wtorek, 12 maja 2015

[ Opowieści Laury - mam już 8 tygodni ! ]


Cześć :-)

Uwierzycie? Mam już 8 tygodni! W sobotę będę miała równo dwa miesiące! Ależ ten czas ucieka :-)

W tym tygodniu zrobiłam dużo postępów. Przede wszystkim zaczęłam dłużej utrzymywać główkę w powietrzu. Mamusia nawet uwieczniła to na zdjęciu. Co prawda wcześniej też udawało mi się trzymać główkę wysoko, ale szybko się męczyłam i tylko obcierałam główką po materacu płacząc i się denerwując. A teraz już mogę obserwować wszystko co znajduje się obok mnie. 

Do tego coraz więcej się uśmiecham. Właściwie to prawie cały czas się uśmiecham. Najbardziej lubię jak mnie rodzice przewijają. Wystarczy, że położą mnie na przewijaku i od razu uśmiech wskakuje mi na buzię. Mama podczas przewijania bawi się ze mną, wymyśla rymowanki do moich części ciała i dotyka ich jak je rymuje. Umiem też ładnie podnosić dupcię do przewijania, żeby rodzicom było wygodniej mnie obsłużyć. Jak tylko rozepną pieluszkę to ja podnoszę nóżki i dupcię, wtedy mnie przemywają i do momentu aż sucha pieluszka nie wyląduje pod moją pupą trzymam ją w górze. Rodzice mówią, że są ze mnie dumni że trafiła im się taka pomocnica :-)

Jak mama bawi się ze mną w ciągu dnia to często namawia mnie do gaworzenia. Mówi do mnie "aaa", "lala", "mama", "tata" a ja wtedy otwieram buzię bo chciałabym po niej powtarzać, ale na razie jeszcze żadne dźwięki prawie nie wypływają z moich ust. Chociaż czasem udaje mi się piszczeć i mama uważa, że pięknie mówię. Często też mama w ciągu dnia czy wieczorem mi śpiewa. Bierze mnie na ręce i śpiewa swoje ulubione piosenki albo piosenkę "Kulfon co z ciebie wyrośnie" :-) Wtedy też się dużo uśmiecham i uspokajam się. 

W czwartek udało się nam w końcu odbyć szczepienia. Najpierw byliśmy u Pani doktor na wizycie kontrolnej i potem po otrzymaniu zielonego światła na szczepienie poszliśmy z rodzicami do pokoju obok. Byłam trochę niespokojna bo musiałam być bez jedzenia. Jedna ze szczepionek była do wypicia i mama z zalecenia Pani doktor nie mogła mnie wcześniej nakarmić. Gdy czekaliśmy na wizytę cały czas nosił mnie tatuś. Nawet sobie na korytarzu pooglądałam z tatą gniazdka elektryczne (tatuś przecież je projektuje to i ja się tym teraz interesuję). A szczepienia? Nie ma co ukrywać. Pani mnie dwa razy ukłuła i strasznie płakałam. Tatuś od razu mnie mocno przytulił i trzymał dopóki się nie uspokoiłam. A jak już było po szczepieniu to tatuś wrócił do pracy a mamusia wzięła mnie do pokoju obok na karmienie. 
Mamusia troszkę bała się skutków ubocznych szczepienia no i faktycznie troszkę byłam marudna i przez pierwszą dobę senna. Przez 3 dni po szczepieniu nie mogłam zrobić też kupki, ale potem nadrobiłam :) mama aż się śmiała, że pielucha ledwo wytrzymała, bo podobno aż mi pupa pływała w pieluszce. Mama mówi, że zbierałam przez 3 dni to i kupa była porządna :-)

Tego samego dnia zawitała u nas na ostatnią wizytę położna a potem odwiedziły nas 3 ciocie - koleżanki mamusi ze studiów. Dostałam w prezencie duży tort zrobiony z pieluszek i zabawek. Wieczór upłynął nam szybko a ja znów byłam noszona na rękach i każdy się mną zachwycał. 

W niedzielę natomiast byłam pierwszy raz w kościele i poznałam Pana Jezusa. Poszliśmy z rodzicami na mszę dla dzieci więc nie byłam jedynym małym brzdącem. Tatuś powiedział, że za tydzień też pójdziemy :-)
Po kościele rodzice poszli spełnić swój obywatelski obowiązek. Szkoła w której odbywało się głosowanie była ponad 2 kilometry od domku, więc zrobiliśmy sobie spacer. Jak tylko wyszliśmy ze szkoły to się rozpadało, rodzice nałożyli na wózek przeciwdeszczową folię i takim sposobem odbyłam swój pierwszy spacer w deszczu. 

Już prawie zniknęła mi wysypka z którą się borykałam dłuższy czas. Teraz natomiast mama zauważyła, że robi mi się ciemieniucha i od razu zaczęłyśmy walczyć. Przed kąpielą smaruje mi ciemieniuchę olejem kokosowym, nakłada czapeczkę a po jakimś czasie wyczesuje. Potem się kąpię i już po jednym razie było widać efekty. A tatuś dodatkowo się cieszy i mówi mi, że pachnę jak kokosowy batonik bounty :-) 

W tym tygodniu zaczęłam być pełnoetatowym ssakiem. Cały czas próbuję wyssać moją piąstkę. Jeszcze trochę i całą uda mi się zmieścić do buzi :-)

Mama doczepiła mi do wózka taką małą krówkę. Uwielbiam się na nią patrzeć jak się rusza na spacerach. A czasem jak jesteśmy w domku i rodzice położą mnie w wózku to jak krówka się nie rusza zaczynam krzyczeć i mama z tatą wtedy muszą stać obok i bujać wózkiem. hehe.

Ostatnio polubiłam się także z moim fotelikiem samochodowym. Fotelik ma opcję bujaczka i jak ostatnio mama prasowała moje ubranka to włożyła mnie na chwilę do fotelika i co jakiś czas mnie bujała. A potem ja sama próbowałam i tak mama się potem bardzo cieszyła, że sama się potrafię już sobą zająć w bujaczku. Jak mnie wyjęła to aż musiałam na nią pokrzyczeć, bo skoro mi się podoba to czemu mnie wyjęła... 

I ostatnia rzecz jaka mamusię raduje to to, że ostatnio przespałam 8 godzin od 20.00 do 04.00 i po karmieniu znów poszłam spać do 7.00. Teraz coś wspominała, że chce mnie próbować przetrzymywać wieczorem, żebym poszła spać np koło 22.00 lub 23.00 i przespała bez karmienia całą noc. 

To chyba na tyle :)

buziaki,
Laurka