poniedziałek, 18 maja 2015

[ mamo to ja ]

To był słoneczny marcowy dzień. Zaczął się dość niewinnie, bo od wspólnego śniadania. Nie, nie z mężem a z koleżanka ze szpitalnego pokoju. To dziś miał być mój najszczęśliwszy dzień - tak stwierdził Pan Doktor na porannym obchodzie. Mąż w pełnej gotowości czekał na telefon. Mój poziom endorfin wzrastał z każdą minutą. Od 12.00 czas zaczął przyspieszać - to właśnie wtedy odeszły mi wody i to, że moje maleństwo będzie dziś ze mną stało się nieodwracalnym faktem. Od 15.00 mąż dołączył do mnie na sali porodowej. Wspólnie toczyliśmy walkę, aby wydać naszą kruszynę na świat. Silne bóle jakie ciężko sobie wyobrazić trwały wieczność. Wkroczyliśmy w ostatnią fazę porodu, ostatnie parcie i po wszystkim... Na mojej piersi leżała przytulona kruszynka, ukochana od pierwszej sekundy życia - nasza Laura. Czekaliśmy na ten pierwszy krzyk, który długo nie następował. Po chwili córeczka zakwiliła na całą sale i ścisnęła mój palec. Ten pierwszy krzyk, chwila która pozostanie na zawsze w mojej pamięci, to jej pierwsze słowa. "MAMO, TO JA! Już jestem z Wami!".


Powyższy tekst odnalazłam w czeluściach mojego komputera robiąc porządki. Niedawno uczestniczyłam w warsztatach "Mamo to ja" i podczas ich trwania można było wziąć udział w konkursie. Wystarczyło odpowiedzieć na pytanie: Z czym kojarzy Ci się nazwa "Mamo, to ja"? 
Stwierdziłam, że warto zachować ten tekst.