środa, 20 stycznia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 44 tygodnie ! ]


Cześć i czołem,

W tym tygodniu znów sporo się działo :-)

Zacznę od tego, że w poniedziałek powiedziałam "Mama" i "Baba"  :) mamusia była przeszczęśliwa, że tak ładnie mówię ;) tata oczywiście nie uwierzył dopóki sam nie usłyszał :)

Wieczorem mamusia miała wizytę u lekarza, więc wieczór spędzałam z tatusiem. Nie za bardzo mógł sobie ze mną poradzić i po 1,5 h dzwonił do mamy, że już nie ogarnia. Dzwonił też do babci, ale co ta biedna babcia może pomóc przez telefon. Jak mamusia wróciła około 21.30 to się zdenerwowała, że jeszcze nie śpię. Oczywiście zdenerwowała się na tatę a nie na mnie. Mi to zawsze wszystko uchodzi na sucho :-) Jak mama weszła to tata był w trakcie grzania wody na mleko dla mnie. Jak mama się dowiedziała, że tata chce we mnie wciskać drugie mleko w przeciągu 2 godzin to mama prawie zawału dostała i powiedziała mu, żeby sam zjadł dwie takie duże kolacje i poszedł grzecznie spać jeśli do tej pory wszystkiego nie zwróci. Ech ta mama to taki nerwus. Mimo to wzięła mnie od razu na rączki i w ciągu pięciu minut już spałam. 

Taty teoria była oczywiście taka, że on mnie tak wymęczył że prawie i tak już spałam. Mama i tak powiedziała, że wie swoje. 

Jak już spałam a mamusia była też już w łóżku to tata zaczął wołać mamę żeby szybko przyszła mnie posłuchać. Okazało się, że chrapię - jak tatuś ;-)

W środę poszłyśmy z mamusią na spacer. Było troszkę zimno, ale i tak udało mi się pospać z pół godziny. Fajnie było tak wyjść, bo ostatnio więcej siedzimy w domku przez mrozy. Mimo to i tak fajnie spędzamy czas. Mamusia mi czyta baśnie (których kartki udało mi się trochę naderwać...), bawimy się szczeniaczkiem-uczniaczkiem, wkładamy klocki do sowy i chodzę dużo przy moim chodziku.. Największą jednak frajdę daje mi rozkładanie i rozrzucanie mojej maty piankowej i karmienie pieska kółkami z wieży :) mama za każdym razem się cieszy, że tak ładnie umiem się dzielić rzeczami. Jak wyciąga do mnie rękę i mówi, żebym dała np Misię a ja jej oddam to jest taka szczęśliwa!

W tym tygodniu przyszła w końcu pocztą moja skrzynia na zabawki. Nauczyłam się już na nią wspinać :) no i raz już przycięłam sobie paluszki pokrywą, ale mama mnie uratowała :)


W czwartek przez cały wieczór czekaliśmy na księdza, który miał przyjść z kolędą. Niestety ja już nie doczekałam, bo przyszedł po 20.00. Dostałam za to bardzo ładny obrazek, który mamusia powiesiła u mnie w pokoju :)

W sobotę natomiast byliśmy zaproszeni do cioci Mileny i wujka Michała na parapetówkę i odwiedziny u ich 5 miesięcznej córeczki. W ogóle było aż 5 dzieci i bardzo mi się podobało :) tak bardzo, że jak przyszła moja pora spania to za nic nie chciałam spać :) fikałam sobie radośnie po całym salonie i usnęłam dopiero przed 23 jak już byliśmy w domku :) dostałam też kilka prezentów, np samoczytającą się książeczkę :) mama mówi, że ludzie już całkiem na głowę upadli skoro nawet nie chce im się czytać :)

A w niedzielę atrakcją dnia był spacer z tatusiem :) w tym tygodniu spadło sporo śniegu i poszliśmy się przewietrzyć. Nie było nas godzinę i troszkę zmarzliśmy, ale za to mamusia była szczęśliwa, że mogła odsapnąć :)

No i wieczorem zadzwoniła babcia i powiedziała, że nasza rodzinna specjalistka medyczna powiedziała, że moje zmiany na skórze, które mam od jakiegoś czasu są prawdopodobnie spowodowane nietolerancją na laktozę. W następny czwartek idziemy na wizytę do pediatry to musimy z mamusią koniecznie się dowiedzieć co z tym zrobić :)

I to tyle,
buziaki - Laura! :)