piątek, 19 grudnia 2014

[ fałszywe alarmy dostarczają emocji ]

Pisałam w ostatnim poście o tym, że dziś byłam umówiona do lekarza na wizytę w celu potwierdzenia diagnozy Pani Doktor z wtorkowej wizyty jakoby skracała mi się szyjka i że mam leżeć plackiem i nie przemęczać się. 

Zatem przez ostatnie 2 dni leżałam plackiem z poduszką pod pupą co by mieć ją wyżej. Podobno wtedy dzidziuś nie napiera do wyjścia. Bardziej też wsłuchiwałam się w swoje ciało, ale na niewiele się to zdało, bo gdy tylko pobolewały mnie jajniki albo twardniał brzuch zaczynałam panikować.

Stosowałam również inne nowatorskie metody hamowania mojego maleństwa do wyskoku z brzucha jak opowiadanie z mężem bajek pod chwytliwymi tytułami "O Księżniczce czekającej na wyjście z domku", "O Księżniczce mieszkającej w pięknych komnatach przez 9 miesięcy" czy "Bajka o nie spieszeniu się" :-) Myślę, że nawet jeśli córcia ich zbyt dokładnie nie słuchała to my mieliśmy ubaw po pachy :-)

No nic. Pojechałam dziś na wizytę do mojego nielubianego lekarza. Niechętnie mnie zbadał i był jakby obrażony za to, że z niego zrezygnowałam na rzecz innego lekarza. Z łaską mnie zbadał i stwierdził, że wszystko według niego jest ok i nie widzi żadnej skróconej szyjki a serduszko dziecka bije prawidłowo. Wypisał mi skierowanie na cito na usg w celu upewnienia się bardziej szczegółowo jak to z tą szyjką jest. Na szczęście udało mi się umówić wizytę w tym samym dniu. Na usg Pani Doktor sprawdziła dokładnie szyjkę i zrobiła też ogólne badanie maleństwa. Przy bijącym serduszku znów mnie strasznie zestresowała mówiąc:
- Serce prawidłowe, bicie serca <tu chwila zawahania>... dziecko z arytmią.
- Jak to z arytmią? Wszystko było dotychczas prawidłowe...<ja już w panice>
- A no tak, przepraszam, maleństwo po prostu ma czkawkę i mi obraz zakłóciło...
No żesz ty doktorko!

Badanie ok. Wszystko prawidłowe. Córeczka moja najsłodsza to już cały kilogram do kochania! Taka z niej panna wielgachna już. No i już zabrała nóżki i nie puka się nóżkami w czółko :-)

Jak widać moje maleństwo od prawie że poczęcia dostarcza mi stopniowo stresów. Moja mama się śmieje, że lepiej od razu zacząć się przyzwyczajać, bo potem już będzie tylko gorzej :-)

Pozdrawiam,
diabelnieanielska