wtorek, 7 kwietnia 2015

[ Opowieści Laury - mam już 3 tygodnie ! ]


Cześć :-)

to już 3 tygodnie jak jestem z mamusią i tatusiem. Czas mija nam bardzo szybko - za tydzień nie będę już noworodkiem! 

Problemy brzuszkowe już się poprawiły, chociaż czasem jeszcze troszkę się wiercę i krzyczę jak boli mnie brzuszek. Mamusia stara się uważać co je przy wprowadzaniu nowych rzeczy do swojej diety. 

Dochodzę też już do perfekcji jeśli chodzi o siusianie albo robienie kupki z zaskoczenia podczas przewijania jak nie mam akurat pod sobą pieluszki :) Rodzice mówią wtedy, że jestem nicpoń albo gagatek. Nie wiem co to znaczy, ale cały czas się śmieją. A ostatnio to pękali ze śmiechu jak tatuś mnie przewijał, podłożył pieluszkę pod dupcię i chciał dalej mnie "szorować" a ja wtedy tak nasiusiałam, że aż się jeziorko utworzyło. 

Mam też już coraz jaśniejsze włoski i moje oczka zaczynają jaśnieć. Mama mówi, że pewnie będę niebieskooką blondyneczką. A kto wie? Może jak trochę podrosnę będę miała kręcone włoski jak tatuś jak był mały :-)

W ogóle to tatuś znalazł swoje zdjęcie jak miał 7 tygodni i był taki mały jak ja. Na jednym z nich to nawet wygląda tak samo jak ja. I wszyscy mówią, że jestem podobna do tatusia a on wtedy chodzi bardzo dumny :-)

W tym tygodniu mamusia zapisała mnie na kolejne szczepienia i na kontrolę bioderek. Obie wizyty mamy pod koniec kwietnia. Ciekawe jak to będzie? Ostatnio trochę płakałam, ale mamusia obiecuje, że będzie cały czas przy mnie i potem mnie na pewno bardzo mocno będzie tuliła i całowała. 
Zanim mnie zapisała na bioderka to trochę się też nadenerwowała, bo najpierw żadna placówka nie odbierała telefonu przez dwa dni a potem jak już się dodzwoniła, to okazało się, że na skierowaniu nie przybili jej pieczątki przychodni z numerem regon i przy zapisie jak Pani po drugiej stronie telefonu weryfikowała dane to oskarżyła mamusię, że kłamie i zapisuje mnie nie mając skierowania, bo niemożliwe, żeby skierowanie nie miało pieczątki. Tatuś musiał zatem iść znów do przychodni, wziąć pieczątkę i dopiero wtedy mama mogła mnie zapisać na wizytę i już wtedy nikt nie krzyczał. 

No i najważniejsze - moje pierwsze Święta Wielkanocne :-) Jako, że mamusia i tatuś trochę bali się ze mną jechać ponad 180 km do dziadków to dziadkowie - rodzice mamy przyjechali do nas. I tak mieliśmy też pierwsze święta w nowym mieszkaniu. Przyszła ciocia i wujek i wszyscy razem zjedliśmy śniadanie wielkanocne i w ogóle było super. Oczywiście ja jadłam mleczko, ale i tak było smacznie. A jak ja spałam to pozostali grali w Scrabble, Cytadelę albo siedzieli i plotkowali :-) 

Babcia z dziadziusiem cały czas mnie nosili i tulili - zwłaszcza dziadziuś był we mnie wpatrzony jak w obrazek i w poniedziałek wielkanocny nawet poleżałam z nim rano w łóżku jak mamusia poszła się kąpać. A babcia jak na mnie patrzyła to się cały czas uśmiechała. Już się nie mogę doczekać aż poznam drugich dziadków i kolejnych wujków i ciocie. Wczoraj zapowiedzieli, że w następną niedzielę nas odwiedzą :-) 

W niedzielny wieczór trochę się też męczyłam i nie mogłam zasnąć. Miałam tyle wrażeń po całym dniu, że wieczorem byłam strasznie pobudzona i tatuś nie mógł mnie uspokoić. A mamusia była tak zmęczona, że jak usnęła to nawet moje krzyki jej nie obudziły. Za to dzisiejszej nocy przespałam prawie 6 godzin bez pobudki. 

I rodzice zaczynają powoli planować moje chrzciny :-) 

A jak Wam moje wirtualne cioteczki minęły święta?

pozdrawiam, 
Laurka