wtorek, 17 lutego 2015

[ ostatnie dni... ]

Ostatnie dni są cięższe niż cała ciąża. 
Mam spadek formy.
Kręgosłup coraz bardziej daje o sobie znać. 
Zaczynają mi "ciążyć" dodatkowe kilogramy.
Cała jestem spuchnięta. Próbowałam dziś założyć obrączkę - bezskutecznie. Próbowałam dziś wcisnąć na nogi moje nowe kozaki zimowe założone z 5 razy przez cały sezon - również bezskutecznie.
Po nocy bolą mnie palce u rąk. Nie dam rady zgiąć ich w pięść. 
Mam krótkie aczkolwiek burzliwe ataki płaczu.
Ciągle biegam do WC. 
Nadal doskwiera mi zgaga. 

No, ale żeby tak nie narzekać aż za bardzo to dzisiaj byłam na oddaniu krwi i innych ciekłych produktów do badań. Placówka medyczna znajduje się ok 20 minut tramwajem od mojego mieszkania. Plan był taki, żeby dojechać, jak już z punktu pobrań znikną wszyscy "pracujący", bo od rana są tam tłumy chcące jak najszybciej załatwić swoje sprawy i pobiec do pracy. Tak więc na miejscu byłam chwilę po 10.00. Jako, że tramwaj w który wsiadałam pod domem miał sporo wolnych miejsc to sobie spokojnie usiadłam. Natomiast podczas drogi powrotnej tak wyszło, że jechałam z przesiadką. Tramwaj nr 1 podjechał tak, że stałam akurat bezpośrednio przed otwierającymi się drzwiami. Obok mnie stanęła Pani, która po otwarciu się drzwi popchnęła mnie jak worek ziemniaków i pobiegła szukać miejsca siedzącego. Oczywiście go nie znalazła, bo tramwaj był cały przepełniony. Ja jako, że już nie doładowuję karty miejskiej musiałam skasować bilet. Stanęłam przy kasowniku i słyszę za sobą:
Pani: Halo, proszę państwa, proszę zrobić miejsce Pani z dzidziusiem! - w tym momencie chwyciła mnie pod ramię.
Ja: Ja tylko 3 przystanki, dziękuję bardzo, postoję, to tylko chwila.
Pani: Nie może Pani stać, Tramwaj zahamuje i jeszcze dzidziusiowi coś się stanie. Proszę Państwa proszę ustąpić miejsca Pani z dzidziusiem.
I tak oto znalazło się wolne miejsce i te 3 przystanki podjechałam siedząc. Muszę przyznać, że pomimo, że było to trochę nachalne to bardzo ciepło zrobiło mi się na sercu, bo przeważnie kobiety w widocznej ciąży stają się jakimś dziwnym trafem niewidzialne. 
Potem zauważyłam, że na monitorach autobusowych wyświetlała się w kółko reklama akcji o podróżujących komunikacją miejską ciężarnych i żeby ustępować miejsca mamusiom z brzuszkami :-) 

Po podjechaniu tych trzech przystanków musiałam się przesiąść do Tramwaju nr 2. Wsiadam. Tłum ludzi. No nic. Stanęłam sobie grzecznie i jadę. Na około mnóstwo młodych ludzi i tylko jedna starsza Pani. Jak tylko mnie zobaczyła, to również zaproponowała swoje miejsce. 

Muszę przyznać, że tyle dobroci jednego dnia dawno mnie nie spotkało :-) i pomimo kiepskiego samopoczucia aż się wewnętrznie uśmiecham. Zwłaszcza, że często się słyszy, że od starszych osób raczej się nie doświadcza miłych przejawów traktowania w ciąży a tu proszę :-) Dodam, że obie Panie miały ok 55-60 lat. 

No i jeszcze udało mi się przy okazji wizyty w placówce medycznej udać w końcu do Hali Mirowskiej. Byłam ciekawa co tam jest i kupiłam PYSZNE! bułeczki na drugie śniadanie i śledzie marynowane, które mi się jakiś czas marzyły a nie miałam za bardzo, gdzie kupić dobrych, nie zapakowanych i nie dyskontowych. Śledzie z cebulką w śmietanie? Czemu nie! :)
No i mężowi jakiś kawałek wędzonej rybki się zakupił, bo też lubi :-) 

Aaa. I od wczoraj mamy już wózek dla Laury :-) nie mogę się na niego napatrzeć i śmigam sobie nim po mieszkaniu. Na pewno powstanie o nim post. 

pozdrawiam,
diabelnieanielska