poniedziałek, 27 kwietnia 2015

[ Opowieści Laury - mam już 6 tygodni ! ]


Cześć wszystkim z tej strony Laura :-)

W tym tygodniu tyle się działo, że nie wiem czy nie zapomnę o czymś. Zacznę od tego, że w tym tygodniu byłyśmy praktycznie codziennie z mamusią na spacerze. Uwielbiam spacery! Chodzimy z mamusią po parkach niedaleko naszego mieszkanka. W parku śpiewają ptaszki, słychać jak kamyczki hałasują pod kołami mojego wózeczka, świeci słonko i mogę oddychać świeżym wiosennym powietrzem (pomijając odcinki przy głównej drodze, bo wtedy czuję też trochę spalin) :-) I mamusia też jest zadowolona, bo lepiej się czuje po spacerach jak się troszkę porusza się. Do tego jak ja śpię albo jak wieczorem przechwytuje mnie tatuś to mama ćwiczy z jakąś Panią z telewizora i potem mówi, że ma zakwasy :-) Nie wiem co to jeszcze znaczy, ale następnego dnia na spacerze idzie wolniej niż zwykle :-) 

W środę byłyśmy z mamusią na warsztatach organizowanych przez magazyn Mamo to ja w Wola Parku. Najpierw mama planowała jechać tam autobusem, ale potem zobaczyła, że to tylko pół godziny drogi od nas spacerem i zrobiłyśmy sobie spacer w obie strony. Same warsztaty bardzo się mamie podobały. Było dużo mam z takimi małymi dziećmi jak ja. I jak jedno zaczynało płakać to od razu wszystkie płakały. Oczywiście poza mną. Ja leżałam w wózeczku, słuchałam jak Panie mówiły różne rzeczy przez mikrofon i obserwowałam lampy na suficie. Mamusia kilka razu mnie karmiła i przewijała, ale nie sprawiałam żadnych kłopotów i mama mogła spokojnie posłuchać wykładów. Do tego był też konkurs pod tytułem "Z czym kojarzy Ci się hasło Mamo to ja". Udało nam się wygrać śliczny kocyk i dostałyśmy też fajne inne prezenty za udział w Warsztatach. Jednym z nich była taka tabliczka do samochodu z napisem "Little Princess on board" i tatuś w weekend przyczepił ją w samochodzie. Teraz już wszyscy wiedzą jak jadę z rodzicami samochodem :-) A sam spacer powrotny był mega przyjemny, bo w końcu jest śliczna pogoda, jest ciepło i słonecznie. 

Na spacery uwielbiam zakładać moją nową bluzę, którą dostałam ostatnio w prezencie. Jest taka mięciutka, zielona, z napisem "Little froggy" i na kapturku ma takie żabie oczka. Idealnie do mnie pasuje, bo mama cały czas mówi do mnie Żabciu. Na moje kombinezony jest już za ciepło. No i mama wczoraj z łezką w oku spakowała już jednego pajacyka z którego wyrosłam. 

W czwartek byliśmy całą rodziną na szybkich zakupach w Tesco. Mama mi kupiła zestaw body na lato w rozmiarze 68 cm, bo te na 62 są już prawie dobre, więc do lata z nich wyrosnę. I nie mogła się powstrzymać i kupiła mi takie materiałowe, pastelowo-różowe ogrodniczki w białe kropeczki z kokardkami. Śliczne! Mama mówi, że nie może się doczekać jak mi je założy a ja nie mogę się doczekać jak będę mogła je nosić :-) Tata podczas zakupów nosił mnie po sklepie a mama buszowała między regałami. Mama z tatą też sobie kupili kilka rzeczy :-)

Na buzi i główce wyskoczyło mi też mnóstwo pryszczyków. Mama myślała, że to dlatego, że coś zjadła, ale nic nie chciało samo zejść, więc poszła ze mną do lekarza. Pani doktor mnie zważyła i ważę już 4382 g :) duża ze mnie dziewczynka i Pani powiedziała, że bardzo ładnie przybieram. Powiedziała, że te krosteczki myć wodą z nadmanganianem potasu i powinno przejść. 

No i w końcu nadszedł też weekend na który bardzo długo czekałam. Pojechaliśmy do dziadków na podlasie! :-) po wieczornej kąpieli w piątek mama z tatą spakowali mnie do fotelika i ruszyliśmy samochodem w podróż. Było już ciemno i dopóki światła z miasta migały za oknem to nie spałam. A jak tylko zniknęły ostatnie lampy to usnęłam i przespałam całą drogę. Mamusia nie mogła się mnie potem nachwalić jaka byłam grzeczna i jak ślicznie spałam. A jak dojechaliśmy to już na mnie wszyscy czekali :-) Babcia to jak mnie zobaczyła to aż się popłakała z radości. Okazało się, że nawet przygotowali mi łóżeczko, w którym kiedyś spał mój tatuś. W nocy mamusia się trochę nie wyspała, bo tata strasznie chrapał. Ale od samego rana wszyscy na zmianę czuwali przy moim łóżeczku, patrzyli na mnie, łapali za paluszki i się do mnie uśmiechali. Mówię "wszyscy", bo były dwie ciocie, dwóch wujków, babcia, dziadek, prababcia no i mamusia i tatuś. Babcia powiesiła na łóżeczku dwa misie, które sobie mogłam obserwować. Nawet udało nam się pójść na krótki spacer. Po drodze mama jak spałam weszła do sklepu i kupiła sobie spodnie. Na obiad pojechaliśmy do drugich dziadków - tych co byli u nas na święta. Fajnie jest jak tak się wszyscy do mnie uśmiechają i do mnie mówią. Ja też już zaczynam odpowiadać - oczywiście po swojemu, ale za to uśmiecham się coraz więcej. Mama mówi, że jej się serce raduje jak widzi ten mój uśmieszek. I mówi na mnie "śmieszka heheszka" :-) U dziadków najpierw ja dostałam swój obiadek a potem mama, tata i dziadkowie zjedli swój. Babcia w międzyczasie mi mówiła, że mamusia je taki dobry obiad i że potem mi też pewnie w mleczku coś przypadnie. Nie mogłam się doczekać, więc od razu się rozpłakałam i kazałam się nakarmić, ale nie czułam żeby to mleczko było inne niż zawsze. Może jeszcze obiadek który zjadła mama nie zdążył dotrzeć do mleczka? :-)
Po wizycie u dziadków wróciliśmy do domku a tam byli kolejni goście. Babcia zrobiła tort, dostałam prezenty i babcia powiedziała, że mnie oficjalnie wita na świecie. Szkoda tylko, że wszyscy zjedli tort i nie dali mi spróbować. Ja standardowo dostałam mleczko, które i tak uważam że jest najlepsze pod słońcem! Tyle miałam wrażeń, że potem byłam strasznie pobudzona i niespokojna. I takim oto sposobem wylądowałam znów na spacerze. Tym razem mamusia z tatusiem zostali w domu a ze mną poszły trzy ciocie i wujek. Cały spacerek przespałam i jak wróciłam to jeszcze jedna ciocia na mnie czekała ale wtedy to ja już usnęłam w najlepsze. W ogóle podobno jak byłam na spacerze to tata co chwilę wyglądał na ulicę gdzie jestem - tak się martwił! 
Następnego dnia mamusia była zachwycona, bo jak usnęłam dzień wcześniej ok 21.00 to obudziłam się na karmienie dopiero o 4 w nocy, grzecznie zjadłam i znów poszłam spać. Mamusia wyspała się chyba tak mocno jak ja, bo była bardzo szczęśliwa :-) 
W niedzielę znów odwiedziłam drugich dziadków. Pobawiłam się leżąc na kanapie :) Babcia z dziadkiem cały czas się do mnie uśmiechali, mówili i przytulali.  
Koło 16 ruszyliśmy już w drogę powrotną do Warszawy. Trochę popłakiwałam bo niewiele spałam w ciągu dnia, ale bujanie samochodu skutecznie mnie usypiało. Po drodze zajechaliśmy jeszcze na godzinę do pradziadków. Teraz do poznania zostali mi jeszcze pradziadkowie od strony mamy - ale to następnym razem. Mama mówi, że może uda się nam w lipcu przyjechać na dłużej. Już się nie mogę doczekać!

Muszę przyznać, że mam duże szczęście, że mnie tak wszyscy mocno kochają. Ja staram się odwdzięczać im moim uśmiechem, który z dnia na dzień wychodzi mi coraz lepiej. 

A Wam cioteczki jak podoba się mój uśmiech? :)

Pozdrawiam, 
Laurka