wtorek, 1 września 2015

[ Opowieści Laury - mam już 24 tygodnie ! ]



Cześć kochani,

ten tydzień przeleciał jak szalony. Rozpoczęliśmy go od wizyty u neurologa. Pani Doktor obejrzała mnie dokładnie. Sprawdziła moje wszystkie odruchy i powiedziała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wypisała nam skierowanie na dodatkowe dwie kontrolne rehabilitacje i za 2 miesiące mamy zgłosić się na kontrolę. Rodzice byli bardzo zadowoleni z całej wizyty, bo bali się że jeszcze będzie trzeba chodzić na dłuższą rehabilitację tak jak wspominała Pani rehabilitantka w ubiegłą sobotę. Na szczęście już nie :-)

Codziennie w porze obiadowej kontynuujemy jedzenie przepysznych obiadków. Czasem jem chętnie a czasem trochę mniej. Mama za każdym razem i tak bardzo mnie chwali i nawet już wypracowałyśmy sposób jedzenia żebym nie brudziła wszystkiego wokół :) No i w tym tygodniu mamusia na kolację zaczęła podawać mi kaszkę. Co prawda dokarmia mnie potem jeszcze cycem żebym popiła i usnęła, ale i tak jest fajnie.

W środę wieczorem przyjechał do Nas wujek Piotrek :-) szkoda, że widzieliśmy się taki krótki czas, bo tylko wieczorami. Niestety wujek późno wracał do domu, ale i tak zdążyliśmy się ze sobą pobawić. Wujek nawet mnie kąpał i próbował usypiać :) fajnie tak! pluskałam się w wannie z kaczuszkami a wujek mnie zabawiał :) a jak mnie usypiał to mocno mnie przytulał :) no i wcale się nie bałam i prawie wcale nie płakałam :) mama powiedziała, że super by było jakby nas częściej odwiedzał :) i ja się nią zgadzam!

Mój skok rozwojowy zaowocował siadaniem :) na razie z podparciem rączkami w przodu, ale zawsze to coś. Ciekawa historia z tym moim siadaniem. W czwartek rano jak mamusia skończyła ćwiczyć poszła pod prysznic. Ja zostałam na mojej farmie i grzecznie się bawiłam. A jak mamusia wyszła z łazienki to ja już siedziałam jakiś metr od farmy i uśmiechałam się szeroko co widać na zdjęciu :-) mama od razu chwyciła za aparat i zrobiła zdjęcie żeby wysłać do babć, ciotek i wujków :-) była ze mnie strasznie dumna :) nie nauczyłam się jeszcze sprawnie z siedzenia wracać do leżenia, ale cały czas nad tym pracuję. A jak już raz usiadłam to teraz siadam przy każdej okazji :) fajnie tak jest siedzieć, co nie? :-)

W czwartek mieliśmy również wizytę kontrolną w poradni preluksacyjnej czyli badano mi znów bioderka. Pan doktor śpiewał mi piosenki i cały czas się do mnie śmiał. Rodzice mówią, że jest dziwny, ale ja go polubiłam. Z moimi bioderkami jest wszystko w jak najlepszym porządku i mamy się zgłosić na kolejną wizytę jak już będę chodziła. Na sam koniec badania Pan doktor mnie posadził aż rodzice spojrzeli na siebie zaskoczeni, że tak ładnie siedzę :)

Weekend znów był bardzo aktywny. W piątek około 16 wyjechaliśmy na Podlasie. W planach mieliśmy imprezę urodzinową wujka Mateusza. Po drodze zgarnęliśmy wujka Mariusza i radośnie w czwórkę ruszyliśmy. Okazało się, że niestety wyjazd z Warszawy w piątkowe popołudnie nie jest zbyt łatwy, bo gdzie tylko skręciliśmy to okazywało się że wpadaliśmy w korek. Tak więc wyjazd ze stolicy zajął nam 1,5 h a całą trasę zamiast w 2 h pokonaliśmy w 3,5 h. Na imprezę oczywiście zajechaliśmy spóźnieni. Na szczęście trochę się zdrzemnęłam po drodze no i w ogóle mama później mnie chwaliła, że byłam bardzo grzeczna.

Wujek Mateusz jak nas zobaczył to był bardzo zaskoczony :) jako, że impreza była imprezą niespodzianką to powiedział, że nasz przyjazd był niespodzianką w niespodziance :-) bardzo nam było miło, bo bardzo dawno mamusia się z wujkiem nie widziała i była bardzo szczęśliwa, jak mogła chwilę czasu z nim spędzić :) No a mną jak zwykle wszyscy się zachwycali jaka ja grzeczna, towarzyska, uśmiechnięta itd :) byłam też na swoim pierwszym ognisku :) ale było fajnie! byłam wpatrzona jak w obrazek, bo nigdy nie widziałam czegoś takiego. Tatuś pojadł sobie kiełbaski pieczone nad ogniskiem a mi przypadło tylko mleko przy ognisku, ale też byłam zadowolona :) Mama co prawda próbowała mnie nawet usypiać po karmieniu, ale kto by chciał spać jak tu taka impreza. Koniec końców koło 23 głowa zaczęła mi spadać już do dołu i jak mamusia mnie trzymała to mówiła, że już lecę przez ręce. Jak tylko to mówiła to ja znów się podnosiłam i pokazywałam że nadal się bawię, ale zdecydowała, że czas do dziadków :) Miała rację, że byłam zmęczona bo jak tylko ruszyliśmy to od razu zasnęłam :)
U dziadków byliśmy koło północy. Już tylko dziadek nie spał i czekał na nas a ja jak się obudziłam to nabrałam ochoty na zabawę i piszczenie :) Trochę się wymęczyłam i przespałam całą noc :) Mama była przeszczęśliwa!

A nowy dzień rozpoczęłam wskakując do łóżka dziadkom a potem ciociom :) wszyscy się ze mną bawili. Próbowałam malinki prosto z krzaczka a potem jeszcze truskaweczki i brzoskwinki :) Poleżałam też trochę na kocyku na świeżym powietrzu :)

A w drodze powrotnej do Warszawy jak zatrzymaliśmy się na chwilę na rozprostowanie kości to rozglądałam się za samochodami. Tyle ich było, że nie widziałam w którą stronę patrzeć :)

Było super!

Buziaki,
Laura