wtorek, 2 czerwca 2015

[ Opowieści Laury - mam już 11 tygodni ! ]



No i 11 tygodni już za mną :-) 

W tym tygodniu mama miała swoje święto - Dzień Matki. Jako, że ja sama jeszcze jestem mało mobilna to poprosiłam tatusia, żeby z okazji jej święta kupił mamusi bukiet różyczek i zabrał mamusię na obiad do restauracji. Mama była strasznie szczęśliwa i mnie cały dzień całowała. Chociaż jak dłużej pomyślę, to ona cały czas mnie całuje i mówi, że mnie mocno kocha :-) Co prawda na deser w restauracji już nie mogła sobie pozwolić, bo zaczęłam marudzić, ale podobno od deserów to się tylko tyje, więc dzięki mnie mamusia będzie jeszcze zgrabniejsza :-) I w ogóle to był bardzo miły dzień, bo tatuś ma cały czas dużo pracy i tak przynajmniej mógł spędzić z nami więcej czasu.

Rodzice planują przenieść już moje łóżeczko ze swojej sypialni do mojego własnego pokoju. To znaczy prawie własnego, bo będę go dzielić z taty biurem. Fajnie będzie mieć pokój na spółkę z tatusiem. Będziemy mogli razem łobuzować jak mama nie będzie widziała :-) Na razie sypiam w swoim wózeczku, więc mama jest ciekawa jak zareaguję na taką zmianę. Na razie w ciągu dnia stara się mnie na każdą drzemkę odkładać do łóżeczka a nie do wózka i idzie mi całkiem nieźle. 

Tydzień temu opisywałam moje prezenty na Dzień Dziecka. Uwielbiam wszystkie! Na macie bawię się kilka godzin dziennie i powoli zaczynam łapać za otaczające mnie zabawki. Najbardziej lubię jednak wpatrywać się w lusterko na środku i patrzeć jaka ze mnie ślicznotka. Jak tata wraca z pracy to czasem kładzie się obok mnie i tak leżymy razem.

Pokochałam też kąpiele. Gdy tylko mama kładzie mnie na przewijaku w łazience już wiem, że szykuje się kąpiel. Mamusia myje mi buzię, rozbiera a potem tata bierze mnie na ręce i wkłada powoli do wody. I nawet jak chwilę wcześniej byłam marudna i niespokojna to tylko w momencie dotknięcia mojego ciałka z wodą momentalnie się uspokajam. Mama nawet czasem mi śpiewa piosenkę o kąpieli :-)

Uśmiecham się już całym moim bezzębnym uśmiechem. Rozsyłam uśmiechy na lewo i prawo. I zaczęłam już wydawać dźwięki przypominające gaworzenie :) Rodzice strasznie się cieszą, że jestem taka gadatliwa. Mama twierdzi, że zacznę szybciej mówić jeśli w ciągu dnia będzie do mnie dużo mówić a wieczorem po kąpieli czytać mi baśnie jak jem kolację.

Skupiam swój wzrok coraz dokładniej, wodzę wzrokiem jak rodzice chodzą po pokoju. Próbuję łapać rzeczy w rączki. Jak leżę na pieluszce to łapię jej rogi i wkładam do buzi. No i cały czas wkładam rączki do buzi i do oczu. Mama na noc zakłada mi rękawiczki, żebym się nie podrapała i tata rano mi je zdejmuje :) taką mamy umowę o której mama nie wiedziała :) i rano jak wstawała to myślała, że ja sama je zdejmuję :)

Powoli zaczynam też przewracać się na boczki. Najlepiej mi idzie jak podniosę pupcię do góry i wtedy od razu się przekręcam, ale muszę jeszcze trochę nad tym popracować :)

A w niedzielę przyjechali do nas znajomi rodziców z dziećmi (2,5 letnim Franiem i prawie rocznym Olkiem). Wszyscy razem poszliśmy na spacer do parku. A że w parku był plac zabaw to Franio bawił się na placu a my siedzieliśmy na trawce. Było bardzo fajnie :) Spędziliśmy kilka godzin na świeżym powietrzu. A potem wróciliśmy do naszego mieszkania, bo mama upiekła ciasto. Franio często mnie przytulał i mówił, że chciałby mieć taką siostrzyczkę. A na koniec to nawet powiedział, że chciałby z nami zostać :-)

Kto wie? Może ja też będę miała kiedyś braciszka?

pozdrawiam,
Laurka