Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2015

[ krótki update ]

Dziś odbyłam (mam nadzieję) ostatnią wizytę lekarską. Czekam jeszcze na wyniki badania z bakterii paciorkowca typu B i to będzie na tyle. Jeśli się do terminu wyznaczonego porodu nic samoistnie nie zadzieje to mam się 17.03 zgłosić na Izbę Przyjęć szpitala który wybrałam na dalsze działania. 

Co do wizyty to Laurka już gotowa na wyjście :) Mogę przestać się oszczędzać. Pani doktor dała zielone światło na jak to mówi Cejrowski - pinga pinga :) Problem polega na tym, że mój mąż i ja trochę też, mamy obawy, bo przecież to trochę nieswojo będzie tak uderzać córcię w głowę :P więc nie wiem czy się przypadkiem i tak nie wstrzymamy a ja wykorzystam pozostałe naturalne sposoby typu schody, mycie okien, zakupy itd :)

Od dwóch dni znów mam skurcze przepowiadające i zaczynam nastawiać się, że może do końca tygodnia córcia do nas zawita :) Mężowi oczywiście nie po myśli bo wczoraj uznał, że jak się córcia urodzi przed dniem kobiet to jeszcze dwa prezenty będzie musiał kupić i mówi cały czas do brzuszka, żeby się wstrzymała do następnego tygodnia :P

Cały weekend mieliśmy gości, bo odwiedzili nas moi rodzice. Więc od piątku wieczorem do niedzielnego popołudnia sporo się działo. Jak tylko wyszli i położyłam się na chwilę to rozłożyło mnie całkowicie. Czułam się jakby łapała mnie gigantyczna grypa. W kościach mnie łamało i mąż ledwo mnie dobudził koło północy. Na śpiąco wzięłam prysznic, a potem jak ostatnio nigdy przespałam całą noc. Rano ledwo się dobudziłam, ogarnęłam się szybko i znów przespałam pół dnia. Albo organizm odreagowywał weekend albo zbiera siły na poród :-)

Przy okazji zrobiłam dziś zakupy. Najpierw udało mi się dorwać kombinezon dla Laury na wyjście ze szpitala z promocji z 129 zł na 29,99 zł. Potem kupiłam sobie parę rzeczy w Pepco :) A zaraz wybieram się na pocięcie końcówek do fryzjera. 

No nic. Biegnę, bo się spóźnię.
Buziaki!

wtorek, 6 stycznia 2015

[ Liebster Blog Award ]



Nominacja do LIEBSTER BLOG AWARD od Kornelii z oczekiwaniee.blogspot.com była dla mnie dość sporym zaskoczeniem, bo "istnieję" w blogosferze od dość krótkiego czasu. Z odpowiedziami na pytania ruszam z lekkim opóźnieniem, bo nominacja nastąpiła jeszcze przed świętami, a chciałam zebrać porządnie swoje myśli. Poza tym wiecie - święta, sylwester i inne obowiązki ostatnio trochę odciągnęły mnie skutecznie od bloga na parę chwil. Tak więc zgodnie z prośbą Kornelii wybrałam 11 pytań z jej listy 33. Mam nadzieję, że moje odpowiedzi przypadną Wam do gustu :-)

1. Co mi daje blogowanie?

Przede wszystkim możliwość zapisania swoich myśli, obaw, uczuć, rzeczy o których chcę pamiętać itd. Spisuję tu przepisy które uwielbiam i chciałabym się nimi podzielić, opisuję kosmetyki, które lubię i których nie lubię. Piszę o sobie, o innych. Po prostu o wszystkim. Uwalniam swoje myśli.
Przez całe życie starałam się pisać. Jak nie bloga w młodości to prawdziwe papierowe pamiętniki, które chyba leżą gdzieś u rodziców na strychu. 

2. Twoja najgorsza cecha wg Ciebie, to...?

Ja to nazywam perfekcjonizmem, ale w tym złym wydaniu. Staram się zrobić wszystko i ustawić wszystkich tak jak ja chcę czyli na wysokim poziomie. Wymagam dużo od siebie ale też od innych. Mąż się śmieje, że nawet pokrojenie sałatki musi się odbywać w sposób, który mnie satysfakcjonuje, bo gdy kostki pokrojonej marchewki są za duże/małe a mianowicie inne niż ja chcę to już jest wojna. Jest to moim zdaniem jedna z tych złych cech, które wyciągnęłam z rodzinnego domu. Staram się z tym walczyć i mam nadzieję, że przyjście na świat córeczki trochę mnie przytemperuje a ja przestanę świrować i wprowadzę trochę bałaganu w swoje życie i go świadomie zaakceptuję. 

3. Twoja najlepsza cecha wg Ciebie, to...?

Nad tym pytaniem myślałam najdłużej, bo nie należę do osób, które siebie wychwalają. Raczej jestem krytyczna wobec siebie. Myślę, że dużym plusem jest pracowitość i ogólnie pojęte zorganizowanie. Staram się mieć wszystko uporządkowane a powiedzenie, że żadnej pracy się nie boję bardzo do mnie pasuje. Cokolwiek robię staram się  dawać siebie zawsze na 100%.

4. Dom czy mieszkanie? 

Gdy byłam już po ślubie moim jedynym marzeniem było własne mieszkanie. Od początku studiów mieszkałam w wynajmowanych mieszkaniach z całym stadem zmieniających się często lokatorów, co nierzadko doprowadzało mnie do białej gorączki. Jednak można powiedzieć, że od zawsze chciałam mieszkać w domu. Mam nadzieję, że to marzenie się zrealizuje w przyszłości. Wiem, że na pewno nie w najbliższej, chyba że wygram w totka parę milionów, ale marzenia są po to żeby je realizować, a pierwszym krokiem było znalezienie przeze mnie projektu domu :-) pewnie do czasu aż wybuduję własny dom koncepcja się całkowicie zmieni, ale miło jest czasem go otworzyć i chociaż popatrzeć :-)

5. Książka, którą zapamiętam na zawsze to...?


Czytam dość sporo. Obecnie skaczę pomiędzy poradnikami dla rodziców, romansidłami, kryminałami i sensacjami. Jeśli miałabym wybrać tylko jedną książkę byłoby raczej ciężko, bo każda z nich wpływa na moją duszę w inny sposób. Myślę, że ta książka na całe życie może być jeszcze przede mną. 

6. Film, do którego wracam często i chętnie, to.../Film, który uwielbiasz?

Wiele jest takich filmów, bo oglądam filmy po kilka razy. Ze starych polskich filmów oprócz tych dobrych komedii z lat świetności uwielbiam oglądać Znachora i cudowną Annę Dymną. Zagranicznych filmów jest o wiele więcej stąd ciężko mi jest je wymienić, bo do każdego z nich wracam często. Lubię Dumę i Uprzedzenie i cudowną Keirę Knightley, lubię Harrego Pottera, który zabiera mnie w świat magii, lubię film Kelnerka i niesamowitą Keri Russel. Ostatnio staram się robić selekcję filmów i oglądam je rzadziej niżbym chciała. Nadrabiam natomiast seriale. CSI Las Vegas oglądam od 8 lat, obejrzałam wszystkie odcinki, do tego Castle, The Walking Dead. Z tych starych lubię wracać do Felicity i Veronica Mars - dwa seriale, które znam na pamięć a za każdym razem oglądam z zapartym tchem. 

7. Najpiękniejsza, jak do tej pory, chwila ciąży/macierzyństwa, to...

Do końca życia zapamiętam na pewno wiele chwil z tej pierwszej, wyczekanej ciąży, ale na obecną chwilę najpiękniejszą chwilą była ta podczas pierwszego usg, kiedy usłyszałam bicie serca mojego maleństwa. Pamiętam uśmiech mojego męża i to że i mi poleciała łza szczęścia a moje serce prawie z radości wyskoczyło z mojej piersi :-)

8. Twoja wymarzona podróż?


Od wielu lat marzy mi się przejechanie wzdłuż i w poprzek Stanów Zjednoczonych i mam nadzieję, że kiedyś zrealizuję to marzenie.

9. Ulubiony styl, sportowy czy elegancki?

Całe życie przechodziłam w trampkach, adidasach itd. Byłam raczej chłopczycą. Dopiero gdy poszłam do pracy zaznajomiłam się z butami na obcasach. Myślę, że bliżej mi do stylu sportowego jednak elegancki na specjalne okazje też jest ok i czuję się wtedy bardzo kobieco :-)

10. Kawa czy herbata?

Zdecydowanie herbata. Aktualnie uwielbiam słodkiego earl gray'a. Często jednak piję napar z czystka czy miętę. Kawę wypiłam raz czy dwa w życiu. Chociaż wypiłam to za dużo powiedziane. Raczej wykonałam małego "siorba" i stwierdziłam, że to nie dla mnie. W mojej kuchni znajdziecie tylko kawę 3 w 1, którą czasem pije mąż i kawę rozpuszczalną-zbożową, którą pije tylko mój tata jak do nas przyjeżdża w odwiedziny. A no i czasem faktycznie jest kawa mielona, ale jest wykorzystywana tylko i wyłącznie w celach peelingujących.

11. Syn czy córka?


Zakładaliśmy, że będzie synek a okazało się, że będzie córcia. Chciałabym mieć przynajmniej dwójkę a mąż przynajmniej trójkę. Mam nadzieję, że pojawi się również synek :-)

Jako, że zasady Liebster Blog Award mówią o wytypowaniu kolejnych osób do odpowiedzi na moje propozycje pytań to powielam pytania na które odpowiedziałam ja i nominuję wszystkich chętnych zaglądających na mojego bloga. Dajcie mi tylko znać - chętnie dowiem się czegoś o moich odwiedzających :-) 

Pozdrawiam wszystkich,
diabelnieanielska

czwartek, 1 stycznia 2015

[ 2015 - dziś tak bardziej refleksyjnie ]



Witam Was wszystkich w nowym 2015 roku :-)

Moja noc sylwestrowa spędzona z córcią w brzuchu zaczęła się od przejedzenia pysznym jedzeniem, przegraną z mężem w karcianego Warhammera i głupiutką aczkolwiek śmieszną komedią o dwóch Panach udających policjantów. O północy obejrzeliśmy przez okno fajerwerki słuchając discopolowych hitów Zenka Martyniuka w TV i pijąc szampana dla dzieci o smaku truskawkowym :-) Jako że wkroczyłam znów w okres wahań nastrojów oglądając fajerwerki gładziłam się po brzuszku mówiąc do córeczki a przy okazji płacząc i uśmiechając się jednocześnie. Zaczęło do mnie docierać, że nadchodzący rok będzie wprowadzał gigantyczne zmiany w moje i nie tylko moje życie.

Czy mam jakieś noworoczne postanowienia?
Chyba nie, bo wiem, że życia nie da się zaplanować. Oczywiście chciałabym wprowadzać zmiany w swoje życie, mniej wydawać, jeść zdrowiej, bardziej dbać o siebie, męża i dom, doprowadzić swoją wagę do zadowolenia a nie rozpaczy, ale wiem, że życie jest nieprzewidywalne i zawsze coś się "rozjedzie". Dlatego w tym roku nie planuję. Co będzie - to będzie.

Za ok 2,5 miesiąca na świecie pojawi się nowy członek naszej rodziny. To chyba będzie największa zmiana w moim życiu do której będę musiała/chciała dopasować moją codzienność. Trochę się boję jak to będzie. Nigdy nie wyobrażałam siebie jako matki. Nie wiem czy podołam temu wyzwaniu. Oczywistym jest, że chciałabym być najlepszą matką pod słońcem, ale czy mi się to uda? Córcia kica sobie jak króliczek w moim brzuchu nieświadoma rozterek swojej mamy. Mam nadzieję, że będziemy z mężem w stanie zapewnić jej wszystko o czym będzie marzyła, że zapewnimy jej niezapomniane dzieciństwo, że na jej buzi będzie jak najczęściej gościł uśmiech, że zawsze będzie wiedziała, że cokolwiek by się nie wydarzyło jest kochana, mądra i ważna.

Jak myślę o swoim dzieciństwie to nie mam jakiejś mega radości i ogromu wspomnień w moim sercu. Zawsze ode mnie dużo wymagano. Z jednej strony wiem, że gdyby nie to, to teraz byłabym zupełnie inna a z drugiej strony gdyby moje dzieciństwo było inne to może byłoby trochę bardziej beztroskie i niezapomniane.
Swoich wspomnień i tak już nie zmienię, ale mając świadomość, że mam wpływ na to czy ten mały skarb, który noszę obecnie pod sercem będzie mógł za kilkanaście lat powiedzieć "miałam najcudowniejsze dzieciństwo pod słońcem" chciałabym zrobić wszystko, żeby faktycznie tak było.
Odkąd zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym modlę się po cichu o to każdego dnia.

Na nadchodzący rok życzę sobie przede wszystkim zdrowia, spokoju ducha, cierpliwości i odwagi.

A Wam, żeby spełniły się Wasze plany, postanowienia i marzenia  :-)

pozdrawiam,
diabelnieanielska

poniedziałek, 29 grudnia 2014

[ Zdrofit DLA MAM - moje wrażenia ]

Pisałam jakiś czas temu, że zapisałam się na zajęcia fitness dla przyszłych mam oraz tych, które już mamami są. Zajęcia odbywają się dwa razy w tygodniu - w poniedziałki i czwartki o godzinie 10.00 w klubie Zdrofit - Wola Dla Kobiet na ul. Kasprzaka. Były to moje pierwsze odwiedziny w tej lokalizacji.

Klub Zdrofit znam, bo gdy jeszcze wynajmowałam mieszkanie w innej części Warszawy też uczęszczałam do Zdrofitu ale w innej lokalizacji. W sumie to byłam tam swego czasu dość częstym odwiedzającym, bo miałam takie napady, że potrafiłam przesiadywać tam kilka ładnych godzin w tygodniu - zwłaszcza przed ślubem.


Wracając do sedna... Odkąd dowiedziałam się o ciąży przestałam biegać. Było mi źle z tego powodu, bo bardzo to polubiłam. Parę razy udało mi się nawet zmobilizować męża na wspólne bieganie. W trakcie ciąży parę razy ćwiczyłam w domu specjalne ćwiczenia dla kobiet w ciąży, parę razy poszłam na spacer, ale co tu ukrywać spacery w zimne jesienne dni dla takiego zmarźlaka jak jak to nic przyjemnego. Gdy byłam w 24 tc na FB wyskoczyła mi informacja o zajęciach dla mam. Pod wpływem impulsu zapisałam się i poszłam.

Sam klub, tak jak pozostałe Zdrofit-y w Warszawie jest urządzony bardzo fajnie. Bez problemu się w nim odnalazłam. Uprzejma Pani na recepcji wytłumaczyła co gdzie jest itd. Przyznam się, że miałam lekkiego stresa jak to będzie, czy będę dała radę ćwiczyć, czy nie będzie nudno itd.

Całkiem spora szatnia, ładna łazienka, prysznice, sauna, niewielka za to siłownia, ale myślę że wystarczająca chociaż nie wiem jak wygląda tam ruch wieczorami. Klub posiada dwie sale fitnessowe w pełni wyposażone.

Zajęcia dla mam prowadzi sympatyczna Pani Marzena. Zaskoczyła mnie frekwencja i sposób zorganizowania zajęć. Myślałam, że chętnych na tego typu zajęcia nie będzie dużo. Miło się zaskoczyłam, bo było zarówno kilka kobiet w ciąży od ledwo widocznej do zaawansowanej oraz kilka młodych mam z dziećmi zarówno małymi jak i tymi już raczkującymi.

Dzieci bardzo grzecznie fikały sobie radośnie do puszczonej muzyki. Gdy któreś domagało się jedzenia nie było problemu i można było zrobić chwilową przerwę w ćwiczeniu i nakarmienie malucha. Raz zdarzyło się, że akurat wykonywane były ćwiczenia na leżąco i mamusia połączyła ćwiczenie z karmieniem. Podczas mojego pobytu na zajęciach tylko raz zdarzyło się, że wszystkie obecne dzieci urządziły sobie wspólne płakanie. Mimo wszystko muszę powiedzieć, że było to urocze, bo wszystkie płakały w rytm ćwiczeń pozostałych pań.

Same ćwiczenia Pani Marzena dostosowuje do obecnych na sali ćwiczących i urozmaica je. Nie ma więc sytuacji, że na każdych zajęciach wykonujemy te same ćwiczenia aż do znudzenia. Mi osobiście najbardziej przypadły do gustu ćwiczenia z piłkami. Gdy jakieś ćwiczenia nie mogą być wykonywane w ciąży Pani Marzena zamieniała ćwiczenia dostosowując je indywidualnie. Nie ma też nad nami krzyczącego prowadzącego, który zmusza nas do utrzymania tempa ćwiczeń. Każdy ćwiczy w takim tempie w jakim da radę.

Mnie najbardziej rozbawiały ćwiczenia w których Panie w ciąży ćwiczyły z ciężarkami a mamy z dziećmi na rękach, które bacznie obserwowały co się dzieje lub radośnie chichotały. Myślę, że zdecydowanie rozluźniało to atmosferę.

Tego typu zajęcia mają jeszcze jeden plus. W "wolnym czasie" tj. w szatni przed czy po zajęciach, na sali między ćwiczeniami itp zarówno mamy przyszłe jak i te już urzędujące mają możliwość wymienienia się swoimi doświadczeniami, radami itd.

Obecnie na zajęcia już nie uczęszczam chociaż bardzo żałuję, bo myślę, że jest to super sposób na spędzenie czasu, utrzymanie formy i kontakt z innymi kobietami, które są często na tym samym etapie życia co my. Niestety zalecenia mojego lekarza jasno sprecyzowały, że mam nakaz oszczędzania się i jak najczęstszego leżenia. Myślę, że jeśli moja córcia pozwoli to dołączę do ćwiczeń już z nią.  Mam nadzieję, że mi na to pozwoli.


PAMIĘTAJ! ZANIM PRZYSTĄPISZ W CIĄŻY DO JAKICHKOLWIEK ĆWICZEŃ SKONSULTUJ SIĘ ZE SWOIM LEKARZEM PROWADZĄCYM!!!

niedziela, 7 grudnia 2014

[ przekąski na imprezę - parapetówka u diabelnieanielskiej ]


Do Naszego nowego mieszkania wprowadziliśmy się pod koniec maja 2014 jednak całe zamieszanie typowo parapetówkowe zaczęliśmy dopiero w listopadzie. Wynikało to z faktu, że przez ten cały czas mieszkaliśmy nie mając kuchni. Naszym jedynym sprzętem była lodówka do zabudowy - bez zabudowy stojąca na styropianie oraz pożyczona od babci męża stojąca na również pożyczonym małym stoliczku kuchenka elektryczna na dwa palniki, która najprawdopodobniej pamięta czasy na prawdę odległe ;-) 

Jak sami widzicie nie były to warunki na urządzanie imprez, zwłaszcza że nie chciałam zapraszać znajomych na same paluszki jak u Wolańskich w "Kogel-mogel".

Nadszedł listopad, nasza wymarzona kuchnia w końcu powstała i postanowiliśmy ruszyć z tematem. Tylko teraz co zrobić, żeby goście się najedli, dobrze bawili i dobrze zapamiętali odwiedziny w naszym mieszkanku?

Poniżej przedstawiam nasze skromne menu na 6-10 osób.
  • Faszerowane papryki* podane z frytkami
  • Kotlety drobiowe z cebulą, pieczarkami i żółtym serem* podane z frytkami
  • Sałatka owocowa
  • Sałatka z kurczakiem, żurawiną, prażonymi migdałami i sosem czosnkowym (przepis)
  • Sałatka z tortellini*
  • Kanapki z prostą pastą oliwkową (przepis)*
  • Drobiowe nuggetsy w sezamie z sosem czosnkowym
  • Smalczyk z własnym chlebem na zakwasie*
  • Ciasto marchewkowe z przepisu Chocoholiczki (przepis) - niebo w gębie!
  • Sernik z białą czekoladą z przepisu Pauliny z bloga kotlet.tv (przepis)
  • Pierożki z ciasta francuskiego z farszem z pieczarek z przepisu Kuchni na obcasach (przepis)
  • Paski marchewki do chrupania, suszone jabłka własnego wyrobu i świeże pokrojone w kółka
  • Dodatkowo standardowe zapychacze typu chipsy i paluszki, które nie miały jednak zbyt dużego wzięcia
* Na niektóre z powyższych niedługo przedstawię przepisy, bo na prawdę warto spróbować tych pyszności :-)

A Wy macie jakieś sprawdzone dania na takie imprezy?

pozdrawiam, 
diabelnieanielska

poniedziałek, 1 grudnia 2014

[ urodzinowo, przedświątecznie, zakupowo ]

Za równo dwa lata oficjalnie pojawi się trójka z przodu w moim wieku...

Tak więc dziś, w moje 28 urodziny zaczęłam dzień przed 6.00. Moje maleństwo coraz bardziej naciska na pęcherz, więc to była już godzina ostateczna :-) Potem obudził się mąż, odśpiewał 'sto lat' i ruszył do pracy, a ja na miły początek dnia odbyłam szybkie, lekkie śniadanko i ruszyłam na zajęcia fitnessu dla mam. Pisałam już wcześniej, że zaczęłam chodzić na takie zajęcia, żeby się trochę rozruszać i znaleźć zapychacz dla zimowych dni. Niedługo na blogu pojawi się recenzja z zajęć, bo myślę, że wiele mam zastanawia się czy warto na takie zajęcia pójść i jak one wyglądają.

Po zajęciach zaplanowałam sobie krótkie zakupy w Pepco i Rossmannie. Próbowałam upolować jakieś ładne ozdoby świąteczne, które pojawią się w moim mieszkaniu poza standardową choinką, a do tego chciałam kupić parę wyprawkowych rzeczy.

Oto moje zdobycze:





1. Żel pod prysznic, Szampon do włosów, Żel do higieny intymnej - ok. 3 zł za jeden
2. Nakładki na toaletę - ok. 2,50 zł
3. Ręczniki jednorazowe - ok. 3,50 zł
4. Płatki kosmetyczne - ok. 7 zł
5. Majtki wielorazowe Canpol - ok. 9,50 zł
6. Podkłady poporodowe Canpol - ok. 10 zł za opakowanie 10 sztuk
7. Patyczki do pielęgnacji uszu dziecka - ok. 2 zł
8. Chusteczki nawilżane wraz z pudełkiem - ok. 6,50 zł


Na czerwonego renifera czaiłam się już dłuższy czas odkąd tylko zobaczyłam go w sklepie. :) Uważam, że po prostu jest uroczy :-)

Wszystkie zakupy wyprawkowe były przeze mnie przemaglowane na tysiąc stron. Wertowałam internet od dłuższego czasu (co zresztą nadal robię) decydując jakie produkty będą najlepsze dla mnie i mojego maleństwa. Chciałabym, żeby miało jak najlepiej, ale oczywiście jestem świadoma, że i tak wszystko się okaże w tak zwanym praniu. Jeszcze dużo zostało przede mną. Cały ubiegły weekend spędziłam na stronach z wózkami i też już powoli przymierzam się do zakupu. Tak samo łóżeczko i umeblowanie pokoju maluszka.

Jako, że już jutro jestem umówiona na wizytę na USG 3D mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie tym, w którym poznam na 100% płeć mojej kruszyny.  

Dzisiejszy dzień planuję zakończyć kolacją z mężem popijając truskawkowe Piccollo :-) Szaleństwo! 

pozdrawiam ciepło, bo u mnie za oknem - 4 stopnie,
diabelnieanielska

wtorek, 18 listopada 2014

[ położna na zamówienie ]



Powoli zaczynam myśleć o porodzie. Szpital mam już wybrany. Od samego początku zastanawiałam się nad szpitalem Św. Zofii na Żelaznej w Warszawie jednak potem mój "były" lekarz prowadzący polecił mi Instytut Matki i Dziecka. Po weryfikowaniu, czytaniu opinii i przesłuchaniu wszystkich znajomych, którzy urodzili w Warszawie wróciłam ponownie do Św. Zofii. Jedna decyzja zapadła i na razie zostaje niezmienna od jakiegoś czasu.
I teraz dylemat, który obecnie znajduje się na pierwszym miejscu w mojej głowie.

Czy warto płacić za indywidualną opiekę położnej?

Pierwsza myśl była taka, że "po co?". Położna - jakakolwiek by nie była - ma swoje obowiązki do wykonania i nie ważne czy będzie opłacona czy nie to i tak musi się zaopiekować pacjentką najlepiej jak potrafi i jak mówią standardy a przede wszystkim jak mówi jej zakres obowiązków. I teraz pytanie czy faktycznie tak jest?

W Szpitalu Św. Zofii za opiekę położnej "na wyłączność" stawka obecnie wynosi 1.500 zł. Jak dla mnie - kupa kasy. Jedne z moich znajomych rodziły bez tego udogodnienia i były zadowolone. Drugie rodziły z "wykupioną" położną i bardzo sobie chwalą tą opiekę. Zdania są podzielone. Wiadomo - ile osób - tyle opinii.

Jednak dziś podczas spotkania z moimi dwoma koleżankami i kolegą z pracy totalnie ześwirowałam. Ich zdaniem wykupienie położnej to absolutna konieczność w dzisiejszych czasach. Bez tego poród będzie tragiczny, bolesny a rodząca będzie pozostawiona sama sobie. Bez wykupionej położnej nikt się pacjentką nie interesuje, nie ważne jak bardzo jest źle to położne mają pacjentkę gdzieś i robią tylko całkowite minimum. Wg nich bez opłacenia położnej matka z nowo narodzonym dzieckiem jest pozostawiona sama sobie z opieką nad nim i nie ważne czy szwy bolą, czy pacjentka da radę wstać z łóżka czy nie - jak dziecko płacze to nie ma bata i "radź sobie matko sama".
Szczerze? Spanikowałam i mam jeden wielki mętlik w głowie...

A co wy myślicie o tym? Korzystałyście z indywidualnej opieki położnej? Warto zapłacić tyle pieniędzy? Czy wtedy opieka jest inna? Lepsza?


pozdrawiam,
diabelnieanielska


dopisek:
Przypomniała mi się jeszcze jedna kwestia odnośnie braku miejsc w szpitalu. Podobno wtedy rodzące są odsyłane do innych szpitali, gdzie aktualnie są miejsca. No i oczywiście kolejna opinia, że gdy ma się wykupioną położną to wtedy nawet w przypadku braku miejsc "muszą" nas przyjąć... Mam nadzieję, że to tylko taki wymysł moich znajomych...

niedziela, 16 listopada 2014

[ pielęgnacja w ciąży - ciało i umysł ]

O pielęgnacji w ciąży napisano już wiele. Mimo wszystko postanowiłam dorzucić do tego swoje 3 grosze :-)

Gdy tylko dowiedziałam się o ciąży przed oczami stanęło mnóstwo wątpliwości i strachu nie tylko o dzidziusia i przyszłe wyzwania z nim związane, ale również o moje ciało, bo nigdy nie należałam do najszczuplejszych. Przede wszystkim postanowiłam od samego początku dbać, aby na moim ciele nie pojawiły się rozstępy. Na obecnym etapie jestem w 23 tygodniu ciąży, więc moje ciało zaczęło zmieniać się dopiero niedawno. Na razie brzuszek rośnie, waga również, ale na szczęście przyrost masy ciała jest rozsądny, bo przybyło mi na razie ok 4-5 kg. Rozstępów na razie również ni widu ni słychu. Oczywiście poza tymi, które nabyłam podczas efektów jojo z wcześniejszych lat i eksperymentów odchudzania. Czy będzie tak dalej okaże się jak już moje maleństwo będzie poza mną.

Pierwsze zakupy kosmetyczne poczyniłam w drugim miesiącu ciąży. Moje wybory są następujące:
  • Na rozstępy, nawilżająco i uelastyczniająco stosuję na zmianę oliwkę BabyDream przeznaczoną specjalnie dla kobiet w ciąży oraz krem na rozstępy z Palmer's.  Oliwka ma przyjemny zapach, szybko się wchłania, nie zostawia plam na ubraniach. Aby było mi wygodniej przelałam ją do opakowania z pompką z linii turystycznej zakupionej dawno temu w Rossmannie. Uważam, że samo opakowanie oliwki jest mało praktyczne bo po pierwszym użyciu było już całe zalane oliwką co nie było zbyt estetyczne. Krem na rozstępy z Palmer's ma fajną konsystencję i używam go przeważnie gdy gdzieś się spieszę i potrzebuję szybko się ubrać bez konieczności czekania na wchłonięcie się produktu. Jedyne co mi trochę przeszkadza to zbyt intensywny kakaowy zapach. 




  • Na pozostałe części ciała stosuję balsam z Evree MaxRepair. Jest to poniekąd moje odkrycie. Ma piękny zapach, wyczuwam w nim zapach perfum, których nazwy nie potrafię przywołać w swojej pamięci :-( Może to coś jak jabłuszko DKNY.. ale nie jestem pewna. Polecam go osobom, które mają bardzo suchą skórę, bo ładnie nawilża.



  • Moją wieczorną pielęgnację zaczynam zmyciem makijażu oczu płynem micelarnym z Garniera, ale niedługo będę zaczynała test płynu z firmy Mixa.  Potem zaczynam prysznic z użyciem relaksującego żelu pod prysznic z Balea. Żel mi śliczny wiśniowy zapach, a skóra po nim jest miła w dotyku. 

    W przypadku, gdy kończę mój dzień kąpielą używam płynu do kąpieli z Avonu o zapachu arbuza. Produkt fajnie się pieni i ma niesamowity zapach. Super sprawa na pachnącą, relaksującą kąpiel.
  • Po prysznicu/kąpieli i wysmarowaniu się oliwką lub kremem na rozstępy przedstawionymi na początku zaczynam co wieczorny rytuał twarzowy. Za pomocą kremu do mycia twarzy z MaryKay Timewise wykonuję masaż twarzy jednocześnie łącząc go oczywiście ze zmyciem makijażu twarzy. Sam produkt już mi się powoli kończy. Jest on bardzo wydajny. Kupiłam go ponad rok temu a używam praktycznie codziennie wieczorem. Moja skóra po nim nie jest ściągnięta, jest dobrze oczyszczona i zrelaksowana. 

  • Potem przecieram twarz tonikiem z Iwostin, nakładam krem pod oczy z Organique oraz krem z Avene. Dwa ostatnie są moimi nowymi nabytkami, które dopiero poznaję. Na razie nie wyrządziły mi żadnej krzywdy i jestem zadowolona z ich działania nawilżającego. Gdy mi się przypomni na sam koniec spryskuję twarz wodą termalną z Uriage, którą uwielbiam i mam już kolejne opakowanie w zapasie.
Tak mniej więcej przedstawia się moja pielęgnacja ciała ze strony sfery kosmetycznej. Jeśli chodzi o sferę bardziej "ćwiczeniową" to poza sporadycznymi spacerami staram się raz na jakiś czas poćwiczyć w domu. Jeśli już taka ochota mnie najdzie to korzystam z filmów na youtube użytkowniczki Fitappy2, która przygotowała zestaw kilku ćwiczeń dla kobiet w ciąży. Gorąco polecam.

Jako, że od około miesiąca przebywam już w domu a moja kariera została zawieszona na jakiś czas staram się też, aby ten czas przełożył się relaksująco na mój umysł. Poza przypomnieniem angielskiego staram się więcej czytać (niepoprawnym romantyczkom gorąco polecam książkę Paulliny Simons - Jeździec miedziany), oglądać filmy (np. Begin again, Veronica Mars, Wilk z Wall Street) i seriale, które od dawna czekały na obejrzenie (polecam Teorię wielkiego podrywu).

Poza wertowaniem blogów i różnych stron ciążowych przeglądam często książkę, którą dostałam na ślub. Jest to tak na prawdę moja pierwsza książka, która wprowadziła mnie w to co się będzie działo z moim ciałem podczas oczekiwania na dzidziusia.



A jakie wy macie lub miałyście sposoby i pomysły na pielęgnację ciała i umysłu podczas tych cudownych dziewięciu miesięcy?

Pozdrawiam,
diabelnieanielska

wtorek, 2 lipca 2013

[ she runs the night ]


W ubiegłą niedzielę odbył się w Warszawie bieg organizowany przez NIKE+ pod wdzięcznym tytułem "She Runs The Night" okrzyknięty pierwszym, naprawdę kobiecym biegiem w Polsce.
Pierwotną datą biegu był 9 czerwca jednak z powodu gigantycznej ulewy jaka przeszła nad stolicą bieg został odwołany i następnie przełożony na 30 czerwca.



Aby wziąć udział w imprezie wystarczyło zarejestrować się na stronie NIKE+ a następnie zgłosić się do biegu i wnieść opłatę. W moim przypadku wystarczyła rejestracja na NIKE+, ponieważ w moim miejscu pracy organizowana była zbiórka osób, które chciałyby wziąć udział i pracodawca pokrył koszty zgłoszeń. Ot taki plus pracy w korpo.

Pakiet startowy składał się z koszulki, chipu służącego do elektronicznego pomiaru czasu, który należało wpleść w sznurówki, opaski uprawniającej do wejścia na imprezę oraz kuponów zniżkowych, batonika energetycznego oraz żelu pod prysznic [:)]



Można było też wziąć udział w specjalnie przygotowujących do biegu treningach, na niektórych testowało się obuwie NIKE. Niestety ja osobiście potrenowałam biegając po swojej okolicy, ze słuchawkami na uszach, w swoich rozpadających się i wysłużonych butach.

Cała impreza zaczynała się w Parku Fontann na Podzamczu o godzinie 16.00, jednak sam bieg zaplanowany był na 21.00. Założeniem całej imprezy było uczestnictwo tylko i wyłącznie kobiet w okrągłej liczbie 6 tysięcy.

Ja zawitałam na imprezę ok 19.30. Wysiadając z autobusu od razu uderzyły we mnie mocne rytmy miłej dla ucha muzyki. Wszędzie krążyło stado kobiet, bardzo często wspomagane przez płeć męską - niestety tylko zza bramek.

Na pierwszy rzut oka dobra organizacja, szatnie, depozyty, duża ilość toalet. Bliżej godziny 21.00 robiło się coraz chłodniej. Niestety ze względu na zbyt duże kolejki nie udało mi się dostać do żadnej ze stref relaksu. Obserwując z daleka wyglądało to bardzo fajnie.
Koło 21 zaczęła się rozgrzewka prowadzona przez koleżanki z Holmes Place a sam bieg ruszył o 21.30, czyli z pół godzinnym opóźnieniem. Niestety zawarły się w tym dwa minusy:
1. całe opóźnienie biegu wpłynęło na utrudnione powroty do domów - moja osoba czekała pół godziny na autobus, bo nie zdąrzyła na ostatni dzienny;
2. po krótkiej rozgrzewce było trzeba czekać ok 20 minut na start biegu, co skutkowało tym, ze organizm wychłodził się do czasu startu.
Niesamowicie wiało od strony Wisły, co potęgowało chłód.



Cały bieg fajnie zorganizowany. Dodatkowe pętle trochę mnie rozczarowały, jednak ogólnie zabawa i atmosfera biegu przypadły mi bardzo do gustu :)
Na metę wbiegało się po czerwonym dywanie, w blasku fleszy, a zaraz za metą dostawało się butelkę wody oraz fajnie zapakowany, pamiątkowy medal. No i można było zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie na ściance :)



Pozdrawiam,
diabelnieanielska

sobota, 8 czerwca 2013

[ początek ]

Witam wszystkich gości, którzy jednym kliknięciem zdecydowali się przenieść do mojego świata :-)

Postanowiłam odświeżyć moje relacje JA-BLOGOWANIE i rozpocząć prowadzenie bloga o wszystkim. Cały zasób moich sił i zainteresowań będę skupiała na ogólnie pojętym lifestyle'u.

Pisząc w skrócie: pracująca w korporacji, 27-letnia, oczekująca na odbiór mieszkania i zainspirowana światem kosmetyczno-blogowo-youtube'owym mężatka.

Witam serdecznie, całuję i zapraszam :-)