poniedziałek, 27 lipca 2015

[ Opowieści Laury - mam już 19 tygodni ! ]


Cześć i czołem :)

w tym tygodniu odbyłam swoje pierwsze wczasy u dziadków :-) Minęły mi jednak bardzo szybko - aż za szybko. Mamusia mówi, że jej też.

Jak już pisałam w poprzednim tygodniu w ubiegłą niedzielę od razu po chrzcinach wraz z mamusią i dziadkami pojechałam na Podlasie, które na cały tydzień ugościło nas pięknym słońcem, upałami i mnóstwem świeżego powietrza. I tak prawie cały poniedziałek i wtorek spędziłyśmy z mamusią w ogrodzie przed domem. Mamusia czytała książkę, gazety a ja spałam i relaksowałam się pod jabłonką. Co widać na poniższym zdjęciu.


Mamusia się bardzo opaliła. Mnie posmarowała od stóp do głów kremem z filtrem a babcia Basia , żeby mnie nie przegrzało w główkę zawiązała mi chusteczkę.

Babcia Basia spędzała ze mną każdą wolną chwilę, bo przez cały tydzień pracowała i była w domku dopiero po 16.00 a dziadek Wiesio jak tylko przechodził gdzieś obok to obowiązkowo ze mną porozmawiał i dał mi buziaka.

W międzyczasie byłyśmy również na zakupach i w odwiedzinach u drugich dziadków, pradziadków, cioć i wujka. Ależ było fajnie :) Lubię jak tak wszyscy obok mnie siedzą i mnie zabawiają. Wtedy nie ma mowy o nudzie! 

W środę mamusia zaprosiła do nas swoją koleżankę z czasów gimnazjum ze swoim synkiem Olkiem, który się urodził 6 dni po mnie. Mamusia z ciocią Kamilą przegadały 2 godziny, bo teoretycznie od czasów gimnazjum nie utrzymywały żadnego kontaktu. Olek chyba nie za bardzo był zainteresowany rozwijaniem swoich umiejętności towarzyskich, nawet na mnie nie spojrzał. Mama się śmiała, że mój pierwszy kolega jest rudy :-) rudy jak rydz :-) mamusia umówiła się z nimi jeszcze na piątek, ale ciocia odwołała ze względu na niezapowiedzianych gości.. Może uda nam się spotkać jak następnym razem przyjedziemy. 

Czwartkowy wieczór spędziłam z mamy znajomymi - z Justyną, Anetą i Sebastianem i wujkiem Mariuszem. Dostałam piękne prezenty i takiego misia:


Wujek Sebastian trzymał mnie na rękach a ciocie bały się, że mogą mi zrobić krzywdę i ograniczyły się do patrzenia na mnie i uśmiechania się :-) Mamusia była szczęśliwa, bo dawno się z nimi nie widziała a ostatnio niestety jej życie towarzyskie troszkę obumarło. No i potem mi powiedziała, że jest przeszczęśliwa, że taka ze mnie radosna i grzeczna dziewczynka. 

Piątkowy dzień miałyśmy bardzo intensywny. Rano poszłyśmy z mamusią na miejski ryneczek, gdzie dziadek sprzedaje miód ze swojej pasieki. Pochodziłyśmy troszkę przeglądając stragany. Zaczepiali nas obcy ludzie i mówili, że jestem śliczna :-) 
Potem ruszyliśmy do babci Ali i reszty rodzinki w odwiedziny. Babcię minęliśmy po drodze, ale to nic, bo potem do nas dołączyła a w międzyczasie zabawiały mnie obie cioteczki :) Niestety szybko musiałyśmy uciekać do domku, bo dziadek potrzebował pomocy mamusi. Po drodze wstąpiłyśmy jeszcze na chwilkę do babci Basi do pracy, gdzie też wszyscy się mną zachwycali :) ja to mam życie, co nie?
Po południu razem z babcią Basią pojechałyśmy do pradziadków. Prababcia i pradziadek bardzo się ucieszyli jak mnie zobaczyli. Powiedzieli, że bardzo się zmieniłam. Pradziadek Kazik grał na nosie i dużo ze mną rozmawiał. Mama nawet nagrała filmik, żeby mi kiedyś pokazać ;-) I nawet wujek-dziadek Tomek mnie trzymał przez chwilkę na swoich rękach. 
Po wizycie u pradziadków znów pojechałyśmy do babci Ali, ale niestety ciocie gdzieś wyszły i po prostu posiedziałyśmy z babcią na balkonie przy ciasteczkach i herbatce. Ja w tym czasie zjadłam swoje mleczko i poszłam spać. Uff to był intensywny dzień. A późno w nocy jak już spałam przyjechał tatuś z ciocią Kasią :-)

Z tatusiem zobaczyłam się dopiero rano, bo nie chcieli mnie budzić wcześniej. Tatuś jak tylko obudziłam się około 5 rano to wyskoczył z łóżka i chwycił mnie do tulenia. Strasznie się za nim stęskniłam. Pokazałam mu wszystko czego się nauczyłam w tym tygodniu i był zachwycony. I pierwsze co powiedział to, że urósł mi łepek. 

W sobotę razem ze znajomymi rodziców - Olą i Piotrkiem i ich dziećmi - prawie 3 letnim Franiem i ponadrocznym Olkiem pojechaliśmy nad staw do Białegostoku. Plaża była pełna ludzi, żar lał się z nieba. Usiedliśmy sobie na kocach w cieniu i spędziliśmy bardzo przyjemnie czas. Mamusia z tatusiem nawet się troszkę kąpali w stawie. Było tam na prawdę pięknie. Potem pojechaliśmy na obiad i koło 18.00 pojechaliśmy jeszcze do tych znajomych którzy z nami byli nad stawem posiedzieć na podwórku dopóki nie przyszła ulewa. 

Niedziela minęła nam na powrocie do Warszawy. Rano po śniadaniu od jednych dziadków pojechaliśmy na obiad u drugich. Wszyscy mnie wyściskali, bawili się ze mną i mówili jak bardzo będą tęsknić za mną. Ja też będę!

A podsumowując cały tydzień to już dawno nie spędziłam tyle czasu na podwórku. Oddychałam świeżym powietrzem, słuchałam jak śpiewają ptaszki, dużo spałam. Nawet spałam jak mama kosiła trawę :) 
Podczas kilku kąpieli miałam też pełną swobodę w rozchlapywaniu nóżkami wody. Wszyscy się cieszyli, że taka ze mnie rybka. Po mojej kąpieli można było pływać po podłodze. Pierwsze dwie kąpiele trochę płakałam, bo zawsze to tatuś mnie kąpie i się trochę przestraszyłam, ale potem już było ok.
Nauczyłam się też w tym tygodniu przewracać szybciutko na brzuszek. Wcześniej robiłam to wolniej, ale teraz już doszłam do wprawy i robię to raz-dwa. Często tak szybko, że mama nie zdąży się odwrócić a ja już fiknę. Nauczyłam się też spać na brzuszku. 
Do tego powoli zaczynam "raczkować". Mama pewnego razu zostawiła mnie na kocyku w salonie a po kilku minutach znalazła mnie przy komodzie metr dalej. Wujek Mariusz śmiał się, że pewnie jakiś pająk mnie tam przeciągnął. Co prawda moje raczkowanie jest bardzo niezdarne, bo nie bardzo wiem jak operować rączkami, ale powoli załapię jak to się robi. Na razie odpycham się mocno nóżkami i mama się cieszy, że tylko kuperek wystawiam do świata. 
No i w sobotę odkryłam na całego moje stópki. Gryzę, gryzę, gryzę. Zresztą sami zobaczcie.


Buziaki,
Laurka