czwartek, 25 czerwca 2015

[ Laura rośnie. A co u mnie? ]

No właśnie.

Laura ma już 3 miesiące. Wiem, że wszystkie matki to powtarzają, ale ja na prawdę nie wiem kiedy to zleciało. Z każdym dniem patrzę na nią i dostrzegam jak bardzo się zmienia, jak rośnie, jak duże robi postępy w rozwoju. Czasem aż jest mi smutno, że to tak szybko mija i kompletnie nie zazdroszczę mężowi, że podczas gdy on jest w pracy aż tyle ucieka mu z obserwacji postępów naszej ślicznotki. 

A ja? Ja czuję się dobrze. Wzięłam się za siebie i ćwiczę z Jillian Michaels. Robiłam wyzwanie 30 dniowe. Zrobiłam 19 dni (z kilkoma dniami przerwy w międzyczasie na chorowanie lub odpoczynek) i dopadły nas upały przy których po prostu NIE DAŁO SIĘ żyć a co dopiero ćwiczyć. A teraz jak już zrobiło się chłodniej to się przeziębiłam i poza czasem, gdy zajmuję się Laurą padam ze zmęczenia na twarz. Katar, ból nosa i gardła mnie dobijały :-( Mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się wrócić do ćwiczenia, bo na prawdę czuję efekty. 

Szykujemy się powoli do chrzcin. Muszę ubrać siebie, Laurę, męża i zorganizować wszystko pozostałe. Jakoś brak mi na razie chęci bawienia się w to i zapewne zrobię wszystko na ostatnią chwilę.

I tak, jak do tej pory Laura pozwalała mi zrobić w domu praktycznie wszystko tak teraz już nie mam tak wesoło i gdy uda mi się ogarnąć mieszkanie w ciągu jednego dnia to jest to mega sukces. Córcia lubi się bawić. Oczywiście sporo bawi się sama, ale częściej woli bawić się z mamusią. Lubi gdy poświęca się jej czas i uwagę. Muszę zacząć z tym walczyć, bo niedługo nie będę mogła nic zrobić bez tej przylepy.

Powoli zamieniłam się też w małą ogrodniczkę-balkoniczkę. Zrealizowałam plan, który krążył w mojej głowie odkąd wprowadziliśmy się "na swoje". W ubiegły weekend na moim balkonie wyrosła plantacja :) Pietruszka i mięta w formie sadzonek już się rozrastają a szczypiorek i koperek w formie nasion czekają na wyrośnięcie - już zaczęły kiełkować co niezmiernie mnie raduje :) planuję dosadzić jeszcze jarmuż :) Marzą mi się jeszcze jakieś kwiaty, ale nie wiem czy jestem gotowa patrząc na to, że dotychczas wszystkie moje kwiatki umierały śmiercią tragiczną. No nic. Zobaczymy jak to będzie. Na szczęście kupiłam mądre, samonawadniające się doniczki to przynajmniej troszkę mi będzie łatwiej :)

No i tyle. Nie ma co się oszukiwać - moje aktualne życie toczy się wokół Laury. Dobrze, że już lato :) Jak tylko wyzdrowieję do końca i będzie znów ciepło planuję pójść z kocem do parku i spędzić tam z córcią pół dnia, albo cały, a co!

buziaki,
diabelnieanielska