niedziela, 17 stycznia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 43 tygodnie !]



Cześć :-)

kolejny tydzień za mną. 

Po pierwsze - najważniejsze - mam już siódmego ząbka! W końcu! Dzień poprzedzający jego wyjście był ciężki zarówno dla mnie jak i mamusi. Płakałam, marudziłam, nie chciałam jeść i nawt zdarzyło mi się ugryźć mamusię... Mamusia oczywiście starała mi się bardzo pomóc - smarowała dziąsła maścią, dawała gryzaki, pozwalała mi gryźć wszystko co wpadło mi do rączek i dawała leki przeciwbólowe jak już byłam na skraju wytrzymałości. Kochana ta mama!

Bolało mnie tak bardzo, że jak gryzłam moją Misię to cała była zakrwawiona. To było straszne. Mamusia mówiła potem tatusiowi, że jeszcze przy żadnym z ząbków nie miałyśmy tyle przeżyć. Na szczęście mam już to za sobą. Biały ząbek wychyla się powoli na wierzch i mamusia cały czas mi powtarza, że pięknie się uśmiecham tymi moimi siedmioma zębiskami :)

W środę obchodziliśmy święto kościelne Trzech Króli. Z tej okazji poszliśmy z rodzicami do kościoła. W kościele było fajnie :) Nie chciałam siedzieć w wózku, bo wszyscy stali do mnie plecami i nic ciekawego się nie działo. Jak zaczęłam się wiercić i marudzić to tatuś wziął mnie na ręce. Ale było fajnie! Mogłam się rozglądać dookoła i podziwiać. Poznawałam nowe twarze. Spodobała mi się Pani stojąca za mną, bo jak się do niej pouśmiechałam to mnie zaczepiała. W pewnym momencie poczułam się tak swobodnie, że zaczęłam "gadać" :) mama szybko zareagowała i wetknęła mi smoka do buzi :) Potem się strasznie zaśmiewała, że taka jestem zaczepka, że zaczepiam obcych :)

W sobotę mieliśmy gości. Mamusia od rana krzątała się po kuchni, tatuś w tym czasie sprzątał a ja pomagałam raz mamie a raz tacie :) Goście troszkę się spóźnili, ale potem było fajnie :) wszyscy się ze mną bawili, dostałam kilka prezentów i po kąpieli poszłam grzecznie spać :) 

A niedziela była w kościele Niedzielą Chrztu Pańskiego i dostaliśmy wcześniej pocztą informację, że zapraszają wszystkie dzieci ochrzczone w 2015 roku na ponowienie chrztu :) Wybraliśmy sie z rodzicami. Tata nie wziął czapki ani szalika, bo ostatnio się trochę ugrzaliśmy w kościele i okazało się, że było tyle rodzin z dziećmi, ze staliśmy na podwórku. Trochę zmarzliśmy. Na szczęście szybko minęło a ja dostałam na pamiątkę tego święta piękny obrazek, który mamusia powiesiła mi w pokoju :)

Po kościele pojechaliśmy do cioci do Piastowa w odwiedziny. Mamusia pluła sobie w brodę, że nie wzięła mi żadnych rzeczy na zmianę do turlania się po podłodze, bo moje kolana przy wyjściu były czarne jakbym się co najmniej po żużlu czołgała. U cioci zjadłam mleczko i troszkę krupnika. No i jak już byłam zmęczona i marudząca to wróciliśmy do domku :)

Co więcej u mnie? Coraz więcej zaczęłam "mówić". Na razie nie jest to nic nadzwyczajnego, chociaż mamusia słyszała jak parę razy mówiłam "mama" ale tata jej nie wierzy :) Mama się śmieje, że tatuś jest chyba troszkę zazdrosny, że moim pierwszym słowem nie jest "tata". 

Do tego dużo się wspinam na kanapę na którą już bez problemu wchodzę. Uwielbiam też wyrzucać rzeczy z szuflad co doprowadza czasem mamusię do białej gorączki :) Ogólnie mamy ostatnio wesoło podczas wspólnych zabaw!

Buziaki, 
Laurka