Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 grudnia 2015

[ wyzwanie - aktualizacja ]



15 dni ćwiczeń za mną :) Zaczęłam 26 listopada i ćwiczę codziennie rano pomiędzy 7 a 10 - zależnie od tego jak uda mi się ogarnąć Laurę. Najlepiej ćwiczy mi się, gdy od razu po wstaniu bez zbędnych ceregieli przebiorę się w strój a Laurę posadzę gdzieś obok żeby koło mnie hasała. 

Już udało nam się trochę ustalić mały rytuał. Po pobudce szybkie przebieranie w strój. Laura zostaje w piżamce. Gdy ćwiczę biega radośnie obok, zjada moje sznurówki, próbuje gryźć moje buty lub zabiera mi matę :) Jak robię brzuszki to się na mnie wspina, jak robię pompki czy deskę to uwielbia się pode mną przeczołgiwać raz w jedną a za chwilę w drugą stronę. Największą mobilizacją jest gdy spodoba jej się centralnie pode mną i muszę wtedy bardziej wymuszać prawidłowe trzymanie pozycji :) - mój mały pomocnik!

Po ćwiczeniach nastawiam owsiankę dla Laury i podczas mojego prysznica córcia buszuje po łazience. Jak już jestem ogarnięta to jest czas na stygnięcie owsianki, przebieranie i przewijanie Laury. Potem po śniadaniu Laurka idzie na drzemkę a ja mam chwilę na śniadanie i relaks :-)

Za mną 10 dni z poziomem 1 i 5 dni z poziomem 2 programu Jillian "30 day shred". Wszystkie ćwiczenia z ciężarkami robię z obciążeniem 1,5 kg. Miałam jeden dzień przerwy, bo nadwyrężyłam sobie bark i mocno mnie pobolewał. Stwierdziłam, że jeden dzień odpoczynku dobrze mi zrobi. No i raz zdarzyło mi się ćwiczyć wieczorem z przyczyn losowych. 

Do tego udało mi się 3 razy wyjść na spacer z Laurą, podczas którego przeszłam 4,5 - 5 km idąc szybkim lub średnim tempem.

Podsumowując:
Samopoczucie mam bardzo dobre. Do ćwiczeń się przyzwyczaiłam. Waga stoi w miejscu albo nawet powiedziałabym że rośnie :( Jeśli natomiast chodzi o efekty to czuję, że moje ciało się wzmacnia i do tego brzuch, nogi a zwłaszcza ramiona wyglądają lepiej. 

Do Świąt zostało 13 dni!

pozdrawiam,
diabelnieanielska

piątek, 27 listopada 2015

[ wyzwanie ]


Kochane,

do Świąt został niecały miesiąc, do Sylwestra nieco ponad miesiąc. Czy to znaczy, że czas się za siebie trochę wziąć i ogarnąć 4 litery? Zdecydowanie TAK. 

Żeby nie było, że sobie zaplanuję i potem nic z tego nie będzie to publicznie rzucam sobie wyzwanie, że codziennie do świąt będę ćwiczyć zestaw 30 day shred z Jillian Michaels (filmy dostępne na youtube).

Ćwiczenia są przyjemne i co najważniejsze trwają w całości jakieś 27 minut, więc przy małym bąblu raczkującym obok jest to czas, który mogę codziennie poświęcić na ćwiczenia.

Żeby nie było dziś był mój drugi dzień ćwiczeń i już czuję jak rosną mi muskuły - hehe :-)

Znajdzie się ktoś, kto powalczy ze mną?
Jeśli wolicie poleżeć w tym czasie brzuchem do góry zajadając pyszne ciasteczka, które ostatnio Wam poleciłam TU to chociaż trzymajcie drugą ręką kciuki za mnie :)

pozdrawiam,
diabelnieanielska

poniedziałek, 29 grudnia 2014

[ Zdrofit DLA MAM - moje wrażenia ]

Pisałam jakiś czas temu, że zapisałam się na zajęcia fitness dla przyszłych mam oraz tych, które już mamami są. Zajęcia odbywają się dwa razy w tygodniu - w poniedziałki i czwartki o godzinie 10.00 w klubie Zdrofit - Wola Dla Kobiet na ul. Kasprzaka. Były to moje pierwsze odwiedziny w tej lokalizacji.

Klub Zdrofit znam, bo gdy jeszcze wynajmowałam mieszkanie w innej części Warszawy też uczęszczałam do Zdrofitu ale w innej lokalizacji. W sumie to byłam tam swego czasu dość częstym odwiedzającym, bo miałam takie napady, że potrafiłam przesiadywać tam kilka ładnych godzin w tygodniu - zwłaszcza przed ślubem.


Wracając do sedna... Odkąd dowiedziałam się o ciąży przestałam biegać. Było mi źle z tego powodu, bo bardzo to polubiłam. Parę razy udało mi się nawet zmobilizować męża na wspólne bieganie. W trakcie ciąży parę razy ćwiczyłam w domu specjalne ćwiczenia dla kobiet w ciąży, parę razy poszłam na spacer, ale co tu ukrywać spacery w zimne jesienne dni dla takiego zmarźlaka jak jak to nic przyjemnego. Gdy byłam w 24 tc na FB wyskoczyła mi informacja o zajęciach dla mam. Pod wpływem impulsu zapisałam się i poszłam.

Sam klub, tak jak pozostałe Zdrofit-y w Warszawie jest urządzony bardzo fajnie. Bez problemu się w nim odnalazłam. Uprzejma Pani na recepcji wytłumaczyła co gdzie jest itd. Przyznam się, że miałam lekkiego stresa jak to będzie, czy będę dała radę ćwiczyć, czy nie będzie nudno itd.

Całkiem spora szatnia, ładna łazienka, prysznice, sauna, niewielka za to siłownia, ale myślę że wystarczająca chociaż nie wiem jak wygląda tam ruch wieczorami. Klub posiada dwie sale fitnessowe w pełni wyposażone.

Zajęcia dla mam prowadzi sympatyczna Pani Marzena. Zaskoczyła mnie frekwencja i sposób zorganizowania zajęć. Myślałam, że chętnych na tego typu zajęcia nie będzie dużo. Miło się zaskoczyłam, bo było zarówno kilka kobiet w ciąży od ledwo widocznej do zaawansowanej oraz kilka młodych mam z dziećmi zarówno małymi jak i tymi już raczkującymi.

Dzieci bardzo grzecznie fikały sobie radośnie do puszczonej muzyki. Gdy któreś domagało się jedzenia nie było problemu i można było zrobić chwilową przerwę w ćwiczeniu i nakarmienie malucha. Raz zdarzyło się, że akurat wykonywane były ćwiczenia na leżąco i mamusia połączyła ćwiczenie z karmieniem. Podczas mojego pobytu na zajęciach tylko raz zdarzyło się, że wszystkie obecne dzieci urządziły sobie wspólne płakanie. Mimo wszystko muszę powiedzieć, że było to urocze, bo wszystkie płakały w rytm ćwiczeń pozostałych pań.

Same ćwiczenia Pani Marzena dostosowuje do obecnych na sali ćwiczących i urozmaica je. Nie ma więc sytuacji, że na każdych zajęciach wykonujemy te same ćwiczenia aż do znudzenia. Mi osobiście najbardziej przypadły do gustu ćwiczenia z piłkami. Gdy jakieś ćwiczenia nie mogą być wykonywane w ciąży Pani Marzena zamieniała ćwiczenia dostosowując je indywidualnie. Nie ma też nad nami krzyczącego prowadzącego, który zmusza nas do utrzymania tempa ćwiczeń. Każdy ćwiczy w takim tempie w jakim da radę.

Mnie najbardziej rozbawiały ćwiczenia w których Panie w ciąży ćwiczyły z ciężarkami a mamy z dziećmi na rękach, które bacznie obserwowały co się dzieje lub radośnie chichotały. Myślę, że zdecydowanie rozluźniało to atmosferę.

Tego typu zajęcia mają jeszcze jeden plus. W "wolnym czasie" tj. w szatni przed czy po zajęciach, na sali między ćwiczeniami itp zarówno mamy przyszłe jak i te już urzędujące mają możliwość wymienienia się swoimi doświadczeniami, radami itd.

Obecnie na zajęcia już nie uczęszczam chociaż bardzo żałuję, bo myślę, że jest to super sposób na spędzenie czasu, utrzymanie formy i kontakt z innymi kobietami, które są często na tym samym etapie życia co my. Niestety zalecenia mojego lekarza jasno sprecyzowały, że mam nakaz oszczędzania się i jak najczęstszego leżenia. Myślę, że jeśli moja córcia pozwoli to dołączę do ćwiczeń już z nią.  Mam nadzieję, że mi na to pozwoli.


PAMIĘTAJ! ZANIM PRZYSTĄPISZ W CIĄŻY DO JAKICHKOLWIEK ĆWICZEŃ SKONSULTUJ SIĘ ZE SWOIM LEKARZEM PROWADZĄCYM!!!

wtorek, 2 lipca 2013

[ she runs the night ]


W ubiegłą niedzielę odbył się w Warszawie bieg organizowany przez NIKE+ pod wdzięcznym tytułem "She Runs The Night" okrzyknięty pierwszym, naprawdę kobiecym biegiem w Polsce.
Pierwotną datą biegu był 9 czerwca jednak z powodu gigantycznej ulewy jaka przeszła nad stolicą bieg został odwołany i następnie przełożony na 30 czerwca.



Aby wziąć udział w imprezie wystarczyło zarejestrować się na stronie NIKE+ a następnie zgłosić się do biegu i wnieść opłatę. W moim przypadku wystarczyła rejestracja na NIKE+, ponieważ w moim miejscu pracy organizowana była zbiórka osób, które chciałyby wziąć udział i pracodawca pokrył koszty zgłoszeń. Ot taki plus pracy w korpo.

Pakiet startowy składał się z koszulki, chipu służącego do elektronicznego pomiaru czasu, który należało wpleść w sznurówki, opaski uprawniającej do wejścia na imprezę oraz kuponów zniżkowych, batonika energetycznego oraz żelu pod prysznic [:)]



Można było też wziąć udział w specjalnie przygotowujących do biegu treningach, na niektórych testowało się obuwie NIKE. Niestety ja osobiście potrenowałam biegając po swojej okolicy, ze słuchawkami na uszach, w swoich rozpadających się i wysłużonych butach.

Cała impreza zaczynała się w Parku Fontann na Podzamczu o godzinie 16.00, jednak sam bieg zaplanowany był na 21.00. Założeniem całej imprezy było uczestnictwo tylko i wyłącznie kobiet w okrągłej liczbie 6 tysięcy.

Ja zawitałam na imprezę ok 19.30. Wysiadając z autobusu od razu uderzyły we mnie mocne rytmy miłej dla ucha muzyki. Wszędzie krążyło stado kobiet, bardzo często wspomagane przez płeć męską - niestety tylko zza bramek.

Na pierwszy rzut oka dobra organizacja, szatnie, depozyty, duża ilość toalet. Bliżej godziny 21.00 robiło się coraz chłodniej. Niestety ze względu na zbyt duże kolejki nie udało mi się dostać do żadnej ze stref relaksu. Obserwując z daleka wyglądało to bardzo fajnie.
Koło 21 zaczęła się rozgrzewka prowadzona przez koleżanki z Holmes Place a sam bieg ruszył o 21.30, czyli z pół godzinnym opóźnieniem. Niestety zawarły się w tym dwa minusy:
1. całe opóźnienie biegu wpłynęło na utrudnione powroty do domów - moja osoba czekała pół godziny na autobus, bo nie zdąrzyła na ostatni dzienny;
2. po krótkiej rozgrzewce było trzeba czekać ok 20 minut na start biegu, co skutkowało tym, ze organizm wychłodził się do czasu startu.
Niesamowicie wiało od strony Wisły, co potęgowało chłód.



Cały bieg fajnie zorganizowany. Dodatkowe pętle trochę mnie rozczarowały, jednak ogólnie zabawa i atmosfera biegu przypadły mi bardzo do gustu :)
Na metę wbiegało się po czerwonym dywanie, w blasku fleszy, a zaraz za metą dostawało się butelkę wody oraz fajnie zapakowany, pamiątkowy medal. No i można było zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie na ściance :)



Pozdrawiam,
diabelnieanielska

sobota, 8 czerwca 2013

[ początek ]

Witam wszystkich gości, którzy jednym kliknięciem zdecydowali się przenieść do mojego świata :-)

Postanowiłam odświeżyć moje relacje JA-BLOGOWANIE i rozpocząć prowadzenie bloga o wszystkim. Cały zasób moich sił i zainteresowań będę skupiała na ogólnie pojętym lifestyle'u.

Pisząc w skrócie: pracująca w korporacji, 27-letnia, oczekująca na odbiór mieszkania i zainspirowana światem kosmetyczno-blogowo-youtube'owym mężatka.

Witam serdecznie, całuję i zapraszam :-)