środa, 21 października 2015

[ Opowieści Laury - mam już 31 tygodni ! ]



Cześć Kochani

cały tydzień u dziadków! tyle miałyśmy z mamusią planów, że po naszych krótkich wczasach wróciłyśmy bardziej zmęczone niż wypoczęte :P

ale po kolei.

Poniedziałek rozpoczęłyśmy spacerem na zakupy. Zaszłyśmy z mamusią po drodze zanieść moje zdjęcia do wywołania. Mamusia planuje zrobić duży album z tylko moimi zdjęciami, więc od dawna już segreguje zdjęcia do druku. W końcu udało nam się je zanieść. Do tego mama u fotografa wypatrzyła w końcu ramkę która jej się spodobała na serduszko z mojego pokoju, które stworzone jest z mojego imienia, daty porodu, wagi i wielu innych określających mnie słów. Na razie mamy je w ramce w wymiarze 10 cm x 15 cm ale mamusia chce powiesić je w dużym rozmiarze na jednej ze ścian mojego pokoju. 

Potem skoczyłyśmy do Pepco. Mama chciała kupić mi ciepłe rzeczy, bo tak się ochłodziło z dnia na dzień, że skończyłam z jesienną kurteczką w mojej szafie i brakiem cieplejszych ubrań. Kupiłyśmy kombinezon jednak okazało się po powrocie do domku, że jednak będzie za mały i musiałyśmy go oddać. Nic jednak straconego, bo w środę udało nam się kupić inny. Doczekałam się też cieplejszych spodni, czapki i rękawiczek :) teraz musimy jeszcze upolować jakiś szaliczek. 

We wtorek babcia Basia wzięła w pracy wolne i razem z mamusią szalały w kuchni przygotowując buraczki do słoików na zimę. Część nawet będzie dla mnie, bo są bez przypraw. Babcia nawet pozwoliła mi się bawić reklamówką z nakrętkami do słoików. Narobiłam hałasu co nie miara ale nowa zabawa bardzo mi się podobała. No i przede wszystkim muszę przyznać że bardzo lubię buraczki :)

Koło 14 przyjechała do nas ciocia Ania. Bawiła się ze mną na wydzielonej do zabawy strefie :) Babcia Basia przygotowała mi wszystko tak, żebym nie zrobiła sobie krzywdy. Mimo wszystko mi i tak najbardziej podobają się strefy zakazane czyli na przykład wspinanie się na ławę w salonie i wchodzenie pod nią :) 
Pod wieczór jak już ciocia Ania się zbierała przyszła babcia Ala. Tak więc przez cały dzień miałam fajne towarzystwo do zabawy. Babcia została aż do kolacji :)

W środę odebrałyśmy z mamusią zdjęcia idąc do Babci Ali. I cały dzień spędziłam na zabawie z ciocią Agatą, ciocią Anią i babcią. Nawet na chwilę miałam innych gości, bo przyszła ciocia-babcia Basia z ciocią Kasią i ciocia babcia Bożena, która przyniosła kilka ubrań, które niestety są jeszcze na mnie za duże :) 
wszyscy nie mogą wyjść z podziwu jak ładnie już staję, rozmawiam "po swojemu" i szybko raczkuję. 
Pod wieczór przyjechał po nas dziadek Wiesiek i w domku nadal miałam mnóstwo zabawy. 

W ogóle to dziadkowie pożyczyli specjalnie na mój przyjazd fotelik do karmienia i kojec turystyczny w którym spałam. W ciągu dnia siedziałam w foteliku lub łóżeczku wiklinowym i się bawiłam. Nauczyłam się spacerować wokół łóżeczka i umiem już siadać bez upadku i schylać się po zabawki trzymając się jedną rączką barierki. Całkiem nieźle mi to idzie. Oczywiście parę razy się przewróciłam, ale jak to powtarza mamusia "jak się nie przewrócę to się nie nauczę". A teraz już umiem ładnie siadać i zanim pacnę dupcią do dołu to oceniam sytuację i jestem bardzo uważna w tym co robię.

W czwartek rano wybrałyśmy się z mamusią na zakupy, bo po południu odwiedziły mnie ciocia Ada i ciocia Ewa. Wracając ze sklepu zasnęłam, a że była bardzo ładna pogoda i świeciło słoneczko to mamusia posiedziała sobie na bujanej ławce na podwórku jak spałam. Wiatr szumiał, ptaszki ćwierkały a woda w oczku wodnym dziadka przyjemnie pluskała. Super mi się spało.
Potem mamusia zrobiła ciasto marchewkowe a babcia zrobiła sałatkę i upiekła zapiekankę brokułową. Ciocie były mną zachwycone :) skakałam strasznie z radości i bawiłam się z cioteczkami. Pufy, które babcia Basia postawiła jako ochronę przed przechodzeniem z placu zabaw na stronę mieszkaniową na nic się nie zdały, bo właśnie podczas wizyty moich cioć nauczyłam się na nie wdrapywać :) Dostałam też w prezencie kołderkę na chłodniejsze, zimowe noce :) Musimy jeszcze z mamusią kupić poszewkę na nią :)

A w piątek byłyśmy z mamusią umówione na wizytę u mamy koleżanki ze szkoły podstawowej - Kamili i jej synka Olka. One były w gościach u nas poprzednio jak byliśmy na Podlasiu po chrzcinach, więc teraz my odwiedziłyśmy ciocię i Olka w ich domu. Mamusia kupiła Olkowi super ciuszki na prezent a ja dostałam sensoryczną książeczkę, którą od razu polubiłam.
Olek chociaż jest ode mnie 6 dni młodszy jeszcze nie raczkuje i nie siedzi. Przeważnie leżał w bujaczku. Mieliśmy przez to ograniczone pole do zabawy, ale jak sobie leżał nie mogłam sobie darować i trochę go pozaczepiałam. Denerwował się jak go ciągałam za nóżki i jak zabierałam mu butelkę jak jadł :) mamusia mówiła, że tak nie można ale on wtedy tak fajnie na mnie warczał i nie mogłam się powstrzymać. Po intensywnej zabawie oboje padliśmy spać i wtedy mamusia z ciocią miały czas żeby spokojnie porozmawiać.

Potem ciocia podprowadziła nas do babci Ali i siedziałyśmy tam aż się ściemniło a ja padłam ze zmęczenia. Mama, babcia i ciocia Agata ubierały mnie na śpiocha i nawet się nie obudziłam. Dopiero po drodze do domku, jak mijałyśmy przejazd kolejowy to się obudziłam, bo akurat przejeżdżał pociąg. 

W sobotę przyjechał tatuś :) wskoczył do mnie jak szalony i się tak przestraszyłam, że się mocno rozpłakałam i nie mogłam się uspokoić. Dopiero po chwili się uspokoiłam i tatuś mógł mnie wyprzytulać po tygodniu rozłąki. 

Od razu pojechaliśmy do babci Ali i dziadka Wieśka a tam był i wujek Adam i wujek Piotrek. Wszyscy znów się ze mną bawili i dostałam nawet prezent od mojego chrzestnego - rybki do kąpieli :) 
Jak wracaliśmy od dziadków to zgarnęliśmy z pociągu wujka Mariusza. Babcia Basia i dziadek Wiesio nie wiedzieli, że wujek przyjeżdża i zrobiliśmy im niespodziankę. 

A wieczorem pojechaliśmy całą rodziną na imprezę pradziadka. Mój pradziadek Kazik wyplata koszyki. Powstał o nim krótki film i właśnie na tej imprezie film był wyświetlany i była wystawa rękodzieła pradziadka. Był poczęstunek i nawet udało mi się skubnąć trochę chlebka i tortu :) Była duża część naszej rodziny i większość z nich miałam dopiero okazję poznać. Najbardziej spodobał mi się wujek Paweł i podobno się go bardzo wstydziłam jak dawał mi kawałki biszkoptu z tortu ze swojego talerza :) Po całej imprezie została spontanicznie zorganizowana impreza u nas w domu. Było nas 11 osób :) Ja jak to na mnie przystało bawiłam się na imprezie prawie do północy :) 

Niedziela upłynęła nam szybko, bo chcieliśmy wcześnie wyjechać do Warszawy. Po drodze zajechaliśmy jeszcze do pradziadków - prababci Zdzisi i pradziadka Jasia. Całą pozostałą drogę przespałam jak zabita - po takich atrakcjach musiałam się porządnie wyspać.

Tak minął mi cały tydzień :) zleciało bardzo szybko :)
Kolejna dłuższa wizyta dopiero na święta Bożego Narodzenia. Może wtedy już będę chodziła :) wszyscy się śmieją, że będzie trzeba w tym roku powiesić wyżej bombki a ja ze względu na to, że jestem najmłodsza w rodzinie będę wyciągała spod choinki prezenty :) 
już się nie mogę doczekać!!

całusy,
Laura