czwartek, 17 września 2015

[ Opowieści Laury - mam już 25 tygodni !]


Cześć kochani !

Pewnie zastanawiacie się co nowego u mnie, bo dawno się nie odzywałam :) ostatnie dwa tygodnie były bardzo intensywne. A to dlatego, że byłam na swoich pierwszych wakacjach z rodzicami. Pojechaliśmy samochodem do Chorwacji! 

Pierwsze cztery dni tygodnia minęły nam na przygotowywaniu się do wielkiego wyjazdu. Pakowanie, pranie, prasowanie, sprzątanie. Rodzice kupili mi na drogę książeczkę o przyrodzie, którą mogę gryźć ile mi się podoba i przytulankę "Misię" z którą uwielbiam zasypiać. Poza tym emocje sięgały zenitu a mamusia łapała już od początku tygodnia stresa jak to będzie jechać ze mną tyle godzin samochodem. 

W drogę ruszyliśmy w czwartek o 22.00. Plan był taki, żeby wyjechać o 21.00 ale jak to zwykle bywa plany planami a poślizg i tak nas dopadł. Tak więc spakowani po sam dach samochodu ruszyliśmy w drogę. 

Rodzice prowadzili samochód na zmianę. Zatrzymywaliśmy się na rozprostowanie kości, tankowanie, karmienie i przewijanie mnie. Staraliśmy się, żeby większość z tych czynności robić za jednym zamachem, po to aby tracić jak najmniej czasu na postojach. Noc minęła ciężko. Zarówno mamusi jak i tatusiowi kiepsko się prowadziło, mamie kiepsko się spało. Za to ja spałam w najlepsze. Budziłam się tylko na przystankach, ale wtedy dostawałam cyca, rozglądałam się dookoła i cieszyłam się na nową przygodę. Jak już wzeszło słońce dojechaliśmy w okolice Brna w Czechach. Tam trochę pobłądziliśmy, bo były remonty na drodze. Na szczęście szybko wróciliśmy na odpowiednią drogę i pomknęliśmy dalej. 

Dalsza trasa prowadziła przez Austrię i Słowenię aż do Chorwacji. W Austrii jechaliśmy część trasy po wiejskich okolicach. Takich, że poza nami nie było widać żywej duszy. Na szczęście trafiliśmy na ładne widoki, więc robiąc chwilę odpoczynku mogliśmy się napawać świeżym wiejskim, austriackim powietrzem :-)

Słowenia minęła nam bardzo szybko. Koło 14.00 wjechaliśmy do Chorwacji i zrobiliśmy dłuższy postój na regenerację sił. Niestety wtedy już zaczęłam odczuwać zmęczenie podróżą. Na szczęście rodzice rozłożyli na trawie koce, moje zabawki i po zjedzeniu i pofikaniu na kocu przez jakieś 30 minut ruszyliśmy dalej. Ja po tej zabawie od razu usnęłam i tak szczęśliwie dojechaliśmy do naszego miejsca docelowego, czyli miejscowości Sukošan. Tak na prawdę nie mieliśmy zarezerwowanego żadnego noclegu i jechaliśmy na spontanie. Tata rzucił nazwę miasta i tam ostatecznie dotarliśmy koło 18.00. Na miejscu stanęliśmy na chwilę przy marinie zrobić zdjęcie dla dziadków, żeby wysłać informację smsem że dotarliśmy cali i zdrowi i następnie ruszyliśmy na poszukiwanie noclegu. 

Tacie marzyło się zamieszkanie na takim cypelku, na którym znajduje się część miasteczka. I tak poszukaliśmy chwilę i w końcu dotarliśmy do domu prawie na samym cypelku. Okazało się jednak, że Pani nie ma już miejsc, ale zaproponowała, że zapyta sąsiada. Sąsiad - jak się później okazało - ma duży dom, ale go nie podnajmuje. Po rozmowie z tą Panią stwierdzili, że wynajmą nam mieszkanko (salon z aneksem kuchennym + sypialnia + łazienka + balkon z widokiem na morze - całość jakieś 50 m od morza) :-) i to za 35 euro, gdzie w innych miejscach tatuś pytał i było po 50 euro :-)
Na samo przywitanie Pan właściciel, od którego dawało alkoholem zaproponował tacie nalewkę. Mamie też zaproponował, ale jako że mamusia mnie karmi to grzecznie odmówiła, więc Pan nalał jej soczku.
Potem szybko się zagospodarowaliśmy z bagażami, mama mnie nakarmiła, rodzice zjedli kolację i ruszyliśmy na wieczorny spacer po okolicy. Wieczór był przyjemny i ciepły a ja w mojej spacerówce mogłam w końcu oglądać wszystko wokół :-) Po spacerze poszłam grzecznie spać.

Kolejny dzień przywitał nas deszczem jednak zanim się ogarnęliśmy to koło 11.00 zaczęło nieśmiało wychodzić słoneczko. Poszliśmy zatem na spacer. Dopiero wtedy okazało się, że to lekkie słoneczko daje upał jakich mało :) przeszliśmy sobie brzegiem morze jakiś kawałek a wracaliśmy tak zmęczeni i zagrzani, że aż strach. Po południu skoczyliśmy też pierwszy raz na plażę obok nas. Było trochę pochmurno, ale woda okazała się cieplutka. Potem obiadek i odpoczynek w domu i wieczorem znów spacer :-)

Niedziela przywitała nas w porównaniu do soboty pięknym słońcem. Tego dnia zaplanowaliśmy wycieczkę do Šibenik-a. Tatuś wyczytał w przewodnikach, że warto tam pojechać. Zwiedziliśmy stare miasto, przeszliśmy się pięknymi ulicami i zawitaliśmy nawet do przepięknej Katedry Św. Jakuba. Było strasznie gorąco, ale udało nam się trochę zobaczyć. Potem mamusia nakarmiła mnie w parku na ławce i ruszyliśmy do oddalonej o 10 minut samochodem miejscowości Vodice. Tam rodzice zjedli rybę w nadmorskiej tawernie a ja po chwili kryzysu i płakania zasnęłam. Jak się obudziłam rozstawialiśmy właśnie swoje manatki na brzegu morza, na pięknych białych kamyczkach. Oj miałam dużo ich do zabawy chociaż rodzice cały czas zwracali mi uwagę, żebym ich nie jadła. Mamusia z tatusiem sobie popływali a ja po zamoczeniu nóżek pokicałam na kocach. Mamusia mi potem opowiadała jak oglądała takie duże i kolorowe rybki pod wodą :-) Też kiedyś chciałabym je móc zobaczyć.
Siedzieliśmy na plaży aż do zachodu słońca i potem wróciliśmy do mieszkanka.

Dalsza część wyjazdu już w 26 tygodniu :-)

buziaki,
Laurka