wtorek, 18 sierpnia 2015

[ Opowieści Laury - mam już 22 tygodnie !]


Cześć wszystkim,

Kolejny tydzień upałów za nami. Na szczęście już się troszkę ochłodziło, bo ledwo wszyscy w mieszkaniu wytrzymywaliśmy. Nadal rozkoszowałam się kilka razy w ciągu dnia kąpielami w wannie z moimi kaczuszkami. Było super :) Raz nawet zanurkowałam. Zrobiłam to tak szybko, że mama nawet nie zdążyła zareagować :-)

W poniedziałek byłyśmy z mamusią oddać do badań moją krew i mocz :-) Najpierw w domu mamusia przykleiła mi taki woreczek do którego musiałam nasiusiać i położyła mnie nago na kocyku. Zrobiła tak pewnie dlatego, że zawsze jak mnie tak położy to siusiam ekspresowo na kocyk :P hehe. Tym razem stwierdziłam, że trochę poczekam. Mama przez ten cały czas siedziała przy mnie i pilnowała czy to już. A potem zrezygnowana zaczęła coś robić w kuchni i nie zwracała przez chwilę na mnie uwagi i ja wtedy dopiero zrobiłam :) Aż mama zaskoczona była. No nic. Potem ruszyłyśmy od razu do przychodni i bez żadnej kolejki weszłyśmy do gabinetu. 

Pani jak zwykle była przemiła. Zawołała jeszcze drugą Panią, żeby mnie przytrzymać przy pobieraniu krwi. No muszę powiedzieć, że mi się nie podobało :( mamusi chyba też nie. Pani ściągała krew po kropelce a najpierw to się tak wbiła, że nic nie leciało i musiała się wbijać drugi raz. Strasznie krzyczałam i płakałam. Mama próbowała mnie uspokoić, ale jak ja miałam się uspokoić jak tyle osób mnie trzyma, że nie mogę się ruszyć i jeszcze mnie kują igłami. Jakoś przetrwałam i mama powiedziała, że jest ze mnie bardzo dumna. Potem przez cały tydzień miałam siniaka na rączce. 
Tego samego dnia mamusia online odebrała wyniki. Jak to mama zaczęła od razu szukać informacji w internecie, bo kilka rzeczy miałam podwyższonych i wyczytała, że to znaczy, że coś jest nie tak z wątrobą. Przestraszyła się i szybko wyłączyła internet. 

W czwartek mieliśmy kolejną wizytę u pediatry i  mama stwierdziła, że nie będzie się stresować i poczeka co powie Pani doktor. 
A Pani doktor powiedziała, żeby się tym nie przejmować. Że czasem u małych dzieci takich jak ja takie wyniki wychodzą i nie ma czym się martwić. Powiedziała, żeby mamusia zamiast codziennie to co drugi dzień dawała mi witaminkę D3 i żeby zaczęła wprowadzać mi stałe pokarmy. Ku mamy uciesze przez ostatni tydzień od poprzedniej wizyty przybrałam na wadze wystarczająco i Pani doktor powiedziała, że w takim razie nie ma się czym przejmować. Teraz czekamy już tylko do 16 września na moje echo serca.
Pokazałam też jakie sztuczki już potrafię z kicaniem jak żabka. Pani doktor strasznie się śmiała i powiedziała, że mamusia powinna mnie dać do cyrku, żeby zarabiać na tych moich wyczynach :-) Podobno teraz do raczkowania już krótka droga i niedługo może będę już swobodnie się poruszać. 

Od razu po wizycie u pediatry miałam kolejne szczepienie - tym razem na pneumokoki. Cały czas śpiewałam sobie radośnie i pani powiedziała, że aż żal mnie kuć skoro taka radosna jestem. No i faktycznie. Jak tylko pani wkuła się igłą w moją nóżkę to zaczęłam płakać. Mama szybko chwyciła mnie na ręce i mocno zaczęła tulić i mówić, że to znów tylko komar mnie ugryzł ale ja swoje wiem! Tatuś mi opowiadał, że na szczepieniach to kują igłami i to boli. A kto jak kto ale tatuś wie co mówi!

Potem poszłyśmy jeszcze z mamusią na zakupy, bo w piątek tatuś miał urodziny i piekłyśmy z mamą tęczowy tort :-)

A w niedzielę rozpoczęłam szósty miesiąc mojego życia. Uczciłyśmy to z rodzicami zjedzeniem przeze mnie mojej pierwszej marcheweczki. Chociaż "zjedzenie" to jednak zbyt dużo. Byłam całkowicie zaskoczona konsystencją tego czegoś na łyżeczce co mamusia próbowała mi wcisnąć do buzi robiąc samolocik. Trochę się wykrzywiłam, bo nie wiedziałam co się dzieje. Ubrudziłam cały śliniak i troszkę siebie, ale jak na pierwszy raz mamusia była bardzo zadowolona. 

W tym tygodniu przyszedł zamówiony przez mamusię siatkowy gryzak i dała mi w nim kawałek jabłuszka. Jabłuszko było soczyste i lekko kwaśnawe i tylko tata się śmiał jak się krzywiłam a potem szybko znalazłam sobie jednak fajniejsze zajęcia niż gryzienie jabłka. Mama mówi, że za jakiś czas da mi banana, bo podobno jest słodki. Mamusia przez cały czas jak byłam u niej w brzuszku jadła banany i powiedziała, że może w takim razie banany mi posmakują. 
A jak w piątek rodzice jedli arbuza to stwierdzili, że dadzą mi ugryźć w siateczce i jak się przyssałam to wycisnęłam z niego cały sok. Pyszności!

Ten tydzień zapisał się również jako tydzień moich problemów ze spaniem w nocy. Budzę się co godzinę, dwie. Mama rano jest bardzo zmęczona ale jak się do niej uśmiecham to mówi, że zapomina o zmęczeniu. A ja jak mnie usypia na rękach to jedną rączką trzymam cyca albo próbuję łapać mamę za nos i usta (mama wtedy łapie moje palce i mi je zjada), a drugą rączką masuję mamę po boczku :) Mama się wtedy uśmiecha :-)

buziaki,
Laura