wtorek, 3 marca 2015

[ krótki update ]

Dziś odbyłam (mam nadzieję) ostatnią wizytę lekarską. Czekam jeszcze na wyniki badania z bakterii paciorkowca typu B i to będzie na tyle. Jeśli się do terminu wyznaczonego porodu nic samoistnie nie zadzieje to mam się 17.03 zgłosić na Izbę Przyjęć szpitala który wybrałam na dalsze działania. 

Co do wizyty to Laurka już gotowa na wyjście :) Mogę przestać się oszczędzać. Pani doktor dała zielone światło na jak to mówi Cejrowski - pinga pinga :) Problem polega na tym, że mój mąż i ja trochę też, mamy obawy, bo przecież to trochę nieswojo będzie tak uderzać córcię w głowę :P więc nie wiem czy się przypadkiem i tak nie wstrzymamy a ja wykorzystam pozostałe naturalne sposoby typu schody, mycie okien, zakupy itd :)

Od dwóch dni znów mam skurcze przepowiadające i zaczynam nastawiać się, że może do końca tygodnia córcia do nas zawita :) Mężowi oczywiście nie po myśli bo wczoraj uznał, że jak się córcia urodzi przed dniem kobiet to jeszcze dwa prezenty będzie musiał kupić i mówi cały czas do brzuszka, żeby się wstrzymała do następnego tygodnia :P

Cały weekend mieliśmy gości, bo odwiedzili nas moi rodzice. Więc od piątku wieczorem do niedzielnego popołudnia sporo się działo. Jak tylko wyszli i położyłam się na chwilę to rozłożyło mnie całkowicie. Czułam się jakby łapała mnie gigantyczna grypa. W kościach mnie łamało i mąż ledwo mnie dobudził koło północy. Na śpiąco wzięłam prysznic, a potem jak ostatnio nigdy przespałam całą noc. Rano ledwo się dobudziłam, ogarnęłam się szybko i znów przespałam pół dnia. Albo organizm odreagowywał weekend albo zbiera siły na poród :-)

Przy okazji zrobiłam dziś zakupy. Najpierw udało mi się dorwać kombinezon dla Laury na wyjście ze szpitala z promocji z 129 zł na 29,99 zł. Potem kupiłam sobie parę rzeczy w Pepco :) A zaraz wybieram się na pocięcie końcówek do fryzjera. 

No nic. Biegnę, bo się spóźnię.
Buziaki!