niedziela, 24 kwietnia 2016

[ Opowieści Laury - mam już 50 tygodni ! ]

Cześć kochani,

Ten tydzień obfitował w stresy i niewiadome, ale najpierw zacznę od tego, że we wtorek gościłyśmy z mamusią w naszym osiedlowym Klubie Malucha mamusi koleżankę Kasię i jej córkę Olę. Kiedyś już Wam o nich pisałam. Zabawa była przednia :-) Ola potrafi już pięknie chodzić a ja - leniuszek jeszcze nie. Nic mimo to nie straciłam na zabawie, bo po prostu ganiałam za Olą na czworakach. Bawiłyśmy się razem w klubowym domku i bawiłyśmy się klockami. Ola miała taki fajny bidon do picia i troszkę jej pozazdrościłam i nawet udało mi się go raz podebrać i się napić :) Poskutkowało to tym, że mamusia zaczęła się zastanawiać czy nie kupić mi takiego samego :-)


Z wtorku na środę w nocy zaczęłam bardzo wysoko gorączkować. Temperatura skakała pomiędzy 38 a 40 stopni. Ciężko było stwierdzić jednoznacznie, bo temperatura na czole z termometru na podczerwień pokazywała max do 39 stopni natomiast pod paszką podchodziła pod 40. Mamusia zbijała mi gorączkę niezastąpionym u nas Nurofenem Forte. Pomagało, ale mimo to za jakiś czas znów musieliśmy gorączkę zbijać ponownie. Mamusia wyczytała w internecie, że taka nagła gorączka może być oznaką tzw. Trzydniówki. Choroba ta objawia się właśnie niespodziewaną wysoką gorączką, która trwa trzy doby i potem znika tak samo szybko jak się pojawiła a po niej pojawia się na całym ciele wysypka. Potwierdzał też to nasz rodzinny lekarz - wujek Piotrek :-) 

Mimo wszystko w czwartek rano udało nam się na szybko umówić wizytę u pediatry w Blue City. Tatuś nas zawiózł i z mamusią dotarłyśmy do gabinetu dokładnie na umówioną godzinę. Pani doktor potwierdziła diagnozę wujka. Teraz pozostało nam tylko zbijanie gorączki i czekanie aż przejdzie.

W piątek gorączka ustąpiła miejsca wysypce - książkowo. Wysypka natomiast wyskakiwała w kolejności od głowy do nóżek i potem tak samo znikała :) tak więc po kilku dniach byłam już bez gorączki i bez plamek na ciele :) najfajniejsze było to, że jak miałam wysypkę to mama przy kąpieli śpiewała mi piosenkę w której było coś o biedronce w kropki :)

W sobotę jak wystąpiła wysypka pojechaliśmy jeszcze raz do lekarza, bo mamę zaniepokoiło to, że podczas gorączki dorobiłam się gigantycznego odparzenia na pupie. Pani doktor uspokoiła nas, że to pewnie od tego, że miałam gorączkę i po prostu szybciej mnie odparzyło. Wujek Piotrek sugerował, że może to być od jakieś zakażenia układu moczowego, ale wiekowa Pani doktor powiedziała, że "na pewno nie". Tak więc szczęśliwi, że już jesteśmy na prostej drodze do wyjścia z choroby zajechaliśmy jeszcze do sklepu na zakupy i rodzice kupili mi nową przytulankę :) Moja Misia jest już troszkę wybudzona i bardziej szara niż różowa od ciągania jej po ziemi. Tatuś pozwolił mi samej wybrać nową przytulankę i jest to nie miś a króliczek, więc mamusia nazwała ją Królisią :) Wcześniej była Misia (od misia) a teraz Królisia (od króliczka) :) Bystra ta mama ;-)

A w niedzielę spędziliśmy bardzo miło czas na spotkaniu w restauracji ze znajomymi rodziców :) Siedziałam cały czas grzecznie w foteliku, który był dostępny w restauracji, bawiłam się balonikiem i nawet udało mi się skubnąć trochę pieczonych ziemniaczków i golonki od tatusia z talerza :) było super!

Buziaki,
Laura