wtorek, 19 maja 2015

[ Opowieści Laury - mam już 9 tygodni !]

Cześć :)

Co nowego u mnie?

Nadal dużo się uśmiecham powodując jeszcze większe uśmiechy u moich rodziców. Dużo się bawimy z mamusią jak nie śpię, łaskocze mnie, mówi rymowanki, śpiewa piosenki, przytula i dużo całuje. A jak tatuś przychodzi z pracy to robi to samo odpuszczając sobie jednak śpiewanie i rymowanie, ale też jest wesoło. Tata ma dużą frajdę jak zmienia mi pieluszki, bo wtedy najczęściej nazywa mnie śmieszką. Co w tym dziwnego, że cieszę się wtedy najbardziej, bo wiem, że za chwilę będę już miała suchą i czystą dupcię? Każdy by się przecież cieszył! :)

W tym tygodniu zaliczyłam swoje pierwsze odwiedziny na SORze. W piątek rano obudziłam się z krzykiem i nie mogłam otworzyć lewego oka. Po chwili oczko mi napuchło. Mama z tatą najpierw zabrali mnie do osiedlowej przychodni, ale odesłano nas do szpitala na Działdowskiej. Całą drogę do szpitala przespałam. W szpitalu Pani w rejestracji powiedziała, że oni nie mają u siebie okulisty, ale żeby zapytać pediatrę czy przyjmie. Tata próbował wejść zapytać w gabinecie, ale Pani go wygoniła i kazała czekać. Czekaliśmy z 30 minut i okazało się, że i tak nas nie przyjmą. W międzyczasie znów płakałam, bo oczko mnie nadal bolało. Odesłano nas aż na drugi koniec Warszawy, do szpitala na Niekłańskiej, całą drogę przespałam. Jak się rozbudziłam na miejscu to znów strasznie płakałam i krzyczałam. Mama mnie zarejestrowała, jakaś Pani zadała jej mnóstwo pytań i odesłano nas do lekarza pierwszego kontaktu. Długo nie czekaliśmy. Pani doktor zerknęła na moje oczko i wysłała nas na oddział okulistyczny. A tam to już było strasznie. Obtulili mnie prześcieradłem, żebym się nie wyrywała, jakaś Pani trzymała moją główkę bardzo mocno, żebym nie kręciła się a mamusia się nade mną nachylała i mówiła do mnie i próbowała uspokoić. Pan doktor na siłę otwierał mi oczko, wlewał jakieś kropelki aż w końcu wpuścił kropelkę znieczulającą i wtedy już przestało boleć i byłam spokojniejsza. Doktor wpuścił mi jakiś płyn do oczka żeby stwierdzić czy jest jakaś rana na oku, jeśli tak to płyn miał zmienić zabarwienie na zielono. I zmienił. Z tego co wspólnie wywnioskowano po prostu drapnęłam się mocno w oko paznokciem. Pan Doktor wlał mi do oka kropelki i maść z lekarstwem. I było po wszystkim, potem rodzice mnie wzięli i mocno tulili. Odesłano nas z powrotem do gabinetu gdzie byliśmy wcześniej po wypis. Czekaliśmy prawie godzinę, ale się udało. Tatuś nawet się prawie popłakał jak zaczęłam się znów uśmiechać. 
Cała akcja ratunkowa trwała w piątek od 8.00 do 13.00. Po powrocie do domku tata poszedł spóźniony do pracy a my z mamusią się przytulałyśmy i spałyśmy. 

W niedzielę mieliśmy bardzo aktywny dzień. Koło południa pojechaliśmy do Piastowa do siostry mojej prababci. Znów się wszyscy mną zachwycali i przytulali. Dostałam nawet prezenty. Fajnie! Potem po powrocie do domku na jedzonko pojechaliśmy na małe zakupy do Galerii Mokotów, żeby tatusiowi kupić buty i potem pojechaliśmy do cioci w odwiedziny. U cioci było fajnie. Ciocia nosiła mnie na rączkach, bawiła się ze mną a ja ją trochę w zamian pokopałam nóżkami :) No i poprosiłam ciocię, czy zostanie moją mamusią chrzestną i ciocia się zgodziła! :) Hurra :) 
Mama mówiła, że ciocia później napisała, że jej kanapa pachnie mną i moimi bączkami. Hehe :-) 

Jak wróciliśmy do domku to zjadłam mleczko i oglądaliśmy z rodzicami debatę prezydencką a potem miała być moja kąpiel. Pod koniec debaty zgasło jednak wszędzie światło. W całym bloku. Mama szybko zapaliła świeczki i jako, że z oglądania debaty nici to miałam swoją pierwszą kąpiel przy świecach. Mama z tatą się śmiali, że ze mnie mała romantyczka ;)

Nadal walczymy z ciemieniuchą. Mam też problemy ze zrobieniem kupy i mamusia poi mnie herbatką z kopru, która nic nie daje. Mama ostatnio zmieniła dietę i to może dlatego. W internetach piszą, że to całkiem normalne, ale jeśli się będzie niepokojąco przedłużało to trzeba pójść do lekarza.

Połykam intensywnie swoje paluszki lub całe piąstki i ślinię się przy tym niemiłosiernie. Podciągam też już bardzo wysoko nóżki i mama mówi, że niedługo będę już pewnie gryźć swoje stópki. Powoli bujam się też na boczki i mało brakuje do przewracania się. 
  
Lubię też przesiadywać w moim foteliko-bujaczku. Mam super frajdę jak w nim jestem bo mogę obserwować wszystko co się obok dzieje. Lubię patrzeć jak mamusia się wtedy krząta po mieszkaniu, prasuje, gotuje. A najfajniej jest jak ćwiczy. Wtedy dużo skacze i się do mnie uśmiecha. A pod koniec strasznie sapie :) A jak już się zmęczę ciągłym bujaniem i rozmawianiem z krówką zdarza mi się zasnąć.

pozdrawiam,
Laurka