tym razem bezproblemowo.

W piątek tatuś wziął wolne w pracy, bo mamusia pojechała na usg zobaczyć moje rodzeństwo. Tatuś został ze mną w domku. Mamusia po badaniu wysłała zdjęcie jak maleństwo do nas macha :-)


W sobotę rano po raz pierwszy mamusia przygotowała mi kanapki z pastą jajeczną ze szczypiorkiem. O-ja-cie! ale mniam to było! Cała się upaćkałam, więc od razu było widać że smakowało mi!


Wieczorem mieliśmy zaproszenie do kolegi ze starej pracy tatusia - Pawła i jego żony Agnieszki. Było znów super :) wszyscy się ze mną bawili a najbardziej właśnie ciocia Agnieszka. Rodzice pochwalili się też dobrą nowiną.

Niedzielę spędziliśmy na odpoczynku w domu.

W ogóle to tęsknota za tatusiem dała o sobie znać przez kilka dni po powrocie. Odkąd przyjechaliśmy do domku to biegam za tatą po całym mieszkaniu i nie zostawiam go na krok. Jak się zamknie w pokoju bo chce popracować to siedzę pod drzwiami i jak to mamusia mówi "skomlę".

A największym zaskoczeniem dla rodziców było to, że po powrocie coś mi się poprzestawiało i przestałam się tak świetnie bawić przy kąpielach. Raz to nawet było tak, że nawet nie chciałam nóżki zamoczyć i mamusia musiała wejść ze mną do wanny. Dopiero wtedy się na trochę uspokoiłam. Na szczęście przeszło mi po kilku dniach. Na szczęście - bo ja przecież uwielbiam kąpiele! :-)

Buziaki,
Laura

[ Opowieści Laury - mam już 48 tygodni ! ]

Cześć wszystkim,

ten tydzień rozpoczął się końcem mojego kataru :) mama była przeszczęśliwa, ja też, no i tatuś też. Doczekałam się też nawet swojego pierwszego kucyka :-) Wyglądałam przekomicznie i mamusia od razu go rozpuściła, bo włosy na mojej głowie a zwłaszcza na czubku są tak długie, że moja kitka nie wyglądała najlepiej.


Od wtorku rodzice zaczęli mnie nazywać swoją małpeczką. A wiecie dlaczego? Znalazłam nową zabawę. Jak tatuś siedzi przy biurku na fotelu i pracuje, to ja wspinam się po fotelu i wiszę obok niego dopóki mnie nie weźmie na kolana :-) Nawet raz ugryzłam go w rękę jak nie chciał mnie wziąć... Wygląda to mniej więcej tak:


Mama nazywa mnie też kaskaderem lub alpinistką :)

Ze względu na to, że mamusia nie najlepiej się czuła i troszkę się obawiała o moje młodsze rodzeństwo podjęli z tatusiem decyzję, że mamusia i ja pojedziemy na tydzień do dziadków. Tatuś powiedział, że mamusia będzie miała pomoc przy mnie i nie będzie musiała się przemęczać ganiając mnie po mieszkaniu.

W środę po pracy tatusia, gdy my z mamusią już byłyśmy spakowane wyruszyliśmy na Podlasie. Droga jak zwykle minęła nam bardzo dobrze. Lubię spać w samochodzie. Do tego mam już swój nowy fotelik i jeżdżę przodem do kierunku jazdy. Nie muszę się obracać, żeby popatrzeć na tatusia i w ogóle jest bardzo fajnie. 

Jak zajechaliśmy do dziadków, to od razu rodzice pochwalili się, że będę miała młodsze rodzeństwo. Wszyscy się ucieszyli a ciocia Agata powiedziała, że w końcu nie będę tak rozchwytywana i będzie można się podzielić z rozpieszczaniem mnie i mojego młodszego rodzeństwa :-)

Tatuś po jakiejś godzinie, dwóch pojechał z powrotem do Warszawy a my zostałyśmy. Ulokowano nas w pokoju cioci Ani, mama miała łóżko dla siebie a ja spałam w swoim łóżeczku. Co tu dużo opowiadać - było fajnie :) Całe noce przesypiałam, rano bawiłam się z mamusią i z pradziadkami, którzy mieszkają na dole a koło 13.00 wracały ze szkoły ciocia Agata i ciocia Ania i wtedy miałam już zabawy aż do wieczora ;) Czasem ciocia Ania brała mnie na kolana i oglądałyśmy razem bajki w TV. Każdy mnie zabawiał, przytulał mnie, dziadek mnie nosił na rękach (chociaż mama mówiła żeby tego nie robił tak często bo się przyzwyczaję).

W piątek rano poszłyśmy z mamusią odwiedzić dziadka Wieśka na miejskim ryneczku. Dziadek się strasznie ucieszył jak mnie zobaczył :) było strasznie chłodno i nie mogłyśmy z mamusią zostać dłużej, ale sam spacer w tę i z powrotem zajął nam strasznie dużo czasu. 

A w niedzielę mieliśmy małą imprezę - ciocia Agata miała urodziny. Przyjechali pradziadkowie z Brańska i mama pochwaliła się też im, że mają trzeciego prawnuczka w drodze :) Ucieszyli się :) 

W tym tygodniu zaczęłam też się wstydzić. Jak widzę kogoś nowego, kogo nie znam to zakrywam się ręką jakby mnie nie było w cale w pokoju. Wszyscy się śmieją wtedy, nie wiem dlaczego bo cały czas myślałam, że jak się zasłonię to mnie nie ma :-)

A na koniec Laurka na Walentynki :-)



Buziaki,
Laura

[ Opowieści Laury - mam już 47 tygodni!]

Ale ten czas leci.

Tydzień zaczęłam z dalszym katarem i kaszlem. Mamusia powtarzała, że katar u takiego bąbelka jak ja to najgorsze przekleństwo jakie może nas spotkać. Co racja to racja, bo męczyłyśmy się obie. Mi ciężko było w nocy spać a rano jak się budziłam miałam aż strupy na nosie stworzone z zaschniętych gili. Rano jak mnie rodzice ogarniali to bardzo było to nieprzyjemne. W ogóle od ciągłego wycierania noska to zaczął mnie już boleć. No ale rozumiem, że mamusia musiała mi go wycierać, bo poza tym , że na bieżąco leciały mi gile to jeszcze jak kichnęłam to miałam je aż na brodzie. Wtedy mama wpadała w szał sprintu niezależnie od miejsca w którym się znajdowała i biegła do mnie z chusteczką. Ja, jak to ja jak tylko zobaczyłam co się święci to uciekałam. Mama najbardziej wpadała w szał, gdy z tymi wiszącymi gilami kładłam się na kanapie :-)

Nie muszę chyba mówić, że moje gile były wszędzie. Na kanapie. Na kocach w moim łóżeczku. Na ubraniach mamy. 

Do tego mamusia jeszcze parę razy dziennie maltretowała mnie Fridą, czyli moją odciągaczką gili. Myślę, że była to trauma zarówno dla mnie jak i dla niej. Tatuś czasem jej pomagał trzymając moją głowę. Cały czas tylko powtarzał "patrz na mamę, patrz na mamę". Mama się denerwowała tylko ale tata wyszedł z założenia, że jak będę kojarzyć mamusię z tymi niemiłymi czynnościami to tatusia będę kochać jeszcze mocniej. 

W poniedziałek przyjechała na cały dzień babcia Basia. Od wtorku nie mogliśmy się spotykać przez jakiś czas, więc spędziłyśmy cały dzień na zabawie i przytulaniu :-) mamusia mogła sobie też odpocząć. Najfajniejszą atrakcją było jedzenie pączków. Przez to, że nie mogę jeść żadnych produktów krowich to pączki zostały zrobione na wodzie i z olejem kokosowym. Były jak to mamusia mówi eksperymentalne. Wszystkim bardzo smakowały i potem mamusia żałowała, że zrobiły z babcią tylko połowę porcji.

Wieczorem przyjechał dziadek z wujkiem Mariuszem i razem z mamusią poszli do sklepu a babcia została ze mną bo tatusia jeszcze nie było.

Jak wrócił tatuś to mnie wykąpał a babcia mnie nakarmiła. Potem mamusia położyła mnie spać. A spało mi się super po całym dniu zabawy i wrażeń.

Przez resztę tygodnia siedziałyśmy z mamusią w domku. Moja choroba niestety nie pozwoliła nam na większe harce.

No i jeszcze mamusi zepsuł się komputer, więc zniknęły nam wszystkie zdjęcia z tego tygodnia :-(

Buziaki,
Laura

wtorek, 9 lutego 2016

[ Opowieści Laury - mam już 46 tygodni !]



Hej wszystkim,

Ten tydzień zaczął się Nam remontowo. Jako, że wprowadziliśmy się prawie dwa lata temu do nowego bloku to popękało nam trochę ścian. Przez pierwsze trzy dni tego tygodnia gościłyśmy z mamusią dwóch Panów majstrów. Cały czas mnie zaczepiali.. No dobra, nie oni mnie tylko ja ich :) Bo ja lubię nowe towarzystwo. Rodzice się śmieli, że jestem Panią Kierowniczką i nadzoruję remont :-) 

We wtorek jak już tatuś wrócił z pracy to przyniósł nową paczkę pieluszek i położył ją w przedpokoju. Ja (jak to ja) przyciągnęłam paczkę do salonu i w pewnym momencie stanęłam przy niej bez podparcia. W sumie to nie wiem jak to się stało.. Chyba się zapomniałam i samo tak wyszło.
Co prawda zdarzało mi się już stać, ale najczęściej na kanapie. No i potem od razu upadałam na tyłeczek. A tutaj stanęłam, rozejrzałam się i usiadłam znów przy pieluchach :-) 

W środę był ostatni dzień remontu. Jako, że cały mój pokój był malowany to od wtorku moje łóżeczko przestawione zostało do salonu. Rodzice zaczęli mi też wyjmować szczebelki z łóżeczka i teraz mogę sobie swobodnie wchodzić i wychodzić kiedy chcę. Oczywiście na noc szczebelki są zamykane, bo jestem takim wiercioszkiem, że pewnie bym wypadła przy spaniu. 

No i w środę nastał też bardzo uroczysty moment - zrobiłam swoje pierwsze siku do nocnika. Co prawda było to całkiem przypadkowo, ale się liczy :-) Nie byłyśmy z mamą na to przygotowane i siedziałam na nocniku w rozpiętym body. Jak to w body część na plecach jest dłuższa no i się nam troszkę umoczyła w nocniku :-)

Po remoncie i wietrzeniu mieszkania z zapachu farby doszło do mojego przeziębienia. Motyla noga, no! Gile lecą mi po brodzie, woda się leje. Mama kilka razy dziennie wlewa mi jakieś krople do nosa i potem odciąga gile Fridą, co jest traumatycznym przeżyciem zarówno dla mnie jak i dla niej. Wcinam witaminkę C, mama na noc smaruje mnie maścią rozgrzewającą. Pierwsze 3 noce kataru były straszne, bo wszystko spływało mi do gardła i dużo kaszlałam. A jak kaszlałam to się budziłam i płakałam. I tak w kółko. Jak katar troszkę ustał to było już lepiej, chociaż kaszel nadal czasem był. 

W piątek mieliśmy zgłosić się do pediatry na wizytę w celu stwierdzenia czy moje nowe mleczko cofa trochę uczulenie. Niestety terminów żadnych nie było. Do tego najbliższe wolne terminy były na środę(!!!). 

W sobotę przyjechały do nas ciocia Agata i ciocia Ania. Przez dwa dni miałam towarzystwo do zabawy a wiecie jak ja uwielbiam zabawiaczy :-) Ciocie się ze mną bawiły, czytały książeczki. Tata nawet był w szoku, że siedziałam grzecznie u Ani na kolanach przez godzinę, co mi się nie zdarza. Potem się okazało, że miałam lekką temperaturę, ale jak tylko dostałam dawkę Nurofenu to ożyłam i do 23 kicałam jak szalona po łóżku rodziców w sypialni :)
W związku z tym mamusia miała w sobotę wychodne :-)

A w niedzielę przyjechała babcia Basia i dziadek Wiesiek :) dostałam piękne body i spodenki :-) Strasznie mnie wszyscy przytulali i całowali :) Uwielbiam to!

buziaki,
Laurka

niedziela, 31 stycznia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 45 tygodni !]



Cześć i czołem,

Poniedziałek zaczął się dla mnie wyjątkowo fajnie. Poszłyśmy z mamusią i naszymi osiedlowymi znajomymi do "Klubu Malucha", który mamy w bloku na parterze. Wystarczy wziąć klucz od ochrony i można szaleć do woli. Ale było fajnie! 



W klubie są klocki, plastikowy domek, jeździki, zjeżdżalnie i wiele innych atrakcji. A przede wszystkim jest mnóstwo miejsca do raczkowania. Okazało się, że moja koleżanka starsza o 2 tygodnie ode mnie już chodzi :) fajnie ma. Ja na razie puszczam się stojąc na kanapie i kilka sekund udaje mi się wytrzymać a potem upadam na pupę. Mama za każdym razem bije mi brawo :-)

We wtorek wybrałyśmy się z mamusią na spacer. Przy okazji zaszłyśmy na pocztę wysłać Laurki do dziadków. Spacer był przyjemny choć było dość chłodno. Przeszłyśmy się po parku w śniegu. Mama potem tylko narzekała, że po wjechaniu wózkiem do mieszkania ma przy drzwiach błotno-solną powódź. Uroki zimy w mieście...

Jako, że naczelny/rodzinny lekarz tj. ciocia-babcia powiedziała, że najprawdopodobniej jestem uczulona na laktozę mamusia próbowała mi podawać mleko ryżowe i kleik ryżowy. O Boziu jakie to niedobre.. Mama zmiksowała mi to z bananem, którego uwielbiam i już było trochę lepiej, ale nie na tyle, żebym z chęcią piła to okropniaste coś. 

W środę wyszedł mi mój ósmy ząbek :) Mama się cieszyła, że w końcu będę miała symetrycznie po 4 zęby na dole i na górze :)

W czwartek obchodziliśmy Dzień Babci a w piątek Dzień Dziadka. Niestety my świętowaliśmy na odległość. Obie babcie i dziadkowie dostali moje laurki :) 


Jakby ktoś się domyślał, to moje rączki są płatkami kwiatków :)
Wszyscy podobno się bardzo wzruszyli a ja byłam (no i mamusia) przeszczęśliwa :) 

Nauczyłam się mówić mama, więc chodzę i powtarzam to cały dzień. Mama pożaliła się tacie, że czasem ma już dość bo jej głowa pęka od tej mojej gadaniny a tata tylko odpowiedział, żeby nie udawała takiej biednej :)

W czwartek byłyśmy na wizycie u lekarza. Miałam mieć szczepienie na pneumokoki ale przez to moje uczulenie znów mi się upiekło. Podsumowując wizytę to mam już 77 cm wzrostu - Pani doktor powiedziała, że jestem "długa glizda". Ważę 8,5 kg czyli jestem drobna a wysoka. A moje uczulenie nie jest uczuleniem na laktozę tylko na białko mleka krowiego - najprawdopodobniej. Pani doktor przepisała mi nowe mleczko i zastrzegła, że jest niedobre i żeby na początku mieszać z moim bebiko i jak nie będę czuła różnicy to zmniejszać ilość bebiko. Mama tak zrobiła i najpierw wymieszała mi pół na pół potem co karmienie zmniejszając o jedną miarkę bebiko i takim sposobem w sobotę w sobotę nad ranem dostałam już tylko nowe mleko i bez problemu je wypijam. 

Wracając od lekarza odebrałyśmy z paczkomatu mój nocnik. Mama mnie na nim posadziła, ale od razu uciekłam. Do końca tygodnia siadałam na nim kilka razy, ale nie bardzo wiem do czego służy. Mama mówi, że jeszcze się nauczę do czego jest :-)

A w piątek rano mamusia pojechała do lekarza. Jak wróciła to wzięła mnie na rączki i powiedziała, że będę starszą siostrą :) Nie wiem czy to dobrze czy źle, bo najpierw się cieszyła a potem płakała. Tata też się cieszył, więc obstawiam, że to chyba dobrze.

Po południu znów zawitałyśmy z mamusią do naszego osiedlowego klubu :) Razem z Natalką dużo czasu spędziłyśmy papugując od siebie zachowania. Ona jadła to i ja chciałam, ona piła to i ja piłam a jak ja jeździłam na jeździku to i ona chciała. Tylko, że ona chciała akurat na tym co ja i był płacz. Była super zabawa.

O sobocie wspomnę tylko, że jak udało mi się zabrać mamie telefon to zrobiłam sobie swoje pierwsze selfie ;) Mama jak je zobaczyła to się strasznie zaśmiewała :) 


W ogóle to tata się dziwi, że umiem już rozróżnić jego telefon od mamy i w zależności od tego, który uda mi się dorwać to wiem jak go odblokować :)

W niedzielę zawitaliśmy w odwiedziny do cioci Kasi. U cioci jest fajnie. Ciocia pozwoliła mi siedzieć na parapecie i dała mi ananasa do spróbowania i cytrynę. Po ananasie niestety trochę mi podrażniło buzię ale był smaczny. No i największą frajdą było jak mnie na kocyku woziła po całym salonie :)

Przechodzę też już etap buntu. Jak mi się czegoś zabroni, jak mama nie da mi swojej komórki albo jakiejś innej rzeczy którą akurat chcę to kładę się na podłodze i ostentacyjnie macham rączkami, nóżkami i płaczę. Mama najpierw się śmieje a potem przestaje na mnie zwracać uwagę i po chwili jak widzę, że na nic moje bunty to znajduję sobie jakieś inne zajęcie. Mimo wszystko nadal dzielnie próbuję, bo może za którymś razem uda mi się coś wywalczyć.

No i jeszcze jak rozmawiam z kimś przez wideokonferencję to czasem wchodzę w etap popisywania się. Skaczę, fikam, wariuję na całego. Aż tata mówi, że może ktoś mi czegoś dosypał do jedzenia :)

I to na tyle w tym tygodniu!

Buziaki,
Laurka

środa, 20 stycznia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 44 tygodnie ! ]


Cześć i czołem,

W tym tygodniu znów sporo się działo :-)

Zacznę od tego, że w poniedziałek powiedziałam "Mama" i "Baba"  :) mamusia była przeszczęśliwa, że tak ładnie mówię ;) tata oczywiście nie uwierzył dopóki sam nie usłyszał :)

Wieczorem mamusia miała wizytę u lekarza, więc wieczór spędzałam z tatusiem. Nie za bardzo mógł sobie ze mną poradzić i po 1,5 h dzwonił do mamy, że już nie ogarnia. Dzwonił też do babci, ale co ta biedna babcia może pomóc przez telefon. Jak mamusia wróciła około 21.30 to się zdenerwowała, że jeszcze nie śpię. Oczywiście zdenerwowała się na tatę a nie na mnie. Mi to zawsze wszystko uchodzi na sucho :-) Jak mama weszła to tata był w trakcie grzania wody na mleko dla mnie. Jak mama się dowiedziała, że tata chce we mnie wciskać drugie mleko w przeciągu 2 godzin to mama prawie zawału dostała i powiedziała mu, żeby sam zjadł dwie takie duże kolacje i poszedł grzecznie spać jeśli do tej pory wszystkiego nie zwróci. Ech ta mama to taki nerwus. Mimo to wzięła mnie od razu na rączki i w ciągu pięciu minut już spałam. 

Taty teoria była oczywiście taka, że on mnie tak wymęczył że prawie i tak już spałam. Mama i tak powiedziała, że wie swoje. 

Jak już spałam a mamusia była też już w łóżku to tata zaczął wołać mamę żeby szybko przyszła mnie posłuchać. Okazało się, że chrapię - jak tatuś ;-)

W środę poszłyśmy z mamusią na spacer. Było troszkę zimno, ale i tak udało mi się pospać z pół godziny. Fajnie było tak wyjść, bo ostatnio więcej siedzimy w domku przez mrozy. Mimo to i tak fajnie spędzamy czas. Mamusia mi czyta baśnie (których kartki udało mi się trochę naderwać...), bawimy się szczeniaczkiem-uczniaczkiem, wkładamy klocki do sowy i chodzę dużo przy moim chodziku.. Największą jednak frajdę daje mi rozkładanie i rozrzucanie mojej maty piankowej i karmienie pieska kółkami z wieży :) mama za każdym razem się cieszy, że tak ładnie umiem się dzielić rzeczami. Jak wyciąga do mnie rękę i mówi, żebym dała np Misię a ja jej oddam to jest taka szczęśliwa!

W tym tygodniu przyszła w końcu pocztą moja skrzynia na zabawki. Nauczyłam się już na nią wspinać :) no i raz już przycięłam sobie paluszki pokrywą, ale mama mnie uratowała :)


W czwartek przez cały wieczór czekaliśmy na księdza, który miał przyjść z kolędą. Niestety ja już nie doczekałam, bo przyszedł po 20.00. Dostałam za to bardzo ładny obrazek, który mamusia powiesiła u mnie w pokoju :)

W sobotę natomiast byliśmy zaproszeni do cioci Mileny i wujka Michała na parapetówkę i odwiedziny u ich 5 miesięcznej córeczki. W ogóle było aż 5 dzieci i bardzo mi się podobało :) tak bardzo, że jak przyszła moja pora spania to za nic nie chciałam spać :) fikałam sobie radośnie po całym salonie i usnęłam dopiero przed 23 jak już byliśmy w domku :) dostałam też kilka prezentów, np samoczytającą się książeczkę :) mama mówi, że ludzie już całkiem na głowę upadli skoro nawet nie chce im się czytać :)

A w niedzielę atrakcją dnia był spacer z tatusiem :) w tym tygodniu spadło sporo śniegu i poszliśmy się przewietrzyć. Nie było nas godzinę i troszkę zmarzliśmy, ale za to mamusia była szczęśliwa, że mogła odsapnąć :)

No i wieczorem zadzwoniła babcia i powiedziała, że nasza rodzinna specjalistka medyczna powiedziała, że moje zmiany na skórze, które mam od jakiegoś czasu są prawdopodobnie spowodowane nietolerancją na laktozę. W następny czwartek idziemy na wizytę do pediatry to musimy z mamusią koniecznie się dowiedzieć co z tym zrobić :)

I to tyle,
buziaki - Laura! :)

niedziela, 17 stycznia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 43 tygodnie !]



Cześć :-)

kolejny tydzień za mną. 

Po pierwsze - najważniejsze - mam już siódmego ząbka! W końcu! Dzień poprzedzający jego wyjście był ciężki zarówno dla mnie jak i mamusi. Płakałam, marudziłam, nie chciałam jeść i nawt zdarzyło mi się ugryźć mamusię... Mamusia oczywiście starała mi się bardzo pomóc - smarowała dziąsła maścią, dawała gryzaki, pozwalała mi gryźć wszystko co wpadło mi do rączek i dawała leki przeciwbólowe jak już byłam na skraju wytrzymałości. Kochana ta mama!

Bolało mnie tak bardzo, że jak gryzłam moją Misię to cała była zakrwawiona. To było straszne. Mamusia mówiła potem tatusiowi, że jeszcze przy żadnym z ząbków nie miałyśmy tyle przeżyć. Na szczęście mam już to za sobą. Biały ząbek wychyla się powoli na wierzch i mamusia cały czas mi powtarza, że pięknie się uśmiecham tymi moimi siedmioma zębiskami :)

W środę obchodziliśmy święto kościelne Trzech Króli. Z tej okazji poszliśmy z rodzicami do kościoła. W kościele było fajnie :) Nie chciałam siedzieć w wózku, bo wszyscy stali do mnie plecami i nic ciekawego się nie działo. Jak zaczęłam się wiercić i marudzić to tatuś wziął mnie na ręce. Ale było fajnie! Mogłam się rozglądać dookoła i podziwiać. Poznawałam nowe twarze. Spodobała mi się Pani stojąca za mną, bo jak się do niej pouśmiechałam to mnie zaczepiała. W pewnym momencie poczułam się tak swobodnie, że zaczęłam "gadać" :) mama szybko zareagowała i wetknęła mi smoka do buzi :) Potem się strasznie zaśmiewała, że taka jestem zaczepka, że zaczepiam obcych :)

W sobotę mieliśmy gości. Mamusia od rana krzątała się po kuchni, tatuś w tym czasie sprzątał a ja pomagałam raz mamie a raz tacie :) Goście troszkę się spóźnili, ale potem było fajnie :) wszyscy się ze mną bawili, dostałam kilka prezentów i po kąpieli poszłam grzecznie spać :) 

A niedziela była w kościele Niedzielą Chrztu Pańskiego i dostaliśmy wcześniej pocztą informację, że zapraszają wszystkie dzieci ochrzczone w 2015 roku na ponowienie chrztu :) Wybraliśmy sie z rodzicami. Tata nie wziął czapki ani szalika, bo ostatnio się trochę ugrzaliśmy w kościele i okazało się, że było tyle rodzin z dziećmi, ze staliśmy na podwórku. Trochę zmarzliśmy. Na szczęście szybko minęło a ja dostałam na pamiątkę tego święta piękny obrazek, który mamusia powiesiła mi w pokoju :)

Po kościele pojechaliśmy do cioci do Piastowa w odwiedziny. Mamusia pluła sobie w brodę, że nie wzięła mi żadnych rzeczy na zmianę do turlania się po podłodze, bo moje kolana przy wyjściu były czarne jakbym się co najmniej po żużlu czołgała. U cioci zjadłam mleczko i troszkę krupnika. No i jak już byłam zmęczona i marudząca to wróciliśmy do domku :)

Co więcej u mnie? Coraz więcej zaczęłam "mówić". Na razie nie jest to nic nadzwyczajnego, chociaż mamusia słyszała jak parę razy mówiłam "mama" ale tata jej nie wierzy :) Mama się śmieje, że tatuś jest chyba troszkę zazdrosny, że moim pierwszym słowem nie jest "tata". 

Do tego dużo się wspinam na kanapę na którą już bez problemu wchodzę. Uwielbiam też wyrzucać rzeczy z szuflad co doprowadza czasem mamusię do białej gorączki :) Ogólnie mamy ostatnio wesoło podczas wspólnych zabaw!

Buziaki, 
Laurka

wtorek, 12 stycznia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 42 tygodnie !]

Cześć kochani,

Poniedziałek upłynął nam na powrocie do Warszawy. Rano po śniadaniu mamusia dopakowała nasze rzeczy i wyładowani po sam dach samochodu ruszyliśmy jeszcze na chwilę do babci Ali i dziadka Wiesia się pożegnać. 

Droga minęła mi szybko, bo praktycznie całą przespałam. Jak się budziłam to miałam ze sobą zabawki i o zajęcie nie było trudno. 

Tak jak mamusia się obawiała pierwsze 3 dni po powrocie zajęły nam na przestawienie się po okresie mnóstwa ludzi wokół którzy mnie zabawiają, przytulają i noszą na rękach. Momentami było ciężko, bo mamusia uparcie nie chciała mnie nosić na rękach i robiła to tylko, gdy była taka konieczność. Za to więcej siadała ze mną i mnie przytulała. Do tego ze świąt wróciłam z mnóstwem nowych zabawek, więc gdy zaczynałam płakać i marudzić to bawiłyśmy się wspólnie na mojej macie. 

Zabawy z tatusiem też są fajne. Tata pozwala mi na więcej rzeczy niż mamusia. Mama tłumaczy to tym, że ona dba o moje bezpieczeństwo. 

Zabawy z tatusiem wyglądają tak:


Mama się denerwuje, że grzebię w śmieciach a tata się cieszy :)

Mojego pierwszego Sylwestra przespałam... - taki ze mnie imprezowicz :-) mieliśmy jechać do wujka Konrada do Kobyłki, ale dzień wcześniej a właściwie noc wcześniej mamusię dorwało duże zatrucie pokarmowe i nie czuła się najlepiej. Tak więc rodzice Sylwestra spędzili oglądając najnowszego Bonda i galę sylwestrową disco-polo :) kilka minut po północy mamusia poszła spać - taka z niej imprezowiczka :) tatuś za to do 3.00 oglądał serial o wikingach :)

W tym tygodniu mój siódmy ząbek nadal się nie pokazał. Mamusia co dzień zagląda mi do buzi i mówi "już na dniach wyjdzie, już go widać" i tak od ponad tygodnia :)

Noce ładnie przesypiam, budzę się na śniadanko między 5 a 6 rano. Wieczorem tatuś mnie kąpie, pluskamy się z kaczuszkami i rybkami a potem mamusia daje mi butlę i ładnie zasypiam. Parę razy zdarzy mi się obudzić na chwilkę, ale lekko ululana od razu zasypiam. 

No i mamusia zrezygnowała już z karmienia mnie dodatkowo kaszą przed mlekiem. Jem po prostu większą ilość mleczka :)

Buziaki, 
Laura

środa, 6 stycznia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 41 tygodni ! ]


Cześć i czołem,

Poniedziałek minął mi całkiem przyjemnie. Mamusia podczas mojego spania wyszła nawet na zakupy i połażenie po mieście :) Jak spałam pilnowała mnie ciocia Kasia. Mama mówiła mi potem, że i tak cały czas o mnie myślała i zastanawiała się czy już się obudziłam czy nie a ja spałam cały czas jak jej nie było i obudziłam się dosłownie kilka minut przed jej powrotem do domku. 

Fajnie było spędzać czas z ciocią, bo ciocia wymyślała super zabawy. Nauczyła mnie przez ten tydzień bić brawo i bawić się w akuku (ciocia siedziała a ja za jej plecami chodziłam i najpierw robiłam kuku z jednej strony a potem z drugiej :-)). Ganiałyśmy się też raczkując po mieszkaniu :) Do tego jak bawiłyśmy się na kanapie to bawiłam się z nią w taki sposób, że puszczałam się oparcia i wiedząc że ciocia jest za mną i mnie złapie upadałam do tyłu. Mamusia jak to zobaczyła to mnie zganiła że tak nie można. Trochę szkoda, chociaż pewnie mamusia boi się, że kiedyś tak nie mając nikogo za sobą kiedyś polecę i uderzę się. Mimo wszystko miałyśmy z ciocią razem niezły ubaw. 

W międzyczasie co jakiś czas przychodził dziadek i też się ze mną bawił i tulił :) A jak babcia wracała z pracy to do tych zabaw i przytulańców dołączała też ona :) 

We wtorek poszłyśmy z mamusią rano na spacer do sklepu, bo mama wpadła na pomysł że upiecze sernik na święta. Sklep mamy blisko a ja po kilku minutach od razu usnęłam. Mama w spokoju zrobiła zakupy i wróciłyśmy do domku. Jako, że dalej spałam to mamusia zostawiła mnie na dotlenienie się w wózku przed domem, ale był taki wiatr, że po chwili mnie zabrała, bo bała się że wiatr przewróci wózek ze mną w środku. Mi spało się tak dobrze, że na chwilę otworzyłam tylko oczy jak mama mnie rozbierała z kurtki i przekładała do łóżeczka. Podczas mojego snu mamusia upiekła ciasto a ja potem miałam mnóstwo sił do zabawy :-) 

Na 15 pojechałyśmy do babci Ali. Jak zajechałyśmy to się okazało, że jest tylko ciocia Agata. Mama zostawiła mnie z ciocią i pojechała do pracy po babcię Basię. W drzwiach minęła się jeszcze z babcią Alą. I tak super się bawiłyśmy :) A ciocia Ania dostała od swojego chłopaka na święta takiego dużego misia. Pisząc "dużego" mam na myśli DUŻEGO!


Mamusia wróciła dopiero po 1,5 godziny i posiedziałyśmy do 19.00. Jak wróciłyśmy do domku to okazało się, że będziemy mieli gości. W odwiedziny przedświąteczne przyszli sąsiedzi :) Wszyscy się mną zachwycali jaka jestem fajna. A ja oczywiście bardzo się wstydziłam, bo to były zupełnie nowe osoby. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam nieśmiało się do nich zbliżać i robić akuku spod stołu.

Środa minęła nam na siedzeniu w domku. Mama się krzątała, robiła obiad, pomagała Mikołajowi pakować prezenty, podczas gdy ja jej przeszkadzałam jedząc papier do pakowania, zabierając paczki i jedząc taśmę klejącą i wstążki oraz opiekowała się mną w ogólnym znaczeniu tego słowa a koło 16.00 zadzwoniła do mamy babcia Ala z propozycją porwania mnie na wieczór :) mama przystała na propozycję i już po chwili przyjechał dziadek z ciocią Anią i ciocią Kasią. Mama mnie wyszykowała, spakowała moje pieluszki, jedzonko i kilka zabawek i pojechałam. Było fajnie :) Mama potem się dopytywała czy byłam grzeczna :) ech mamo - ja ZAWSZE jestem grzeczna ;-)

Po powrocie poganiałam się jeszcze z ciocią po podłodze aż ciocia się zasapała i po szybkiej kąpieli poszłam spać :) A jak spałam to przyjechał wujek Mariusz, z którym zobaczyłam się dopiero rano, ale i tak się go bałam i wstydziłam :)

Czwartek - Wigilia Bożego Narodzenia :) no i w końcu przyjechał do nas tatuś :) Od razu mocno mnie wyprzytulał :) stęskniłam się za nim i lubię jak tatuś mnie tarmosi!

Przed 16.00 zasiedliśmy do wieczerzy wigilijnej. Mama ubrała mnie w świąteczną sukienkę i nowe rajstopki z falbanką na tyłeczku. Sama też założyła piękną sukienkę i się pomalowała. No i nie mogę zapomnieć o tatusiu, który w garniturze jest najprzystojniejszym tatą jakiego znam :) Pozostali również się ładnie ubrali. Najpierw mamusia przeczytała fragment pisma świętego, potem była wspólna modlitwa i dzielenie się opłatkiem a następnie zasiedliśmy do kolacji. Mi się też dostało trochę rybki, ale akurat niespecjalnie miałam ochotę na jedzenie, więc siedziałam grzecznie w foteliku i jadłam pozostały opłatek lub bawiłam się zabawkami.

O 18.00 musieliśmy się zbierać, żeby pojechać na drugą wigilię do drugich dziadków. Już pod domem było słychać śpiew - to cała rodzina śpiewała kolędę :) Po kolędzie wszyscy dzielili się opłatkiem i zasiedli do kolacji. Było nas 22 osoby. Ja w tym czasie kicałam za mamą na wersalce. Po chwili jak już pierwsze głodowe brzuchy zostały napełnione to przeskakiwałam z rąk do rąk. Najwięcej czasu spędziłam u wujka Adama na rękach :) Po wszystkim poszliśmy z babcią do choinki rozpakować prezenty :) Ten moment podobał mi się chyba najbardziej. Okazało się, że tatuś nie dogadał się z wujkiem Adamem jak należy i dostałam dwa Szczeniaczki-uczniaczki. To znaczy od wujka dostałam szczeniaczka a od rodziców siostrzyczkę szczeniaczka. Rodzice jednak powiedzieli, że bez sensu żebym miała dwie takie same zabawki i postanowili, że albo ją zwrócą jak będzie można albo dadzą komuś w prezencie :)


Dostałam też dużego misia, który został przez tatę nazwany Panem Antonim, konika na biegunach do którego można doczepić kółka, ubranka i zestaw kąpielowy i.... nie pamiętam co więcej - dużo tego było. Wszyscy z prezentów bardzo się cieszyli. A w ogóle to wujek Piotrek dostał taką samą książkę od Mikołaja jak mamusia :)

Jako, że była już późna godzina a ja zrobiłam się bardziej marudna to mamusia zarządziła, że wracamy do domku. A w domku otworzyłam jeszcze jeden prezent spod choinki, który był od mojej cioci chrzestnej.

Dostałam chodzik! Prezent trafiony w punkt, bo w kuchni zaczęłam chodzić z taboretem suwając go po całej kuchni :)

To był bardzo intensywny dzień, wiec szybciutko zasnęłam!

Pierwszy dzień świąt rozpoczął się wcześnie - a co będę spać jak tyle rzeczy do zrobienia! Rodzice oczywiście chcieli mnie ululać do spania ale się nie dałam, więc tatuś położył mnie na podłodze i jak rodzice dosypiali to zajęłam się moimi prezentami :)

Po śniadaniu otworzyłam jeszcze jeden prezent, którego nie zdążyłam otworzyć poprzedniego wieczora - dostałam piękną książeczkę o zwierzątkach na farmie. Bardzo mi się podobało co widać po moim zadowolonym, zmarszczonym nosku :) W okolicy południa poszłam na spacer z dziadkami :)


Na obiad pojechaliśmy do Brańska do pradziadków. Jak zajechaliśmy okazało się, że cała organizacja przeniosła się do cioci Marioli po drugiej stronie ulicy. A tam? Znów tłumy ludzi - tata naliczył 22 osoby. Widziałam też pierwszy raz kolędników. Trochę się bałam ale nie było tak źle. No i poznałam w końcu moją siostrę cioteczną - Wiktorię. Trochę się mnie chyba bała, bo nie chciała podejść tylko się na mnie patrzyła. Wiktoria ma rok i niecałe 2 miesiące. Jak już byłam marudna i płacząca to mamusia mnie nakarmiła a tatuś uspał. Potem zrobiliśmy nawet całą rodziną zdjęcie na pamiątkę, bo ciocia Mariola mówiła że kolejny raz nie wiadomo kiedy się spotkamy w pełnym składzie. Wieczorem wróciliśmy jeszcze na chwilę do pradziadków, bo pod choinką czekały na nas prezenty :) Dostałam grzechotkę, skarpetki, ubranka, piękne buciki ale niestety już za małe :( oraz zabawkę - takiego pieska co się na rękę nakłada a on szczeka :) super :)

Po powrocie do domku pobawiłam się jeszcze z dziadkami i ciocią i poszłam grzecznie spać a mamusia z dziadkami i ciocią pograli sobie w Scrabble :-)

Drugi dzień Świąt spędziliśmy w domku. Na obiad mieliśmy gości - ciocię Asię i wujka Andrzeja - dziadka brata. Byłam trochę zdezorientowana, bo wujek jest bardzo podobny do dziadka. Byłam dziś jednak bardzo marudząca, bo idzie mi kolejny ząbek. Idzie, idzie i się nie może przebić. Mamusia już się nie może doczekać.

"Trzeci dzień świąt", czyli niedzielę po świętach spędziliśmy praktycznie w całości w domu rodzinnym tatusia. Ja byłam zabawiana przez wszystkich po kolei a rodzice pograli sobie w Monopoly. Na obiad mieliśmy gości i rodzice dość długo siedzieli przy stole a ja standardowo byłam porywana z rąk do rąk z przerwami na jedzenie i sen. Było super! Wieczorem wróciliśmy do domku i podczas gdy ja się bawiłam moimi zabawkami mamusia zaczęła nas pakować, bo w poniedziałek czekał nas wielki powrót do Warszawy.

Ech. Święta, święta i po świętach. Było super! Bardzo mi się podobało :) i opłatek mi smakował i lubiłam mieć tyle ludzi wokół. Nie mogę doczekać się już następnego takiego święta :-)

Buziaki,
Laurka

niedziela, 3 stycznia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 40 tygodni ! ]



Cześć wszystkim,

Czterdzieści tygodni! Kto by pomyślał, że to tak szybko minie? Jestem już dużą dziewczynką, ładnie chodzę przy meblach, dość sporo jem, mam już 6 całych ząbków i jestem niezłym łobuziakiem.

W poniedziałek rano zaskoczyłam moich rodziców, bo jak tata wychodził rano do pracy to pierwszy raz rozpłakałam się łzami jak grochy. Mama mnie uspokajała i mówiła, że tatuś wieczorem wróci i znów mnie przytuli, ale ja i tak płakałam. Pierwszy raz się tak zdarzyło. Mama powiedziała, że powinnam więcej czasu spędzać z tatusiem skoro tak płaczę jak wychodzi :) 

W tym tygodniu spędzałyśmy z mamusią cały swój czas słuchając świątecznych piosenek. Mamusia prawie cały czas mi śpiewała i potem jak słyszałam znajomą melodię to nawet zaczynałam się bujać na boki. Mama się strasznie cieszy jak zaczynam "tańczyć".

Mama pozwoliła mi również wchodzić na kanapę w salonie. Podstawiła mi poduszki dla ułatwienia i praktycznie cały dzień mogłam sobie skakać. Oczywiście mamusia mnie pilnowała, bo miałam takie pomysły żeby schodzić z kanapy zamiast tyłem to przodem i wtedy robiłam fikołka do przodu. Czy płakałam wtedy? Oczywiście że nie. Podnosiłam się szybko, patrzyłam na mamę i posyłałam jej mega uśmiech a po wszystkim znów wdrapywałam się na kanapę. 

Udoskonalam również moją naukę mówienia. Na razie śmiesznie mi to wychodzi, ale już udaje mi się lekko gugać a tatuś cały czas próbuje mnie nauczyć mówienia TATA. Na razie mówię tylko mama, ale to tylko w momencie jak płaczę. Tata oczywiście mamusi nie wierzy. 

W środę wieczorem zostałam sam na sam z tatusiem, bo mamusia poszła do fryzjera. Jak to z tatusiem - mieliśmy sporo zabawy. Jak zrobię kupę to tata nie myśląc o przewinięciu mnie wstawia mnie do wanny i myje pod ciśnieniem. Nawet już przestałam się bać. Tylko mama się złości i mówi "jak tak można?". Ale tata ma niezły ubaw a przy okazji jeśli ja mam czysty tyłeczek to też jest ok :)

A w piątek wyruszyliśmy w końcu na Podlasie na Święta. Mama przez dwa dni nas pakowała, bo musiała się trochę ograniczyć z bagażem. Całą drogę grzecznie przespałam. Jak zajechaliśmy to babcia Ala z dziadkiem Wiesiem na nas czekali. Nie widziałam ich od października. Byłam zaspana i się przestraszyłam i wstydziłam się. Rozglądałam się po pokoju i nie wiedziałam gdzie jestem. Jak już mi trochę przeszło to babcia mnie wyprzytulała i się wszyscy śmiali z tego jak się zachowywałam. Najpierw nie wiedziałam co się dzieje a potem gadałam i skakałam jak wariatka. Usnęłam dopiero koło 1.30 w nocy. Jak to zwykle w nowym miejscu budziłam się dosyć często. Rano po 5.00 dostałam butlę i obudziłam się dopiero po 9.00. 

Sobota minęła bardzo szybko. Rano obie ciocie nakarmiły mnie pysznym śniadaniem :) Fajnie było :) Poza tym cały czas miałam kompanów do zabawy. Pokazałam wszystkie moje sztuczki jakich się nauczyłam przez ten czas jak mnie nie było. Najbardziej sprawiała mi radość wspinaczka na wersalkę i schodzenie z niej. Mogłam też sama pozwiedzać w końcu dom :) 

W niedzielę tatuś pojechał z powrotem do Warszawy a ja z mamusią zostałyśmy przewiezione do babci Basi i dziadka Wiesia. Znów mnie każdy całował i przytulał. Oczywiście dopiero jak już się zadomowiłam i przestałam się wstydzić :) 

Przed nami bardzo intensywny tydzień! W czwartek dojedzie do nas tatuś i wspólnie z całą rodziną będziemy świętowali Boże Narodzenie :) Moja pierwsza Wigilia i Boże Narodzenie :) To musi być COŚ, bo mama chodzi cały czas podekscytowana! :)

Buziaki,
Laurka

środa, 16 grudnia 2015

[ Opowieści Laury - mam już 39 tygodni ! ]


Cześć i czołem,

Święta coraz bliżej :-) Mama od Mikołajek chodzi i podśpiewuje "ol aj łont for krismas is ju" i się do mnie cieszy cały czas :-)

We wtorek mamusia zauważyła, że w mojej buźce prześwituje górna, lewa dwójeczka - mam już 6 ząbków i mama mówi, że chyba idzie równolegle prawa. Przez wyrastającego ząbka jestem nerwowa i płaczliwa, ale obie z mamusią staramy się walczyć, żeby jakoś przetrwać. 

W związku z tym podczas wyżynania się ząbka byłam strasznym niejadkiem. Jedyne co tolerowałam to butelka i ewentualnie wieczorna kaszka, ale też w małej ilości. 

Mama wprowadziła też zasadę nocnego niekarmienia i podtrzymuje ją całkiem sprawnie. Moja noc wygląda tak, że idę spać max o 21.00 i jak się obudzę to jestem ponownie usypiana bez karmienia. Pierwsze karmienie następuje dopiero najwcześniej o 5.00. Mama sobie ustaliła tą magiczną godzinę. Czyli jeśli obudzę się wcześniej to usypia mnie bez karmienia a jak jest już po 5.00 to dostaję butlę. Dzisiaj na przykład obudziłam się po 6.00 :)

W tym tygodniu przyszli też Panowie naprawić nasze okna w salonie. Na złączeniach okna się rozkleiły i cały chłód z zewnątrz i wiatr wpadały do salonu. Przez to mieszkanie bardzo szybko się wychładzało. Jak panowie przyszli i zobaczyli mamę i mnie to jeszcze za darmoszkę wyregulowali nam drzwi balkonowe i okno :) hehe ach ten nasz wdzięk :)

Nie pisałam też chyba jeszcze jak tatuś nauczył mnie robić "czółko". Robienie czółka polega na tym, że jak jestem blisko czyjejś głowy to jak powie "Laura, czółko" to ja zbliżam swoje czoło do czoła ten osoby i to jest słitaśne :) Czasem próbuję wtedy podgryźć trochę nosa tej osoby, ale nie zawsze mi się udaje :-) No i oczywiście czasem nie mam wyczucia i zamiast zbliżać się powoli to robię to z rozmachem. Parę razy potem mama bała się że będę miała siniaka :-P 

Jak tatuś prowadzi wieczorne rozmowy a to z babcią a to z wujkami czy cioteczkami to zaczęłam reagować na swoje imię. Kiedyś nie wiedziałam co się dzieje a teraz jak słyszę przez telefon swoje imię to skaczę i kicam i się cieszę :) W ogóle w tym tygodniu wieczorem tata mówił, że chyba się czegoś nawciągałam bo skakałam jak wariatka. 

Cały tydzień bawiłam się też moim prezentem - laptopem. Mama chciała mi co jakiś czas go zabierać, ale ja wtedy przeistaczałam się w małego buldożera i walczyłam o swoje :) 

Nową zabawą jest też wchodzenie na sofę w salonie. Mama podstawiła mi poduszki, żebym miała jak na nią wejść. Oczywiście wtedy bacznie mnie kontroluje. Jestem przeszczęśliwa jak mogę pohasać po sofie. Tatuś nauczył mnie też schodzić z kanapy. Co prawda zdarzają się jeszcze próby zejścia przodem co skutkuje wywrotką, ale schodzenie tyłem idzie mi całkiem nieźle. 
A jak mama zabiera poduszki i nie mogę wejść na kanapę to przeżywam rozpacz. Płaczę i krzyczę aż łzy lecą mi jak grochy a gile z nosa zalewają wszystko wokół.

Mama przyłapała mnie w tym tygodniu na wyciąganiu szuflad w sypialni. Ja oczywiście robię porządki w szufladach a mama tego nie docenia...

W czwartek tatuś przywiózł do domku taką dziwną rzecz. To jest wysokie, zielone i kłujące. Było zapakowane w siatkę i tata coś tam majstrował czymś co rodzice nazywali piłą. A w sobotę ta rzecz - choinka, bo potem mi rodzice wytłumaczyli - stanęła w salonie i rodzice obwiesili ją kolorowymi kulkami i światełkami. Mama się cały czas wzrusza, że to będą moje pierwsze święta i że nie może się doczekać.

W sobotę byli u nas goście. Rodzice zrobili taką koleżeńską a'la wigilię ze znajomymi. Dostałam w prezencie taki sorter drewniany z klockami z sowami po bokach :) Mama nauczyła mnie wrzucać do niego klocki :) no i w ogóle uwielbiam sowy. Mama nauczyła mnie pokazywać gdzie sowa ma oczy :) jest ze mnie bardzo dumna!

Podczas imprezy weszłam pod choinkę i tata musiał mnie wyciągać bo bałam się wyjść. Choinka kłuje i nie lubię jej dotykać - boję się. Rodzice się zaśmiewali, że jestem małym gagatkiem.

Zaczęłam też trochę więcej "rozmawiać" :)

Eh, to chyba tyle. Strasznie dużo się działo w tym tygodniu :) A w następny piątek jedziemy na Podlasie. Mama już przebiera nogami i ja też się nie mogę doczekać :)

Buziaki, 
Laura

czwartek, 10 grudnia 2015

[ Opowieści Laury - mam już 38 tygodni ! ]

Cześć Kochani,

ten tydzień minął szybko. Sypiam ostatnio wyśmienicie :) jak się obudzę w nocy to mamusia usypia mnie bez karmienia a jak obudzę się rano to dostaję butlę mleka :)

We wtorek mamusia miała urodziny. Wieczorem przyjechała ciocia z wujkiem i z dziadkiem :) Mamusia upiekła ciasto czekoladowe z kaszy jaglanej i zrobiła oszukane rafaello i do tego sałatkę cioci Asi z żurawiną i migdałami :) Było wesoło. Dziadek bujał mnie na piłce a ja się zaśmiewałam. Cały czas się ze mną wszyscy bawili i potem już padłam do spania. Dosłownie "padłam" :) Było fajnie :)

W czwartek poszłyśmy z mamusią na spacer. Była nawet ładna pogoda, więc stwierdziłyśmy że skorzystamy. Mama włączyła Endomondo i zrobiła po parku aż 5 kilometrów w godzinę :) Była bardzo z siebie dumna. A ja sobie grzecznie w tym czasie pospałam.

Piątkowy powrót tatusia z pracy skutkował nową zabawką :) tatuś poszedł do sklepu i nie mógł się oprzeć i kupił mi taką grającą kulę która sama turla się po pokoju :) Nie wiem kto się bardziej cieszył - ja czy tata :)

Na weekend mieliśmy pojechać na podlasie jednak okazało się, że tatuś ma bardzo dużo pracy a mamusia sama bała się jechać ze mną tyle kilometrów. Myśleliśmy, że ciocia albo wujek z nami pojadą ale niestety się nie udało. Wszyscy byli bardzo smutni jak usłyszeli, że jednak nie przyjedziemy. 

Sobotni poranek zaczęliśmy spacerem. Po drodze najpierw spotkałyśmy jedną sąsiadkę z małą Natalką a potem drugą z mężem i małym Adasiem. Tak więc spacer nie minął mamusi samotnie a i tak zrobiliśmy koło 4,5 km :)

W sobotę rano zadzwoniła babcia Basia i powiedziała, że tak już za mną tęskni, że wsiądzie w pociąg i przyjedzie do mnie. Skończyło się na tym, że dziadek babcię namówił i przyjechali razem samochodem :) Zabrali nawet ciocię Kasię po drodze do nas :) Ciocię i dziadka niedawno widziałam a babci nie i strasznie się bałam i wstydziłam. Jak babcia się zbliżała to wtulałam się w mamusię i chowałam. Na szczęście potem było super! Dostałam od dziadków mojego pierwszego laptopa! Ekran ma lusterko na którym wyskakują kolorowe zwierzątka. Laptop ma mnóstwo przycisków i dużo melodii :) Nie dałam nikomu się nim bawić a jak ktokolwiek mi go zabierał to krzyczałam i płakałam! 

Mamusia wystawiła też dzisiaj pierwsze ozdoby świąteczne :) A w następny piątek tatuś obiecał ubieranie choinki. 

Niedzielny poranek spędziłam z dziadkami w łóżku :) Babcia nie mogła się mną nacieszyć. Tatuś obiecał, że pojedziemy do dziadków za dwa tygodnie i z mamusią zostanę już aż do świąt. Cieszę się bardzo! mamusia powiedziała, że podrzuci mnie na cały dzień do drugich dziadków, bo w końcu nie trzeba mnie już cycem karmić a na pewno wszyscy się ucieszą - i dziadki, i pradziadki i ciocie i wujki :) 

Dalej jestem urwisem. Mama mówi, że chyba wyrzynają mi się jakieś ząbki, bo ostatnio zrobiłam się niespokojna i płaczliwa. Może coś w tym jest. 
Dalej uskuteczniam wspinanie się na wszystko co możliwe. Bawię się też z mamą w chowanego - to moja ulubiona zabawa!
No i dalej kocham zabawy przy drukarce :) 

Buziaki,
Laura

piątek, 4 grudnia 2015

[ Opowieści Laury - mam już 37 tygodni ! ]


Cześć Kochani :-)

mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku :-) 

Mój tydzień znów przeleciał bardzo szybko. Mało wychodziłyśmy z mamusią w tym tygodniu, bo było strasznie zimno i wiał bardzo duży wiatr. Spędzałyśmy za to czas w domku bawiąc się, łobuzując, jedząc i wypoczywając. 

Znów zaczęłam pięknie spać. W nocy z środy na czwartek mama nie mogła uwierzyć, bo spałam od 21.00 do 5:30. Potem zjadłam butlę i spałam do około 9:00. Mama była przeszczęśliwa :) W ogóle ostatnio całkiem dobrze sypiam. Jak obudzę się wcześniej niż nad ranem to rodzice mnie tulą, dają smoka i od razu zasypiam. Jeśli obudzę się po 4:00 to mamusia decyduje się na danie mi butli z mleczkiem i dalej sobie smacznie śpię aż do momentu jak tatuś wstaje do pracy :) 

Miałam kilka dni pod znakiem niejadka. Nie chciałam za bardzo nic jeść i byłam poddenerwowana. W końcu któregoś popołudnia po ciężkim dniu mama wyciągnęła z lodówki słoiczek, który leżał na "czarną godzinę" - naleśniki z musem jabłkowym. Zjadłam cały! i gdyby było więcej to zjadłabym więcej! W związku z tym na śniadanie następnego dnia mamusia zrobiła domowe naleśniki i podała mi je z dżemem brzoskwiniowym od babci Basi :) Było pyszne!

Poza tym w tym tygodniu zjadłam swój pierwszy obiadek rączkami a nie z łyżeczki. Mamusia ugotowała pulpeciki a do tego marchewkę, kalafiora i brokuła - było smaczne i nawet udało mi się dość sporą część zjeść. Oczywiście co nieco wylądowało na podłodze, co nieco na mnie, co nieco na mamie, ale mama się nie gniewała. Nawet trochę podbierałam z talerza mamy jak u mnie się już kalafior skończył :-)

W środę byłyśmy z mamusią na imieninach cioci Kasi. Był dziadek i wujek Mariusz i wszyscy się ze mną bawili :) Ja to mam szczęście, że mnie tak wszyscy mocno kochają. Dziadek jak mnie widzi to cały czas się uśmiecha. Fajnie! Szkoda tylko, że babci Basi nie było bo już się stęskniłam :( w ogóle się stęskniłam za dziadkami więc nieoficjalnie powiem, że najbliższy weekend spędzę na Podlasiu :)

to ja u cioci

U cioci się wyszalałam, wyskakałam, wyturlałam i wybawiłam :) Było super!

W sobotę zostałam z tatusiem w domku, bo mama pojechała na zakupy. Wróciła z dwiema sukienkami dla siebie i z 2 śpiochami, bodziakiem, sukienką na wigilię i rajstopkami dla mnie. Do tego upolowała w pepco rogi renifera i czapkę Mikołaja i powiedziała, że zrobimy sobie świąteczne zdjęcie na pamiątkę.

W niedzielę był u nas dziadek :) Wynalazł fajną zabawę - sadzał mnie na mamy piłkę do ćwiczeń i podskakiwaliśmy :) ale była zabawa! śmiałam się jak nigdy! a jak dziadek wyszedł to zasnęłam tak:
                        
                                 

W ogóle to lubię się bawić. Umiem już prawie sama ułożyć wieżę z kółeczek, bawię się z mamą w chowanego po całym mieszkaniu. Nie ma jednak fajniejszej zabawy niż wdrapywanie się na piekarnik. Mama dostaje szału....

Mama zrobiła też mi psikusa i wyjęła szczebelki w łóżeczku na chwilę. Ja sobie weszłam a potem jak chciałam wejść kolejny raz to szczebelki znowu były wsadzone i nie wiedziałam co się dzieje :( próbowałam wcisnąć głowę ale się nie udało... a mama się zaśmiewała jaki ze mnie gagatek :-P

I to chyba tyle,
buziaki
Laura