środa, 12 listopada 2014

[ z nowiną do świata ]

Nie chcieliśmy z mężem czekać aż do 3-go miesiąca z przekazaniem rodzinie tej wspaniałej informacji o nowym członku rodziny. Jednak o tym za chwilę.

Jako pierwsze dowiedziały się moje najbliższe koleżanki w pracy. Było to niestety lekko wymuszone, ponieważ gdy dowiedziałam się o ciąży miałam biec w Biegu Powstania Warszawskiego z dwoma koleżankami z pracy właśnie. Poszłam nawet odebrać pakiet startowy jednak lekarz wybił mi z głowy udział w przedsięwzięciu. Co prawda czułam się na początku bardzo dobrze i lekarz powiedział, że oczywiście mogłabym przebiec nawet i dwa takie biegi, ale czy jest sens? W sumie miał rację. Niedługo potem zaczęło się gorsze samopoczucie, więc utwierdziłam się w tym, że była to bardzo dobra decyzja. 
Anyway. Koleżanki w pracy ucieszyły się, wyściskały mnie, bo od dawna wiedziały, że nasze maleństwo było planowane. Trochę się tylko zasmuciły, bo w obecnej sytuacji w mojej firmie (zwolnienia grupowe) zablokowałam etat, więc zmniejsza to szanse innych osób w moim dziale na utrzymanie swojego stanowiska. Ale o tym kiedy indziej.

Najbliższa rodzina musiała chwilę poczekać na swoją kolej, bo mój tata po niedawno przebytym zawale przebywał w sanatorium. Czekaliśmy na jego powrót do domu, aby oznajmić wieści. 

W ogóle jest to całkiem ciekawa opowieść. Otóż w mojej rodzinie rodzice od kilku lat życzyli sobie w święta wnuka. Naciskali, że chcieliby już być dziadkami. Na początku było to zabawne, jednak po 4 latach zaczęło denerwować, bo niestety ja jako jedyna miałam do tej opcji najbliżej. Moje rodzeństwo (brat - 2 lata starszy oraz siostra - 4 lata starsza) nie mieli żadnych perspektyw, aby cokolwiek miało się wydarzyć a co więcej nie mieli nawet wtedy partnerów. W końcu po kolejnych życzeniach przeprowadziliśmy z rodzicami rozmowę, aby zaprzestali w końcu naciskać. Nawet się zastosowali. 
Dlatego gdy pojechaliśmy z mężem do naszej rodzinnej miejscowości ogłosić dobre wieści wiedzieliśmy, że będzie to bardzo radosna i wyczekiwana nowina. 

Najpierw powiedzieliśmy rodzinie męża. Kupiliśmy w tym celu ramki na zdjęcia, ładnie je zapakowaliśmy i w niedzielę ruszyliśmy do moich teściów z nowiną. Teściowa rozpakowała prezent, trochę się zmieszała, a gdy powiedzieliśmy, że prezent jest do wykorzystania w marcu, gdy pojawi się wnuk na jego pierwsze zdjęcia strasznie się ucieszyli. Teściowa nawet powiedziała, że coś ją tknęło jak ostatnio sprzątała strych i znalazła stare ubranka po swoich dzieciach i zamiast je wyrzucić to je uprała i schowała dla przyszłego wnuka. Potem dowiedziała się reszta rodziny męża tj. dziadkowie, rodzeństwo. jego brat - przyszły lekarz od razu przeprowadził ze mną wywiad :-) a co! niech się uczy na żywym przykładzie ;-)

Następnego dnia ruszyliśmy odebrać mojego tatę z sanatorium. Niestety ze względu na to, że już wtedy męczyły mnie poranne mdłości było mi strasznie ciężko się ukrywać. Moja mama jest dość czujna. Jako, że mieliśmy do przejechania 130 km a jechaliśmy przez tereny masowo osiedlone przez polskie bociany mieliśmy spory ubaw z moją mamą, która "wierzy" że dzieci przynoszą bociany. Co chwilę gdy zobaczyła bociana krzyczała żeby otworzyć okno bo może coś nam podrzuci itd. Mąż ją starał się zbijać z tropu mówiąc że my jeszcze nie planujemy, że czekamy aż moje rodzeństwo będzie pierwsze itd. Dlatego gdy już po powrocie do domu z tatą w komplecie daliśmy im zapakowaną ramkę na zdjęcia i dowiedzieli się, że zostaną dziadkami tata uronił łzę szczęścia a mama z uśmiechem od ucha do ucha stała i nie wiedziała co powiedzieć :-)

Potem jeszcze dowiedziało się moje rodzeństwo.

Podsumowując: przez ostatni czas, gdy staraliśmy się o dziecko myślałam jak to będzie gdy im powiemy, czy się ucieszą, jak zareagują itd. Było to dla mnie duże przeżycie, bo będzie to w naszych rodzinach pierwszy wnuk. Wyczekany wnuk? Czy wnuczka?

Jeszcze wtedy nie było wiadomo, ale przez nas został nazwany MŁODYM :-)