piątek, 24 lipca 2015

[ Opowieści Laury - mam już 18 tygodni ! ]

Tym razem troszkę z opóźnieniem, ale lepiej późno niż wcale :-) opowieści zostały napisane w środę jednak ze względu na burzę i chwilowy brak internetu wysyłam dziś :) miłego czytania!



Dziś nadajemy z Podlasia. Jesteśmy z mamusią na wczasach u dziadków :-) za oknem własnie burza chociaż jest dopiero 11.00 godzina. Ale do rzeczy... :-)

Ten tydzień był wyjątkowy. Przez cały tydzień rodzice szykowali się na moje święto. Mianowicie w tym tygodniu odbył się mój Chrzest Święty.

Tak na prawdę z tych emocji nie pamiętam czy coś poza tym się działo. Mamusia przez cały tydzień przeżywała czy wszystko się uda tak jak ma się udać, jaka będzie pogoda i czy wszystkim uda się dotrzeć na czas. 

Mój ojciec chrzestny - Adam przyjechał już w sobotę. Wcześniej rodzice wysprzątali całe mieszkanie na przyjęcie gości. Tatuś trochę pomarudził i powiedział, że gdyby wiedział, że tyle czasu to zajmie to by wynajął osobę do sprzątania. Taki trochę leniuszek z tego tatusia :-) Hehe

Wujek przyjechał i miałam nową osobę do zabawy. Z mamusią i tatusiem też jest fajnie, ale cieszę się jak mam również inne towarzystwo. 

Nocy przed chrzcinami mamusia nie przespała. Trochę się denerwowała i mówiła, że spała może ze 2 godziny. Tatuś za to spał w najlepsze.

Rano chwilę po 09:00 przyjechali babcia Basia, dziadek Wiesio, ciocia chrzestna Kasia i wujek Mariusz. Ciocia przywiozła mój prezent - śliczną sukienkę, buciki, skarpeteczki. Wujek wparadował do mieszkania z duuuuużym zapakowanym prezentem, który okazał się fotelikiem do karmienia. A od dziadków dostałam piękną, złotą bransoletkę. Oczywiście muszę trochę podrosnąć zanim będę ją nosiła. 

Od razu jak przyjechali goście to mamusia z ciocią zaczęły mnie ubierać. Miałyśmy we trzy dylemat czy mam założyć skarpetki czy rajstopki, bo zapowiadał się ciepły dzień chociaż rano był deszcz. Mamusia pozostawiła mi ten wybór. Pokazała w jednej ręce skarpetki, w drugiej rajstopki i zapytała mnie co chciałabym założyć - chwyciłam za skarpetki :-) Rajstopki i tak okazały się potem troszkę za duże.

Mama powiedziała, że  "jak zwykle" wszystko zadziało się na ostatnią chwilę i od razu po ubraniu mnie wyszliśmy z mieszkania. Mama zaczęła panikować "jak zwykle", że już jesteśmy spóźnieni, ale okazało się że zajechaliśmy do Kościoła na styk. 

O 10:45 spotkaliśmy się w zakrystii z księdzem u którego tatuś, ciocia i wujek podpisali dokumenty. A potem zajęliśmy miejsce w Kościele w pierwszej ławce. Oprócz mnie chrzczono jeszcze inną dziewczynkę i dwóch chłopców. 

Cała ceremonia była piękna :-) Jak ksiądz polewał mi główkę to nie płakałam wcale a mamusia za to miała oczy pełne łez. Strasznie się wzruszyła :-) Przez całą mszę jadłam swoją rączkę a pod sam koniec zasnęłam u tatusia na klacie :-) Mama potem opowiadała wszystkim jak słodko wyglądałam. Jak msza się skończyła, to zrobiliśmy parę zdjęć w kościele i kilka na zewnątrz. Usiadłam na ławeczce jak prawdziwa młoda dama ;-)


ups. chyba muszę trochę potrenować noszenie sukienek ;)

W międzyczasie tatuś poszedł jeszcze raz do księdza, bo zapomnieliśmy wyjąć prezenty do poświęcenia - od wujka Adama prześliczny złoty wisiorek z Maryją, obrazek od babci Ali i dziadka Wiesia i wizerunek Maryi, który mama i tata dostali od rodziców mamusi jak się wprowadzili do nowego mieszkania, a który będzie prawdopodobnie wisiał nad moim łóżeczkiem. 

Po całym zamieszaniu pod kościołem pojechaliśmy wszyscy do restauracji na obiad. Dzień, pomimo porannego deszczu okazał się bardzo upalny. Wręcz nie było czym oddychać. Na sali, w której siedzieliśmy okazało się, że nie ma klimatyzacji. Ale to był jeden jedyny minus. Cała reszta udała się na prawdę wyśmienicie. Pyszne jedzenie, pięknie podane, dobry i ładny tort no i oczywiście wspaniali goście. Było ich aż 13. Bawiłam z każdym po kolei i cały czas się śmiałam :-) Imprezę skończyliśmy po 17.00. Potem pojechaliśmy jeszcze do nas do mieszkanka, bo mamusia musiała spakować nas na wczasy. Plan był taki, żeby od razu z dziadkami pojechać na podlasie. Całą trzy godzinną drogę była burza. Ja ją jednak całą przespałam :-)

Tatuś został w Warszawie. Strasznie z mamusią za nim tęsknimy, ale już w piątek do nas dołączy i jeśli pogoda dopisze to weekend spędzimy nad jeziorem :-) 

Jeszcze raz na koniec napiszę, że jestem bardzo szczęśliwa :-) cieszę się, że tyle osób chciało ze mną być w tym ważnym dniu.

Dziękuję!

Buziaki,
Laura