czwartek, 1 października 2015

[ Opowieści Laury - mam już 28 tygodni ! ]



Hejka kochani,

zacznę od tego, że w ubiegłym tygodniu zapomniałam napisać o wizycie cioci Sandry :) ciocia przyjechała na kawę do mamusi i w odwiedziny do mnie. Mama z ciocią rozmawiały ponad 2 godziny, potem ciocia poszła a ja zjadłam pyszny obiadek.

Ok a co wydarzyło się w tym tygodniu?

W poniedziałek odwiedził nas kolega taty z byłej pracy i jego żona. Ciocia Aga cały czas za mną ganiała :) Niestety zaliczyłam tego wieczoru wielką wywrotkę. Próbowałam tak szybko poraczkować do przodu, że nie nadążyłam z rączkami i upadłam na buzię. No i nawet rodzice siedzący obok mnie nie zdążyli mnie złapać. Płakałam jak jeszcze nigdy. Aż się rodzice przestraszyli. 

Nie ma co ukrywać, ale odkąd raczkuję na całego i zaczynam stawać, to przewracam się porządnie minimum raz dziennie. Nawet na zdjęciu widać obitą głowę :) Mamusia rozłożyła w salonie koc żeby trochę amortyzował, ale i tak średnio to coś daje bo ja akurat idę tam, gdzie koca nie ma :) Mamusia w niedzielę kupiła mi takie piankowe puzzle na podłogę, więc może w następnym tygodniu przyjdą. :)

We wtorek mieliśmy intensywny dzień. Przede wszystkim rano poszłam z mamusią oddać krew do badań. Jako, że w piątek miałam kolejną wizytę u mojej Pani doktor to musiałam oddać krew. Mamusia myślała, że jak pojedziemy do Enel-med-u to będziemy miały badania za darmo, więc pojechałyśmy do Atrium i okazało się, że nie przyjmują tam takich malutkich dzieci jak ja. Mama się zdenerwowała na siebie, bo mogła zadzwonić i się dokładniej dowiedzieć. Jak rozmawiała z konsultantką przez telefon to ta powiedziała, że można takie badania wykonać, ale już nie powiedziała, że tylko w niektórych placówkach. Takim oto sposobem zrobiłyśmy sobie wycieczkę. Musiałyśmy na wykonanie badań cofnąć się do naszej przychodni, która jest po drugiej stronie ulicy :) No i mama musiała zapłacić 130 zł. 

Samo pobieranie krwi poszło lepiej niż ostatnim razem. Też oczywiście płakałam, ale krew leciała bez problemu i poszło o wiele szybciej. Mamusia potem zabrała mnie na spacer po sklepach. Najpierw Biedronka a potem Fresh. Mamusia miała na celu kupienie prezentu dla Tatusia, bo we wtorek obchodził imieniny. Prezent został zakupiony. Ode mnie również :) 

Jak zaszłyśmy do domku, to mamusia zaczęła szykować Lasagne na kolację, bo poza moim oddaniem krwi i imieninami tatusia mama powiedziała, że obchodzą również trzecią rocznicę swojego ślubu ;) Wieczorem tatuś mi wytłumaczył, że to duże wydarzenie, bo bez tego i mnie by nie było. Więc dałam rodzicom trochę wytchnienia i byłam bardzo grzeczna. 

W środę mamusia próbowała mnie nakarmić metodą BLW (tu więcej o tej metodzie). Niestety skończyło się zakrztuszeniem i mamusia zrezygnowała. Na szczęście powiedziała, że spróbujemy znów za jakiś czas :-)

W piątek jak już wspomniałam wcześniej miałam kolejną wizytę u pediatry. Ważę już 6945 g (10c) i mierzę 68 cm (50c). Na badaniu byłam grzeczna chociaż jak się okazało, że znowu będą mnie kuć na pneumokoki to nie było kolorowo. Ale jakoś przeżyłam :-) Pani doktor powiedziała, że nadal trochę za mało ważę, ale co ja mam poradzić jak dużo jem ale tyle się ruszam, że szybko to spalam ? :)

Moje noce ostatnio bywają nieprzespane. A jak moje to i mamusi. Tata często śpi w najlepsze i wstaje do mnie dopiero nad ranem dając mamusi trochę wytchnienia. Budzę się ostatnio z płaczem i to bardzo często. Bywało, że budziłam się nawet co pół godziny, przez co mamusia potem cały dzień chodziła jak zombie. Na szczęście ten problem mamy już za sobą, ale o tym napiszę w następnym tygodniu.

Umiem już siadać bez podparcia. Robię to uważnie, tak żeby się nie przewrócić, ale mimo wszystko czasem jak mocniej zawieje to się przewracam i płaczę. 

Nadal również przeszkadzam mamusi w ćwiczeniu :) to znaczy mama uważa że przeszkadzam, ale ja po prostu daję jej trochę dopingu i powodu do ruszania się, bo między ćwiczeniami musi jeszcze mnie paręnaście razy przekładać z miejsca na miejsce albo ganiać mnie po mieszkaniu bo uciekam :)

No i właśnie dzięki moim ucieczkom mama wpadła na pomysł, żeby zagrodzić mi przejście z salonu do przedpokoju. Cwana ta mama. Ale ja już coś wykombinuję!

A w sobotę przyjechali babcia Basia i dziadek Wiesio. Ależ była zabawa! Cały czas skakałam, fikałam, biegałam na czworakach, stawałam. A potem za to spałam jak zabita ;) W niedzielę były urodziny babci. Babcia prosto z łóżeczka przechwyciła mnie do siebie do łóżka i od rana było dużo przytulasków. Po śniadaniu daliśmy babci prezent, zjedliśmy po kawałku ciasta i poszliśmy z mamusią i dziadkami na spacer do ulubionego Parku im. Powstańców Warszawy. Potem wróciliśmy na obiadek do domu i dziadkowie musieli już jechać :-( Mamusia za to powiedziała, że może w najbliższym czasie pojedziemy znów na tydzień na Podlasie :)

To chyba tyle w tym tygodniu.

Kocham mocno, 
Laura