niedziela, 18 października 2015

[ Opowieści Laury - mam już 30 tygodni ! ]


Cześć i czołem :)

Tydzień 30. Ale ten czas leci. 

W tym tygodniu rozpoczęłyśmy z mamą poniedziałek na szczepieniu i zakupach :-) Szczepienie poszło prawie gładko :) Ładnie przybrałam na wadze i Pani doktor mnie pochwaliła. Na szczepieniu prawie nie płakałam i mamusia była ze mnie bardzo dumna. Oczywiście jak zwykle musiałam coś zrobić śmiesznego i tym razem nadgryzłam kartę z którą musiałyśmy z mamusią pójść od pediatry do pokoju pobrań :) Panie na recepcji się tylko zaśmiewały :)

Po szczepieniu wyruszyłyśmy z mamusią na wycieczkę do Lidla. Obkupiłyśmy się co nie miara: trzy sukienki, rajstopki, body, skarpetki i zabawka :) 


Po zakupach wróciłyśmy sobie spacerkiem, bo była piękna pogoda. Troszkę już czuć jesień w powietrzu.

W środę natomiast był bardzo przyjemny dzień. Blogowa ciocia Kasia zaprosiła nas do Qlka Cafe na wspólne wariowanie. Była jeszcze jedna ciocia ze swoją córeczką - koleżanka Kasi. Wszystkie ładnie się bawiłyśmy. Nie obyło się bez mojego łobuzowania. Pomimo że na początku byłam spokojna bo musiałam zapoznać się z otoczeniem to potem poszło gładko i toczyłam małe bitwy o zabawki, ciągałam koleżanki za włosy i ciągałam je też za nóżki :) było bardzo sympatycznie i mamusia obiecała że jeszcze tam się pojawimy. Mamusia w tym czasie porozmawiała sobie z innymi mamami i posłuchała ciekawego wykładu o chustonoszeniu pijąc sobie świeży sok z ulubionych jej ostatnio grapefruitów. Była bardzo zadowolona :) Wracając do domku mama strasznie przemarzła, bo był duży i zimny wiatr a my musiałyśmy dość długo czekać na przesiadce na tramwaj niskopodłogowy. Ja na szczęście byłam opatulona od stóp do głów.

Sobotni dzień spędziłyśmy z mamusią u jej koleżanki i nowego dzidziusia :) Mała Julka jest przesłodka :) próbowałam ją troszkę pozaczepiać, połapać za buzię i za nóżki ale mamusia mi nie pozwalała i mówiła że powinnam delikatnie jej robić cacy cacy a nie wkładać palce do oczu :) Potem jak Julcia leżała w bujaczku to ja stawałam obok i na nią patrzyłam. Do tego ciocie mnie zabawiały i się zachwycały jak ładnie raczkuję i jak wstaję. Potem przyszła druga moja nowa koleżanka Ola, ale taka z niej była wstydziocha, że nie chciała się za bardzo bawić. Dopiero na sam koniec przyniosła mi swoje zabawki i nawet przestała ode mnie uciekać jak ją zaczepiałam :) 
No i się dowiedziałyśmy z mamusią, że już w kwietniu następnego roku pojawi się na świecie kolejna koleżanka lub nowy kolega :) jeszcze nie wiadomo, ale już się cieszę, że nasze grono się powiększa :)

Po wizycie u małej Julki wróciłyśmy z mamusią do mieszkania po tatusia i pojechaliśmy na Podlasie do dziadków :) ale się wszyscy ucieszyli z naszego przyjazdu :) 

Całą niedzielę spędziliśmy u rodziców tatusia a pod wieczór odwiedziliśmy jeszcze moich pradziadków. Dostałam piękny sweterek i spodenki, ale na razie są na mnie troszkę za duże. A jak wracaliśmy to zasnęłam w pozycji którą mama nazywa "na pijaczka" :)


Moje obecne postępy to coraz większe zapędy do kombinowania. Mamy w kuchni takie wysokie, barowe krzesła które mają podnóżek. Do tej pory jak dochodziłam do krzesła to uderzałam głową w podnóżek a teraz już umiem przeczołgać się pod nim :) mama była zaskoczona, że tak szybko poszło. Do tego mamusia czasem jak uciekałam to siedząc obok robiła mi przegrodę ze swojej nogi. Teraz już albo przechodzę nad nią albo pod nią :) 

Lubię się wszędzie wspinać. Ostatnio na przykład wspięłam się na koszyk pod wózkiem. Problem polegał na tym, że nie wiedziałam potem jak z niego zejść i oczywiście co zrobiłam? Rozpłakałam się i mamusia musiała mnie ratować :-) Ta moja mama to jest bohaterka. Zawsze mnie ratuje z opresji.


No i nie mogę zapomnieć o tym, że jak tylko słyszę klucz w drzwiach to od razu raczkuję do drzwi z dużym uśmiechem na ustach :) Cieszę się i skaczę z radości, że to tatuś wrócił do domku :) a potem mamy przeważnie rytuał leżenia w sypialni i tarmoszenia się z tatusiem :) tata czasem tak mocno mnie przytula, że aż muszę poudawać że płaczę żeby mnie puścił ;)

Powoli też wracam do rytmu spania. Znów udaje mi się przespać około 6-7 godzin bez pobudki. Potem budzę się koło 3.00-4.00 nad ranem i po jedzeniu śpię do około 6.00.

Nadal wstaję przy meblach chociaż już coraz śmielej. Uczę się nie przewracać ale czasem kiepsko mi idzie. Mamusia nawet jak się przewrócę to za każdym razem mocno mnie tuli i pociesza, że i tak jestem zdolniacha.

I to chyba na tyle :)
Następny tydzień spędzamy z mamusią na Podlasiu i mamy całkiem napięty grafik, więc wyczekujcie kolejnych opowieści :)

całusy,
Laura