środa, 6 stycznia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 41 tygodni ! ]


Cześć i czołem,

Poniedziałek minął mi całkiem przyjemnie. Mamusia podczas mojego spania wyszła nawet na zakupy i połażenie po mieście :) Jak spałam pilnowała mnie ciocia Kasia. Mama mówiła mi potem, że i tak cały czas o mnie myślała i zastanawiała się czy już się obudziłam czy nie a ja spałam cały czas jak jej nie było i obudziłam się dosłownie kilka minut przed jej powrotem do domku. 

Fajnie było spędzać czas z ciocią, bo ciocia wymyślała super zabawy. Nauczyła mnie przez ten tydzień bić brawo i bawić się w akuku (ciocia siedziała a ja za jej plecami chodziłam i najpierw robiłam kuku z jednej strony a potem z drugiej :-)). Ganiałyśmy się też raczkując po mieszkaniu :) Do tego jak bawiłyśmy się na kanapie to bawiłam się z nią w taki sposób, że puszczałam się oparcia i wiedząc że ciocia jest za mną i mnie złapie upadałam do tyłu. Mamusia jak to zobaczyła to mnie zganiła że tak nie można. Trochę szkoda, chociaż pewnie mamusia boi się, że kiedyś tak nie mając nikogo za sobą kiedyś polecę i uderzę się. Mimo wszystko miałyśmy z ciocią razem niezły ubaw. 

W międzyczasie co jakiś czas przychodził dziadek i też się ze mną bawił i tulił :) A jak babcia wracała z pracy to do tych zabaw i przytulańców dołączała też ona :) 

We wtorek poszłyśmy z mamusią rano na spacer do sklepu, bo mama wpadła na pomysł że upiecze sernik na święta. Sklep mamy blisko a ja po kilku minutach od razu usnęłam. Mama w spokoju zrobiła zakupy i wróciłyśmy do domku. Jako, że dalej spałam to mamusia zostawiła mnie na dotlenienie się w wózku przed domem, ale był taki wiatr, że po chwili mnie zabrała, bo bała się że wiatr przewróci wózek ze mną w środku. Mi spało się tak dobrze, że na chwilę otworzyłam tylko oczy jak mama mnie rozbierała z kurtki i przekładała do łóżeczka. Podczas mojego snu mamusia upiekła ciasto a ja potem miałam mnóstwo sił do zabawy :-) 

Na 15 pojechałyśmy do babci Ali. Jak zajechałyśmy to się okazało, że jest tylko ciocia Agata. Mama zostawiła mnie z ciocią i pojechała do pracy po babcię Basię. W drzwiach minęła się jeszcze z babcią Alą. I tak super się bawiłyśmy :) A ciocia Ania dostała od swojego chłopaka na święta takiego dużego misia. Pisząc "dużego" mam na myśli DUŻEGO!


Mamusia wróciła dopiero po 1,5 godziny i posiedziałyśmy do 19.00. Jak wróciłyśmy do domku to okazało się, że będziemy mieli gości. W odwiedziny przedświąteczne przyszli sąsiedzi :) Wszyscy się mną zachwycali jaka jestem fajna. A ja oczywiście bardzo się wstydziłam, bo to były zupełnie nowe osoby. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam nieśmiało się do nich zbliżać i robić akuku spod stołu.

Środa minęła nam na siedzeniu w domku. Mama się krzątała, robiła obiad, pomagała Mikołajowi pakować prezenty, podczas gdy ja jej przeszkadzałam jedząc papier do pakowania, zabierając paczki i jedząc taśmę klejącą i wstążki oraz opiekowała się mną w ogólnym znaczeniu tego słowa a koło 16.00 zadzwoniła do mamy babcia Ala z propozycją porwania mnie na wieczór :) mama przystała na propozycję i już po chwili przyjechał dziadek z ciocią Anią i ciocią Kasią. Mama mnie wyszykowała, spakowała moje pieluszki, jedzonko i kilka zabawek i pojechałam. Było fajnie :) Mama potem się dopytywała czy byłam grzeczna :) ech mamo - ja ZAWSZE jestem grzeczna ;-)

Po powrocie poganiałam się jeszcze z ciocią po podłodze aż ciocia się zasapała i po szybkiej kąpieli poszłam spać :) A jak spałam to przyjechał wujek Mariusz, z którym zobaczyłam się dopiero rano, ale i tak się go bałam i wstydziłam :)

Czwartek - Wigilia Bożego Narodzenia :) no i w końcu przyjechał do nas tatuś :) Od razu mocno mnie wyprzytulał :) stęskniłam się za nim i lubię jak tatuś mnie tarmosi!

Przed 16.00 zasiedliśmy do wieczerzy wigilijnej. Mama ubrała mnie w świąteczną sukienkę i nowe rajstopki z falbanką na tyłeczku. Sama też założyła piękną sukienkę i się pomalowała. No i nie mogę zapomnieć o tatusiu, który w garniturze jest najprzystojniejszym tatą jakiego znam :) Pozostali również się ładnie ubrali. Najpierw mamusia przeczytała fragment pisma świętego, potem była wspólna modlitwa i dzielenie się opłatkiem a następnie zasiedliśmy do kolacji. Mi się też dostało trochę rybki, ale akurat niespecjalnie miałam ochotę na jedzenie, więc siedziałam grzecznie w foteliku i jadłam pozostały opłatek lub bawiłam się zabawkami.

O 18.00 musieliśmy się zbierać, żeby pojechać na drugą wigilię do drugich dziadków. Już pod domem było słychać śpiew - to cała rodzina śpiewała kolędę :) Po kolędzie wszyscy dzielili się opłatkiem i zasiedli do kolacji. Było nas 22 osoby. Ja w tym czasie kicałam za mamą na wersalce. Po chwili jak już pierwsze głodowe brzuchy zostały napełnione to przeskakiwałam z rąk do rąk. Najwięcej czasu spędziłam u wujka Adama na rękach :) Po wszystkim poszliśmy z babcią do choinki rozpakować prezenty :) Ten moment podobał mi się chyba najbardziej. Okazało się, że tatuś nie dogadał się z wujkiem Adamem jak należy i dostałam dwa Szczeniaczki-uczniaczki. To znaczy od wujka dostałam szczeniaczka a od rodziców siostrzyczkę szczeniaczka. Rodzice jednak powiedzieli, że bez sensu żebym miała dwie takie same zabawki i postanowili, że albo ją zwrócą jak będzie można albo dadzą komuś w prezencie :)


Dostałam też dużego misia, który został przez tatę nazwany Panem Antonim, konika na biegunach do którego można doczepić kółka, ubranka i zestaw kąpielowy i.... nie pamiętam co więcej - dużo tego było. Wszyscy z prezentów bardzo się cieszyli. A w ogóle to wujek Piotrek dostał taką samą książkę od Mikołaja jak mamusia :)

Jako, że była już późna godzina a ja zrobiłam się bardziej marudna to mamusia zarządziła, że wracamy do domku. A w domku otworzyłam jeszcze jeden prezent spod choinki, który był od mojej cioci chrzestnej.

Dostałam chodzik! Prezent trafiony w punkt, bo w kuchni zaczęłam chodzić z taboretem suwając go po całej kuchni :)

To był bardzo intensywny dzień, wiec szybciutko zasnęłam!

Pierwszy dzień świąt rozpoczął się wcześnie - a co będę spać jak tyle rzeczy do zrobienia! Rodzice oczywiście chcieli mnie ululać do spania ale się nie dałam, więc tatuś położył mnie na podłodze i jak rodzice dosypiali to zajęłam się moimi prezentami :)

Po śniadaniu otworzyłam jeszcze jeden prezent, którego nie zdążyłam otworzyć poprzedniego wieczora - dostałam piękną książeczkę o zwierzątkach na farmie. Bardzo mi się podobało co widać po moim zadowolonym, zmarszczonym nosku :) W okolicy południa poszłam na spacer z dziadkami :)


Na obiad pojechaliśmy do Brańska do pradziadków. Jak zajechaliśmy okazało się, że cała organizacja przeniosła się do cioci Marioli po drugiej stronie ulicy. A tam? Znów tłumy ludzi - tata naliczył 22 osoby. Widziałam też pierwszy raz kolędników. Trochę się bałam ale nie było tak źle. No i poznałam w końcu moją siostrę cioteczną - Wiktorię. Trochę się mnie chyba bała, bo nie chciała podejść tylko się na mnie patrzyła. Wiktoria ma rok i niecałe 2 miesiące. Jak już byłam marudna i płacząca to mamusia mnie nakarmiła a tatuś uspał. Potem zrobiliśmy nawet całą rodziną zdjęcie na pamiątkę, bo ciocia Mariola mówiła że kolejny raz nie wiadomo kiedy się spotkamy w pełnym składzie. Wieczorem wróciliśmy jeszcze na chwilę do pradziadków, bo pod choinką czekały na nas prezenty :) Dostałam grzechotkę, skarpetki, ubranka, piękne buciki ale niestety już za małe :( oraz zabawkę - takiego pieska co się na rękę nakłada a on szczeka :) super :)

Po powrocie do domku pobawiłam się jeszcze z dziadkami i ciocią i poszłam grzecznie spać a mamusia z dziadkami i ciocią pograli sobie w Scrabble :-)

Drugi dzień Świąt spędziliśmy w domku. Na obiad mieliśmy gości - ciocię Asię i wujka Andrzeja - dziadka brata. Byłam trochę zdezorientowana, bo wujek jest bardzo podobny do dziadka. Byłam dziś jednak bardzo marudząca, bo idzie mi kolejny ząbek. Idzie, idzie i się nie może przebić. Mamusia już się nie może doczekać.

"Trzeci dzień świąt", czyli niedzielę po świętach spędziliśmy praktycznie w całości w domu rodzinnym tatusia. Ja byłam zabawiana przez wszystkich po kolei a rodzice pograli sobie w Monopoly. Na obiad mieliśmy gości i rodzice dość długo siedzieli przy stole a ja standardowo byłam porywana z rąk do rąk z przerwami na jedzenie i sen. Było super! Wieczorem wróciliśmy do domku i podczas gdy ja się bawiłam moimi zabawkami mamusia zaczęła nas pakować, bo w poniedziałek czekał nas wielki powrót do Warszawy.

Ech. Święta, święta i po świętach. Było super! Bardzo mi się podobało :) i opłatek mi smakował i lubiłam mieć tyle ludzi wokół. Nie mogę doczekać się już następnego takiego święta :-)

Buziaki,
Laurka