sobota, 31 stycznia 2015

[ w Paryżu dzieci nie grymaszą ]



Będąc jakiś czas temu na zajęciach fitnessu dla mam rozmawiałam z jedną z nich o jej małym synku - wtedy 3-miesięcznym. Takie standardowe rozmowy typu "Czy często płacze?", "Czy ma kolki?" i takie tam. Podczas tej rozmowy rozmówczyni powiedziała, że "testuje" na swoim dziecku metody przedstawione w książce Pameli Druckerman "W Paryżu dzieci nie grymaszą". Była tą książką zafascynowana. I jako absolwentka psychologii pracująca w tejże branży opowiedziała mi pokrótce o co mniej więcej chodzi i powiedziała, że nie spodziewała się, ale DZIAŁA! :-) Tak więc sama nie wiem czy z czystej ciekawości czy z faktycznej chęci wprowadzenia porad w życie zażyczyłam sobie od Mikołaja pod choinkę egzemplarz właśnie tej książki. Trochę mi zajęło zagłębienie się w nią. Czytałam ją z wielkimi przerwami pochłaniając całościowo rozdziały.

Dziś chciałabym Wam przybliżyć kilka interesujących założeń z tejże książki. Oczywiście wiem, że wiele z Was będzie miało różne opinie na te tematy, ale może to zainicjuje jakąś ciekawą merytorycznie dyskusję.

Zacznę od tego, że nie jest to typowy poradnik. Z poradnikiem tak na prawdę moim zdaniem ma niewiele wspólnego. Autorka opisuje w książce swoją przeprowadzkę do Paryża, ciążę i wychowywanie dziecka w kulturze innej niż jej rodzima - amerykańska. Porównuje je dwie na podstawie przeprowadzonych badań i swoich spostrzeżeń.

1. W trakcie ciąży dopieszczaj swoją kobiecość.

I nie mowa tu o czekoladzie z ogórkami kiszonymi :-) Chociaż podejście do jedzenia w ciąży również nie jest tak zdyscyplinowane jak widzę u polskich ciężarnych, które spotkałam na swojej drodze. Kobieta powinna starać się utrzymać figurę, stosować olejki do smarowania żeby uniknąć rozstępów, dbać o swój wygląd, nie jeść za dwoje a dla dwojga a ciążowe zachcianki to nic innego jak irytujące przyzwyczajenie, z którym trzeba walczyć.

2. Kiedy urodzi ci się dziecko, nie rzucaj się na nie w nocy, czyli czteromiesięczny okres nauki spania.

Metoda "pauzy" polega mniej więcej na tym, żeby nie zrywać się do dziecka, gdy tylko zaczyna popiskiwać - tak robi większość matek i ojców. Niemowlęta często wiercą się i kwilą przez sen. Jeśli rodzice od razu przybiegają i wyjmują dziecko z łóżeczka - budzą je. Czasem rzeczywiście trzeba nakarmić, przewinąć dziecko czy wziąć na ręce, bo po prostu potrzebuje naszej bliskości, ale jeśli nie odczekamy chwili, nie będziemy wiedzieli. Oczywiście, jeśli ewidentnie dziecko upomina się o powyższe i obudzi się całkowicie nie pozostaje nic innego jak zająć się maleństwem. Dziecko ma cykle snu jak dorośli, którzy czasem przebudzają się na chwilę w nocy nawet tego nie pamiętając. Jeśli w przeciągu pierwszych dwóch miesięcy życia dziecka samo nauczy się zapadania w sen po krótkim przebudzeniu późniejsze problemy z nocnym budzeniem mogą odejść w niepamięć. W książce nazwano to "nauką spania". Oczywiście metodę paryżanki stosują kiedy ich dzieci kończą kilka tygodni.
Druga sprawa: jeśli dziecko zacznie płakać między północą a piątą rano należy je przewinąć, pochodzić z nim trochę, ale matka powinna je spróbować nakarmić dopiero, gdyby dziecko nadal płakało.
Najpoważniejszym problemem w stosowaniu powyższej metody jest tylko i wyłącznie niekonsekwencja rodziców.

3. Naucz dziecko cierpliwości i radzenia sobie z frustracją - wyznacz "ramy".

Nauka ta powinna obejmować każdą dziedzinę. Oczywistym jest, że dziecko (tak jak często dorośli) zawsze będzie chciało więcej niż posiada. Najczęściej zauważamy to dopiero w momencie, gdy dziecko leży na ziemi w sklepie i wpada w panikę, bo mama nie chce kupić kolejnej zabawki a wcześniej kupowała każdą jaka się mu tylko zamarzyła. Tak samo wygląda sytuacja z zainteresowaniem się dzieckiem. Jeśli dotychczas mama biegła na każde zawołanie dziecka to ono będzie od mamy oczekiwało tego za każdym razem i nie ważne, że mama będzie wtedy miała gości, będzie gotowała czy rozmawiała przez telefon. W takiej chwili powinna być wdrożona technika nazwana w książce "Zaczekaj!". Dlatego tak ważne jest również nauczenie dziecka jedzenia o stałych porach bez podjadania między posiłkami oraz nauczenie je stałego rytmu dnia, bo wtedy dziecko będzie również czuło się bezpieczniej wiedząc co kiedy nastąpi.

4. Pozwól dziecku być dzieckiem!

Amerykanie bardzo często chodzą "na skróty" i chcą niepotrzebnie przyspieszać rozwój swojego dziecka. Dlatego wysyłają dzieci we wczesnym wieku na całe mnóstwo dodatkowych zajęć. Jednak zapytane potem o szczegóły tych zajęć nie były już takie skore do udzielenia odpowiedzi. Wynikało to z obawy przed tym, żeby inni rodzice nie zapisali swojej pociechy na równie dobre zajęcia. Działało to na zasadzie rywalizacji. Dla porównania paryżanki nie czując potrzeby rywalizacji chodzą na różne zajęcia dla radości dzieci. Nie czują potrzeby wyhodowania małego geniusza. Starają się zostawić dzieciom swobodę i pozwolić na naturalny rozwój. Dać poznać mu zapachy, smaki, kolory, widoki i sprawić, aby samo się uczyło poznawać świat.
We francuskim stylu wychowania sporo miejsca zajmuje też surowość wobec dziecka. Nie oznacza to jednak bycia potworem. Ważne jest, aby trzymać się zasad, które postanowiliśmy, bo każde "odpuszczenie" cofa nas o dwa kroki do tyłu.
I co ważne musimy słuchać naszych dzieci. Nawet jeśli jeszcze faktycznie nie mówią to swoim zachowaniem powiedzą nam wszystko jeśli tylko będziemy uważni. To samo dotyczy słuchania tego co mówimy przez dziecko. Ono rozumie i, jest zdolne do racjonalnego myślenia. Więc warto od samego początku uważać co do niego mówimy.

5. Poślij dziecko do żłobka. 

Paryskie maluchy zaczynają swoją przygodę ze żłobkiem już ok 9 m-ca życia. Maja tam nie tylko czas na zabawę i kontakt z innymi dziećmi, ale przede wszystkim uczą się zachowań przy stole, cierpliwości, używania nocnika, przestrzegania zasad itp.

Moje spostrzeżenie: Wśród moich znajomych mam dwójkę dzieci mniej więcej w tym samym wieku (F. - 2 lata i 4 m-ce, M. - 2 lata i 6 m-cy). F. został wystany do żłobka, gdy miał niecały rok, natomiast M. nadal przebywa w domu razem z mamą  na urlopie wychowawczym. Wiem, że każde dziecko rozwija się w swoim własnym tempie, ale różnica między nimi w zachowaniu, w sposobie bycia, przebywając z innymi jest diametralna. Moim zdaniem na pewno jest w tym też zasługa żłobka. Takie spostrzeżenie miałam jeszcze zanim zaczęłam czytać tą książkę, a czytając ją utwierdziłam się w swoim spostrzeżeniu.

To oczywiście tylko niektóre założenia z książki. Jeśli powyższe Was chociaż trochę zainteresowało to na prawdę szczerze polecam tą pozycję do Waszej biblioteczki :-)

pozdrawiam,
diabelnieanielska