środa, 28 października 2015

[ Opowieści Laury - mam już 32 tygodnie !]


Czołem moi kochani,

początek tego tygodnia minął mi na ponownym dostosowywaniu się do mojego łóżeczka. Po wizycie u dziadków byłam troszkę płaczliwa gdy mamusia mnie zostawiała na chwilę samą lub gdy musiała coś porobić w kuchni albo w łazience. Ja chciałam się cały czas bawić. Poza tym moje noce nadal trochę rozregulowane. Mama podejrzewa, że idą mi górne ząbki, bo bardzo się ślinię i mama stwierdziła swoim fachowym okiem, że dziąsełka są troszkę napuchnięte. Daje mi też na wieczór syropek przeciwbólowy i smaruje mi dziąsła maścią. Oczywiście robi to tak szybko, żebym nie zdążyła się zorientować, bo bardzo tego nie lubię. Ale ja nie jestem taka - o nie! Teraz jestem już taka podejrzliwa, że nawet jak rano mama mi próbuje dać witaminkę D to i tak zaciskam z całej siły usta. Wtedy ona próbuje mnie przechytrzyć i daje mi zabawkę do gryzienia. A jak tylko otworzę usta to tak szybko mi wlewa płyn z "rybki" że nie zdążę ich zamknąć. Cwana jest :-(

Przewijanie mnie to kolejne zabawne historie. Mama mogłaby napisać o nich książkę. Ale co ja poradzę, że leżenie na pleckach jest dla małych matołków a ja już jestem dużą i mobilną dziewczynką? Doszło do tego, że mama przewija mnie najczęściej w salonie na macie z milionem zabawek, żeby jak jedna mi się znudzi od razu podać mi następną. To jest jakiś chwilowy sposób na przytrzymanie mnie leżącej na pleckach przez 2 minuty. Najzabawniej jest wtedy, gdy zrobię kupę bo mama musi działać w przyspieszonym tempie żebym nie usmarowała tyłeczkiem całej maty i podłogi. To znaczy zabawnie jest wg mnie, bo mamie wcale nie jest wtedy do śmiechu :-) 

Jeśli chodzi o mój rozwój to raczkuję jak szalona, staję jak szalona, umiem jedną ręką się trzymać mebla a drugą schylać się do podłogi po to żeby na przykład podnieść zabawkę. Uwielbiam piekarnik i wspinanie się po mamy nogach, gdy ta akurat krząta się w kuchni. Lubię zjadać ładowarki do telefonów i w ogóle wszelkie kable są moimi ulubionymi. Lubię patrzeć przez drzwi na balkon i rozmawiać z gniazdkami elektrycznymi :-) Nie lubię za to jak mama mnie ubiera lub przebiera. Krzyczę, złoszczę się i wiercę. Mimo to jak tylko mój wózek rusza to ja się uspokajam i grzecznie siedzę podczas spaceru. Czasem zdarza mi się zasnąć na spacerze, ale nigdy na dłużej, bo przecież jest tyle rzeczy do oglądania wokół. 

Jeśli natomiast jesteśmy już na spacerze to nie mogłaby nie wspomnieć o moich nowych znajomych. Mamusia napisała w ubiegłym tygodniu na naszym osiedlowym forum ogłoszenie czy są jeszcze jakieś młode mamy z dziećmi co by zabić wspólnie trochę czasu. I takim sposobem w środę poznałyśmy z mamusią Patrycję z małym Adasiem i Olgę z małą Natalią. Zajmowałyśmy z wózkami cały chodnik :) Poszłyśmy do naszego ulubionego parku na spacer i mama była zachwycona :) ja spacer przespałam prawie w całości :) 
Acha - Adaś i Natalka są moimi marcowymi rówieśnikami :) ale fajnie co nie?

W piątek poszłyśmy z mamusią ponownie do Qlka Cafe. Tym razem mamusia zabrała mnie na zajęcia, które nazywają się "5 zmysłów". Podczas zajęć Pani opowiadała wierszyki, śpiewała piosenki, dawała nam się bawić przedmiotami o różnych strukturach. Jak do basenu wrzuciła różne ziarenka to wszystkie dzieci ładnie się nimi bawiły a ja wtedy się rozpłakałam. Bałam się i mamusia trzymała mnie na skraju basenu i tylko dała mi dotykać tych ziarenek. No nic. Może innym razem mi się spodoba. 
Największą atrakcją całych zajęć był króliczek! prawdziwy króliczek! najpierw wszyscy go głaskali. Ja też! chociaż moje głaskanie kończyło się tym, że łapałam króliczka za "fraki" i wyrywałam mu trochę sierści :) po chwili straciłam jednak zainteresowanie i powspinałam się na mamusię. 
Całe zajęcia bardzo nam się podobały.

W sobotę wieczorem przyjechali do nas babcia Basia i dziadek Wiesio. Babcia powiedziała, że dziadek tęsknił i mówił o mnie tylko jak wyjechaliśmy z Podlasia. Ja też tęskniłam :) Fajnie było się znów pobawić z dziadkami. Szkoda tylko że tak krótko. 

W niedzielę pojechaliśmy z rodzicami na głosowanie - wybieraliśmy nowy rząd (to znaczy rodzice wybierali, bo ja jestem za mała) :) A po głosowaniu byliśmy zaproszeni w odwiedziny do cioci Oli i wujka Michała i ich córki Agi. Pamiętacie ich? Aga to ta dziewczynka co nie pozwalała mi się wspinać na jej rodziców i nie pozwalała bawić mi się jej piłeczkami.. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Było nawet tak, że jak wpinałam się na krzesło to próbowała odchylać moje paluszki i raz to prawie upadłam. Poza tym jak już się po ponad 2 godzinach oswoiła ze mną to nawet dawała mi swoje zabawki - oczywiście poza lalkami i piłeczkami. Ale mi wystarczyły tylko zabawki które wzięła mi mamusia :)

No i to chyba na tyle :)
A Wam jak minął ubiegły tydzień?
Całuski, 
Laura