sobota, 23 kwietnia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 47 tygodni!]

Ale ten czas leci.

Tydzień zaczęłam z dalszym katarem i kaszlem. Mamusia powtarzała, że katar u takiego bąbelka jak ja to najgorsze przekleństwo jakie może nas spotkać. Co racja to racja, bo męczyłyśmy się obie. Mi ciężko było w nocy spać a rano jak się budziłam miałam aż strupy na nosie stworzone z zaschniętych gili. Rano jak mnie rodzice ogarniali to bardzo było to nieprzyjemne. W ogóle od ciągłego wycierania noska to zaczął mnie już boleć. No ale rozumiem, że mamusia musiała mi go wycierać, bo poza tym , że na bieżąco leciały mi gile to jeszcze jak kichnęłam to miałam je aż na brodzie. Wtedy mama wpadała w szał sprintu niezależnie od miejsca w którym się znajdowała i biegła do mnie z chusteczką. Ja, jak to ja jak tylko zobaczyłam co się święci to uciekałam. Mama najbardziej wpadała w szał, gdy z tymi wiszącymi gilami kładłam się na kanapie :-)

Nie muszę chyba mówić, że moje gile były wszędzie. Na kanapie. Na kocach w moim łóżeczku. Na ubraniach mamy. 

Do tego mamusia jeszcze parę razy dziennie maltretowała mnie Fridą, czyli moją odciągaczką gili. Myślę, że była to trauma zarówno dla mnie jak i dla niej. Tatuś czasem jej pomagał trzymając moją głowę. Cały czas tylko powtarzał "patrz na mamę, patrz na mamę". Mama się denerwowała tylko ale tata wyszedł z założenia, że jak będę kojarzyć mamusię z tymi niemiłymi czynnościami to tatusia będę kochać jeszcze mocniej. 

W poniedziałek przyjechała na cały dzień babcia Basia. Od wtorku nie mogliśmy się spotykać przez jakiś czas, więc spędziłyśmy cały dzień na zabawie i przytulaniu :-) mamusia mogła sobie też odpocząć. Najfajniejszą atrakcją było jedzenie pączków. Przez to, że nie mogę jeść żadnych produktów krowich to pączki zostały zrobione na wodzie i z olejem kokosowym. Były jak to mamusia mówi eksperymentalne. Wszystkim bardzo smakowały i potem mamusia żałowała, że zrobiły z babcią tylko połowę porcji.

Wieczorem przyjechał dziadek z wujkiem Mariuszem i razem z mamusią poszli do sklepu a babcia została ze mną bo tatusia jeszcze nie było.

Jak wrócił tatuś to mnie wykąpał a babcia mnie nakarmiła. Potem mamusia położyła mnie spać. A spało mi się super po całym dniu zabawy i wrażeń.

Przez resztę tygodnia siedziałyśmy z mamusią w domku. Moja choroba niestety nie pozwoliła nam na większe harce.

No i jeszcze mamusi zepsuł się komputer, więc zniknęły nam wszystkie zdjęcia z tego tygodnia :-(

Buziaki,
Laura