niedziela, 31 stycznia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 45 tygodni !]



Cześć i czołem,

Poniedziałek zaczął się dla mnie wyjątkowo fajnie. Poszłyśmy z mamusią i naszymi osiedlowymi znajomymi do "Klubu Malucha", który mamy w bloku na parterze. Wystarczy wziąć klucz od ochrony i można szaleć do woli. Ale było fajnie! 



W klubie są klocki, plastikowy domek, jeździki, zjeżdżalnie i wiele innych atrakcji. A przede wszystkim jest mnóstwo miejsca do raczkowania. Okazało się, że moja koleżanka starsza o 2 tygodnie ode mnie już chodzi :) fajnie ma. Ja na razie puszczam się stojąc na kanapie i kilka sekund udaje mi się wytrzymać a potem upadam na pupę. Mama za każdym razem bije mi brawo :-)

We wtorek wybrałyśmy się z mamusią na spacer. Przy okazji zaszłyśmy na pocztę wysłać Laurki do dziadków. Spacer był przyjemny choć było dość chłodno. Przeszłyśmy się po parku w śniegu. Mama potem tylko narzekała, że po wjechaniu wózkiem do mieszkania ma przy drzwiach błotno-solną powódź. Uroki zimy w mieście...

Jako, że naczelny/rodzinny lekarz tj. ciocia-babcia powiedziała, że najprawdopodobniej jestem uczulona na laktozę mamusia próbowała mi podawać mleko ryżowe i kleik ryżowy. O Boziu jakie to niedobre.. Mama zmiksowała mi to z bananem, którego uwielbiam i już było trochę lepiej, ale nie na tyle, żebym z chęcią piła to okropniaste coś. 

W środę wyszedł mi mój ósmy ząbek :) Mama się cieszyła, że w końcu będę miała symetrycznie po 4 zęby na dole i na górze :)

W czwartek obchodziliśmy Dzień Babci a w piątek Dzień Dziadka. Niestety my świętowaliśmy na odległość. Obie babcie i dziadkowie dostali moje laurki :) 


Jakby ktoś się domyślał, to moje rączki są płatkami kwiatków :)
Wszyscy podobno się bardzo wzruszyli a ja byłam (no i mamusia) przeszczęśliwa :) 

Nauczyłam się mówić mama, więc chodzę i powtarzam to cały dzień. Mama pożaliła się tacie, że czasem ma już dość bo jej głowa pęka od tej mojej gadaniny a tata tylko odpowiedział, żeby nie udawała takiej biednej :)

W czwartek byłyśmy na wizycie u lekarza. Miałam mieć szczepienie na pneumokoki ale przez to moje uczulenie znów mi się upiekło. Podsumowując wizytę to mam już 77 cm wzrostu - Pani doktor powiedziała, że jestem "długa glizda". Ważę 8,5 kg czyli jestem drobna a wysoka. A moje uczulenie nie jest uczuleniem na laktozę tylko na białko mleka krowiego - najprawdopodobniej. Pani doktor przepisała mi nowe mleczko i zastrzegła, że jest niedobre i żeby na początku mieszać z moim bebiko i jak nie będę czuła różnicy to zmniejszać ilość bebiko. Mama tak zrobiła i najpierw wymieszała mi pół na pół potem co karmienie zmniejszając o jedną miarkę bebiko i takim sposobem w sobotę w sobotę nad ranem dostałam już tylko nowe mleko i bez problemu je wypijam. 

Wracając od lekarza odebrałyśmy z paczkomatu mój nocnik. Mama mnie na nim posadziła, ale od razu uciekłam. Do końca tygodnia siadałam na nim kilka razy, ale nie bardzo wiem do czego służy. Mama mówi, że jeszcze się nauczę do czego jest :-)

A w piątek rano mamusia pojechała do lekarza. Jak wróciła to wzięła mnie na rączki i powiedziała, że będę starszą siostrą :) Nie wiem czy to dobrze czy źle, bo najpierw się cieszyła a potem płakała. Tata też się cieszył, więc obstawiam, że to chyba dobrze.

Po południu znów zawitałyśmy z mamusią do naszego osiedlowego klubu :) Razem z Natalką dużo czasu spędziłyśmy papugując od siebie zachowania. Ona jadła to i ja chciałam, ona piła to i ja piłam a jak ja jeździłam na jeździku to i ona chciała. Tylko, że ona chciała akurat na tym co ja i był płacz. Była super zabawa.

O sobocie wspomnę tylko, że jak udało mi się zabrać mamie telefon to zrobiłam sobie swoje pierwsze selfie ;) Mama jak je zobaczyła to się strasznie zaśmiewała :) 


W ogóle to tata się dziwi, że umiem już rozróżnić jego telefon od mamy i w zależności od tego, który uda mi się dorwać to wiem jak go odblokować :)

W niedzielę zawitaliśmy w odwiedziny do cioci Kasi. U cioci jest fajnie. Ciocia pozwoliła mi siedzieć na parapecie i dała mi ananasa do spróbowania i cytrynę. Po ananasie niestety trochę mi podrażniło buzię ale był smaczny. No i największą frajdą było jak mnie na kocyku woziła po całym salonie :)

Przechodzę też już etap buntu. Jak mi się czegoś zabroni, jak mama nie da mi swojej komórki albo jakiejś innej rzeczy którą akurat chcę to kładę się na podłodze i ostentacyjnie macham rączkami, nóżkami i płaczę. Mama najpierw się śmieje a potem przestaje na mnie zwracać uwagę i po chwili jak widzę, że na nic moje bunty to znajduję sobie jakieś inne zajęcie. Mimo wszystko nadal dzielnie próbuję, bo może za którymś razem uda mi się coś wywalczyć.

No i jeszcze jak rozmawiam z kimś przez wideokonferencję to czasem wchodzę w etap popisywania się. Skaczę, fikam, wariuję na całego. Aż tata mówi, że może ktoś mi czegoś dosypał do jedzenia :)

I to na tyle w tym tygodniu!

Buziaki,
Laurka