piątek, 4 grudnia 2015

[ Opowieści Laury - mam już 37 tygodni ! ]


Cześć Kochani :-)

mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku :-) 

Mój tydzień znów przeleciał bardzo szybko. Mało wychodziłyśmy z mamusią w tym tygodniu, bo było strasznie zimno i wiał bardzo duży wiatr. Spędzałyśmy za to czas w domku bawiąc się, łobuzując, jedząc i wypoczywając. 

Znów zaczęłam pięknie spać. W nocy z środy na czwartek mama nie mogła uwierzyć, bo spałam od 21.00 do 5:30. Potem zjadłam butlę i spałam do około 9:00. Mama była przeszczęśliwa :) W ogóle ostatnio całkiem dobrze sypiam. Jak obudzę się wcześniej niż nad ranem to rodzice mnie tulą, dają smoka i od razu zasypiam. Jeśli obudzę się po 4:00 to mamusia decyduje się na danie mi butli z mleczkiem i dalej sobie smacznie śpię aż do momentu jak tatuś wstaje do pracy :) 

Miałam kilka dni pod znakiem niejadka. Nie chciałam za bardzo nic jeść i byłam poddenerwowana. W końcu któregoś popołudnia po ciężkim dniu mama wyciągnęła z lodówki słoiczek, który leżał na "czarną godzinę" - naleśniki z musem jabłkowym. Zjadłam cały! i gdyby było więcej to zjadłabym więcej! W związku z tym na śniadanie następnego dnia mamusia zrobiła domowe naleśniki i podała mi je z dżemem brzoskwiniowym od babci Basi :) Było pyszne!

Poza tym w tym tygodniu zjadłam swój pierwszy obiadek rączkami a nie z łyżeczki. Mamusia ugotowała pulpeciki a do tego marchewkę, kalafiora i brokuła - było smaczne i nawet udało mi się dość sporą część zjeść. Oczywiście co nieco wylądowało na podłodze, co nieco na mnie, co nieco na mamie, ale mama się nie gniewała. Nawet trochę podbierałam z talerza mamy jak u mnie się już kalafior skończył :-)

W środę byłyśmy z mamusią na imieninach cioci Kasi. Był dziadek i wujek Mariusz i wszyscy się ze mną bawili :) Ja to mam szczęście, że mnie tak wszyscy mocno kochają. Dziadek jak mnie widzi to cały czas się uśmiecha. Fajnie! Szkoda tylko, że babci Basi nie było bo już się stęskniłam :( w ogóle się stęskniłam za dziadkami więc nieoficjalnie powiem, że najbliższy weekend spędzę na Podlasiu :)

to ja u cioci

U cioci się wyszalałam, wyskakałam, wyturlałam i wybawiłam :) Było super!

W sobotę zostałam z tatusiem w domku, bo mama pojechała na zakupy. Wróciła z dwiema sukienkami dla siebie i z 2 śpiochami, bodziakiem, sukienką na wigilię i rajstopkami dla mnie. Do tego upolowała w pepco rogi renifera i czapkę Mikołaja i powiedziała, że zrobimy sobie świąteczne zdjęcie na pamiątkę.

W niedzielę był u nas dziadek :) Wynalazł fajną zabawę - sadzał mnie na mamy piłkę do ćwiczeń i podskakiwaliśmy :) ale była zabawa! śmiałam się jak nigdy! a jak dziadek wyszedł to zasnęłam tak:
                        
                                 

W ogóle to lubię się bawić. Umiem już prawie sama ułożyć wieżę z kółeczek, bawię się z mamą w chowanego po całym mieszkaniu. Nie ma jednak fajniejszej zabawy niż wdrapywanie się na piekarnik. Mama dostaje szału....

Mama zrobiła też mi psikusa i wyjęła szczebelki w łóżeczku na chwilę. Ja sobie weszłam a potem jak chciałam wejść kolejny raz to szczebelki znowu były wsadzone i nie wiedziałam co się dzieje :( próbowałam wcisnąć głowę ale się nie udało... a mama się zaśmiewała jaki ze mnie gagatek :-P

I to chyba tyle,
buziaki
Laura