poniedziałek, 9 lutego 2015

[ dzień, noc i sny ]


No i nadeszły te chwile, w których człowiek raz chce spać i głowa mu spada a powieki same się zamykają a z drugiej strony nie zasypia, bo nie potrafi spać jak jasno za oknem. 

Ostatni tydzień moje noce zaczynają się około 22.00. Zanim oczywiście zasnę w docelowym łożu to zasypiam przez około dwie godziny w salonie na kanapie oglądając TV lub czytając książkę, ale za cholerę nie chce mi się podnosić z kanapy, żeby wystartować do kąpieli i łóżka. Jak już się przemogę (ewentualnie jak mąż przyjdzie i w końcu kolejny raz na mnie krzyknie, że znów przysypiam a ja jak zwykle szybko otworzę oczy i stwierdzę, że nie śpię i oczy tylko na chwilę przymknęłam) to oczywiście po kąpieli i wieczonym ogarnianiu włącznie z wmasowaniem preparatów przeciwrozstępowych odechciewa mi się spać. 

No nic. Kładę się do łóżka. Przeglądam moje jutubowe subskrypcje i w międzyczasie tablet wypada mi z ręki ze dwa razy zanim decyduję się go odłożyć :-) Zasypiam!

W nocy budzę się przy każdej próbie przekręcenia się. A przekręcam się z błahych powodów. A bo niewygodnie, bo nogi drętwieją, bo skurcze łapią, bo mąż chrapie. A koło godziny 5-6 zaczyna się maraton...
Do kuchni, bo człowiekowi się pić chce. Do łazienki, bo jak się człowiek napił to i trzeba za potrzebą skoczyć. Znów do kuchni, bo już człowiek zgłodniał, więc odwiedza lodówkę. Po powrocie do łóżka człowiek nie może zasnąć, bo jasno za oknem a poza tym śniadanie musi się ułożyć. 

Co prawda i tak ze snem jest jako tako, bo przynajmniej się prawie wysypiam, ale jakie farmazony mi się śnią to czasem aż sama sobie się dziwię jaką mam bujną wyobraźnię :-) 

A jak tam u Was mijają noce?