środa, 1 lipca 2015

[ Opowieści Laury - mam już 15 tygodni ! ]



Cześć :-)

w tym tygodniu sporo się wydarzyło. Zacznę od tego, że w poniedziałek 22.06 byłam na kolejnych szczepieniach. Sama wizyta u pediatry poprzedzająca szczepienie poszła bardzo dobrze. Jestem już prawie 6-cio kilogramową dziewczynką. Ładnie przybieram na wadze i cały czas pięknie się rozwijam. Na szczepieniu oczywiście płakałam. No bo jak nie płakać jak mnie kłują igłą w nóżkę? Każdy by płakał. 

We wtorek obchodziliśmy dzień tatusia :-) mój kochany tatuś miał swoje święto. Z mamusią wpadłyśmy na pomysł, żeby zrobić mu laurkę (hehe ja jestem Laurka i zrobiłyśmy laurkę ;-)). Nawet sprawnie nam poszło :-) Laurka przedstawia motylka zrobionego z moich stópek. Przyznam Wam się, że mama znalazła inspirację w internecie a ja od razu podłapałam pomysł. Zresztą sami zobaczcie :)

Tatuś był przeszczęsliwy!

Do tego mama upichciła pyszny obiad. Tata wiele razy prosił, żeby mama zrobiła coś z wołowiną, ale po jednej nieudanej próbie nie chciała się więcej bawić w gotowanie akurat tego mięsa. I tak przyszła dobra okazja i mamusia (oczywiście z moją pomocą) ugotowała francuskie danie Boeuf Bourguignon z TEGO przepisu. Wyszło pyszne. Tacie aż się uszy trząchały jak wcinał :-)

W tym tygodniu mamusia zaczęła bawić się w perfekcyjną panią domu i zrobiła zapas dżemów truskawkowych i truskawkowo-bananowych na zimę :) dżemy na bazie owoców i odrobiny cukru są super i może nawet ja będę mogła troszkę ich spróbować jak będę większa. 

W środę odwiedziła nas ciocia Gosia, ciocia Sandra i wujek Przemek. Dostałam w prezencie śliczny kocyk :) ten dzień nie należał do najlepszych. Byłam strasznie marudna od rana do wieczora i nie pozwoliłam mamie za bardzo odpocząć. Aż dziwne, że udało jej się przygotować gościnę, bo jak tylko mnie odkładała to zaczynałam marudzić i płakać. Ale moja mamusia jest strasznie obrotna i ze wszystkim sobie poradziła. Mama mówi, że to pewnie skutek uboczny szczepienia, bo to nie możliwe, żebym była aż taką niegrzeczną dziewczynką :) myślę, że ma rację!

W piątek poszłyśmy z mamusią na spacer do parku. Świeciło trochę słoneczko, więc mama wpadła na pomysł, żeby wziąć kocyk i poleżeć na trawie. Mama poczytała sobie książkę, ja zdrzemnęłam się. Musiałyśmy po godzinie się już zbierać, bo zrobiło się trochę chłodno i momentalnie się zachmurzyło. Pokropił nawet deszczyk. Mimo wszystko było fajnie i mama obiecała, że jak się zrobi cieplej to będziemy chodzić do parku częściej.

Sobotę rozpoczęliśmy od kolejnych zajęć rehabilitacyjnych. Tatuś praktycznie na wejściu dostał burę od Pani rehabilitantki za to, że nie rozbiera mnie w sposób w jaki Pani pokazywała tydzień temu :) Potem było już fajnie. Przez całe pół godziny ćwiczyłam grzecznie z Panią. Mamusia z tatusiem się przyglądali. 
Jako że mama dużo ze mną ćwiczyła w domku to Pani powiedziała, że już widać, że zrobiłam spore postępy. Czuła, że moje mięśnie są już bardziej rozluźnione i lepiej współpracuję. Bardzo nas to ucieszyło. Przed nami jeszcze 4 wizyty. Ciekawe czy uda nam się zminimalizować moją asymetrię. 

Po rehabilitacji dalsza część soboty była bardzo przyjemna. Pojechaliśmy z rodzicami do wujka Konrada do Kobyłki. Wujek ma dom z ogrodem. Rodzice z wujkiem zrobili sobie grilla a ja leżałam na kocyku lub w wózeczku i delektowałam się świeżym powietrzem. Było super! I dostałam mega prezent od wujka w postaci kaczuszek do kąpieli - jedna duża mama-kaczka i 3 kaczuszki-dzieci. Już się nie mogę doczekać jak będę mogła się z nimi pluskać w wannie.

W niedzielę od razu po przebudzeniu i pierwszym śniadaniu ruszyliśmy z rodzicami na podlasie do dziadków. Przeważnie jak jeździliśmy to jechaliśmy wieczorem i potem jak przespałam noc mogłam od rana ruszyć do zabawy z dziadkami, ciociami i wujkami. A teraz przez tą zmianę godziny wyjazdu na poranną trochę pokręcił mi się harmonogram mojego dnia. Co prawda przespałam całą drogę i nawet nie zatrzymywaliśmy się na jedzonko, ale potem jak już zajechaliśmy to przez cały dzień byłam marudna i płaczliwa. Trochę się w międzyczasie bawiłam ze wszystkimi a wieczorem babcia, dziadek i mamusia mnie wykąpali. Tatuś w tym czasie zorganizował rodzinnego grilla i jak już leżałam w łóżeczku to mama też na niego dołączyła. Co prawda mama odłożyła mnie do łóżeczka jak zwykle z nadzieją, że za chwilę zasnę. Co to to nie. Ja miałabym spać jak w ogrodzie jest impreza? :-) Nie w głowie mi było spanie. I takim sposobem jeszcze trochę sobie poszalałam w łóżeczku :) Ale jak usnęłam to mama musiała mnie specjalnie budzić na karmienie, bo nie wzięła laktatora a przepełnione mleczko dawało mamie o sobie znać. W poniedziałek musieliśmy już wracać do domku, ale wyjeżdżając dostałam jeszcze grzechotkę od babci :) 

A co nowego w moim rozwoju? Pięknie łączę już rączki, chwytam przedmioty, dotykam rzeczy trochę bardziej świadomie. Co złapię to próbuję zjeść. Przewracam się też namiętnie na boczki i w poniedziałek udało mi się prawie ugryźć moją stopę :-) Leżąc na brzuszku ładnie trzymam główkę, uczę się przewracania z brzuszka na boczki. Nadal jestem strasznym wesołkiem i dużo rozmawiam. Jak mamusia rano zagląda do mojego łóżeczka po nocy to od razu wysyłam jej duży uśmiech a ona mówi "Dzień dobry kochanie/myszko/żabciu, jak się spało?", bierze mnie na ręce i dodaje, że bardzo mnie kocha :-) Uwielbiam też popołudniowe zabawy z tatusiem, dużo wtedy rozmawiamy i się śmiejemy :-)

Ostatnie tygodnie minęły nam na czytaniu Baśni braci Grimm. Mama czytała mi w ciągu dnia, a czasem wieczorem po kąpieli jak jadłam kolację. Takim oto sposobem skończyłyśmy już czytać wszystkie baśnie z tej książeczki i mama wpadła na pomysł, żeby poszukać pudła ze starymi książeczkami z jej młodości u dziadków. Ale była uradowana jak się okazało, że kilka książeczek się zachowało. Wzięła je ze sobą do Warszawy. Nie musiałam nawet długo czekać i już w drodze powrotnej z podlasia do domku przeczytała mi o sójce co się wybierała za morze i o dziewczynce co miała w domu stworzenie, które się nazywało Samosię. Cała reszta czeka na swoją kolej :-)

A Wy? Czytacie swoim pociechom książeczki z Waszej młodości?

całuję,
Laurka