poniedziałek, 25 kwietnia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 51 tygodni ! ]


Cześć wszystkim,

Na dobre pożegnałam już choroby i wysypki :-) co prawda moje odparzenie pieluszkowe nadal dzielnie trzyma się na pupie i dosłownie nic na nie nie pomaga :-( mamusia próbuje wszystkiego włącznie z moczeniem mojego tyłeczka w rumianku, żeby złagodzić troszkę zaczerwienienie. Na szczęście nic mnie nie boli i nie swędzi, więc dyskomfort jest mały. W czwartek mamy wizytę u lekarza i mama mówi, że aż wstyd iść z takim tyłeczkiem :-(

Poniedziałek rozpoczęłyśmy z mamusią od spaceru po parku. Uwielbiam spać na świeżym powietrzu chociaż spanie w moim łóżeczku też należy do przyjemnych. Pogoda była zimowa, czyli było zimno i popadywał lekki śnieg :-) mama cały czas powtarza, że szkoda że jeszcze nie chodzę, bo nie może się doczekać mojego kicania w śniegu :-)

Wtorek był bardzo intensywny. Na zewnątrz cały dzień padał deszcz ze śniegiem, więc nie wychodziłyśmy na dwór. Mama dzięki temu wymyślała mi coraz to nowe zabawy, ale ja i tak uwielbiam kombinować po swojemu. Przede wszystkim mamusia po mojej chorobie zostawiła rozłożoną kanapę w salonie i uwielbiam po niej kicać, bawić się i skakać :-) Niestety dla mamy stworzyła też całkiem niezły plac zabaw zapominając o zabezpieczeniu dostępnych miejsc do spsocenia czegoś. Takim oto sposobem udało mi się na przykład wdrapać z kanapy na stół i sięgając ze stołu zrzucić miskę z moim jedzeniem z baru. Miska pozostała cała, ale jedzenie rozchlapało się po całej okolicy. Mamusia była wściekła, ale chyba bardziej na siebie niż na mnie :-P Poza tym wdrapywałam się standardowo z kanapy na kaloryfer a z kaloryfera na parapet. Mama za każdym razem dostawała białej gorączki :-)

Najzabawniejsza zabawa polegała na wyrzucaniu przez szczyt kanapy mojej królisi, następnie schodziłam z kanapy żeby ją z powrotem wrzucić przez ten szczyt i zamiast iść naokoło to wdrapywałam się po szczycie i wskakiwałam na łóżko lecąc dosłownie "na łeb, na szyję" robiąc mega fikołki do przodu. Mama miała ubaw po pachy - ja też :-)

No i jako, że nie mogę jeść produktów krowich to mama zrobiła mi na śniadanie naleśniki na mleku sojowym. Mniaaaam! Uwielbiam naleśniki. A jak jeszcze do tego jest dżem z truskawek, który mamusia sama zrobiła to w ogóle jest cudnie! No i zjadłam całe 2!

W ogóle ten tydzień obfitował w fajne jedzenie... Poza naleśnikami to mamusia robiła mi różne placuszki: a to z jabłkiem, a to z banana, no i nadal króluje jaglanka z bananem bo to jest coś co lubię zawsze!

A na obiadek mamusia raz zrobiła mi zupkę pomidorową a potem zupę z batatami i soczewicą :) było smacznie a mamusia zawekowała kilka słoiczków na zapas. Przepisy znalazła w internecie na fajnej stronie www.mamachef.eu.

W tym tygodniu do normy wróciła sytuacja kąpielowa o której pisałam tydzień temu. Kąpiele znów są moimi ulubionymi :) No i nadal przesypiam CAŁE noce :) rodzice są szczęśliwi a ja wyspana i gotowa na kolejne dni pełne wrażeń i zabaw :-)

Buziaki,
Laura