niedziela, 3 stycznia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 40 tygodni ! ]



Cześć wszystkim,

Czterdzieści tygodni! Kto by pomyślał, że to tak szybko minie? Jestem już dużą dziewczynką, ładnie chodzę przy meblach, dość sporo jem, mam już 6 całych ząbków i jestem niezłym łobuziakiem.

W poniedziałek rano zaskoczyłam moich rodziców, bo jak tata wychodził rano do pracy to pierwszy raz rozpłakałam się łzami jak grochy. Mama mnie uspokajała i mówiła, że tatuś wieczorem wróci i znów mnie przytuli, ale ja i tak płakałam. Pierwszy raz się tak zdarzyło. Mama powiedziała, że powinnam więcej czasu spędzać z tatusiem skoro tak płaczę jak wychodzi :) 

W tym tygodniu spędzałyśmy z mamusią cały swój czas słuchając świątecznych piosenek. Mamusia prawie cały czas mi śpiewała i potem jak słyszałam znajomą melodię to nawet zaczynałam się bujać na boki. Mama się strasznie cieszy jak zaczynam "tańczyć".

Mama pozwoliła mi również wchodzić na kanapę w salonie. Podstawiła mi poduszki dla ułatwienia i praktycznie cały dzień mogłam sobie skakać. Oczywiście mamusia mnie pilnowała, bo miałam takie pomysły żeby schodzić z kanapy zamiast tyłem to przodem i wtedy robiłam fikołka do przodu. Czy płakałam wtedy? Oczywiście że nie. Podnosiłam się szybko, patrzyłam na mamę i posyłałam jej mega uśmiech a po wszystkim znów wdrapywałam się na kanapę. 

Udoskonalam również moją naukę mówienia. Na razie śmiesznie mi to wychodzi, ale już udaje mi się lekko gugać a tatuś cały czas próbuje mnie nauczyć mówienia TATA. Na razie mówię tylko mama, ale to tylko w momencie jak płaczę. Tata oczywiście mamusi nie wierzy. 

W środę wieczorem zostałam sam na sam z tatusiem, bo mamusia poszła do fryzjera. Jak to z tatusiem - mieliśmy sporo zabawy. Jak zrobię kupę to tata nie myśląc o przewinięciu mnie wstawia mnie do wanny i myje pod ciśnieniem. Nawet już przestałam się bać. Tylko mama się złości i mówi "jak tak można?". Ale tata ma niezły ubaw a przy okazji jeśli ja mam czysty tyłeczek to też jest ok :)

A w piątek wyruszyliśmy w końcu na Podlasie na Święta. Mama przez dwa dni nas pakowała, bo musiała się trochę ograniczyć z bagażem. Całą drogę grzecznie przespałam. Jak zajechaliśmy to babcia Ala z dziadkiem Wiesiem na nas czekali. Nie widziałam ich od października. Byłam zaspana i się przestraszyłam i wstydziłam się. Rozglądałam się po pokoju i nie wiedziałam gdzie jestem. Jak już mi trochę przeszło to babcia mnie wyprzytulała i się wszyscy śmiali z tego jak się zachowywałam. Najpierw nie wiedziałam co się dzieje a potem gadałam i skakałam jak wariatka. Usnęłam dopiero koło 1.30 w nocy. Jak to zwykle w nowym miejscu budziłam się dosyć często. Rano po 5.00 dostałam butlę i obudziłam się dopiero po 9.00. 

Sobota minęła bardzo szybko. Rano obie ciocie nakarmiły mnie pysznym śniadaniem :) Fajnie było :) Poza tym cały czas miałam kompanów do zabawy. Pokazałam wszystkie moje sztuczki jakich się nauczyłam przez ten czas jak mnie nie było. Najbardziej sprawiała mi radość wspinaczka na wersalkę i schodzenie z niej. Mogłam też sama pozwiedzać w końcu dom :) 

W niedzielę tatuś pojechał z powrotem do Warszawy a ja z mamusią zostałyśmy przewiezione do babci Basi i dziadka Wiesia. Znów mnie każdy całował i przytulał. Oczywiście dopiero jak już się zadomowiłam i przestałam się wstydzić :) 

Przed nami bardzo intensywny tydzień! W czwartek dojedzie do nas tatuś i wspólnie z całą rodziną będziemy świętowali Boże Narodzenie :) Moja pierwsza Wigilia i Boże Narodzenie :) To musi być COŚ, bo mama chodzi cały czas podekscytowana! :)

Buziaki,
Laurka