wtorek, 14 kwietnia 2015

[ Opowieści Laury - mam już 4 tygodnie ! ]



Cześć cioteczki :-)

Stało się! Od dziś nie jestem już noworodkiem a tym samym wg Wikipedii minął mój okres przystosowawczy do życia na tym pięknym świecie. Jestem już w pełni gotowa na nadchodzące wyzwania :-)

Tydzień poświąteczny zaczęłam od odsypiania świąt - oczywiście :-) No i ku mojej przeogromnej radości byłyśmy z mamusią w tym tygodniu na trzech godzinnych spacerach. Na zewnątrz piękna pogoda aż żal było nie wyjść z domu.  A w sobotę to było ponad 20 stopni i nie musiałam już się grzać w moich kombinezonach. Całe spacery prawie przespałam. Czułam już zapach drzew w parku i trochę spalin z ulicy. Mama zabrała mnie też do Biedronki. Nie wiem jak to zrobiła, bo przecież nawet ja wiem, że biedronka to zwierzątko,więc niby jak można mnie do niej zabrać. Dziwne to wszystko, ale staram się wszystkiego uczyć. 
Od niedzieli zrobiło się chłodniej i są jakieś duże wichury, bo przez okno słychać jakieś świsty, więc na razie odpuściłyśmy spacery.

Moje włoski nadal jaśnieją, oczka robią się powoli niebieskie - tak mówi mama. Nauczyłam się też, do czego są moje rączki i nóżki! Jak mama mnie przewija, daje mi lekarstwa albo tą niedobrą herbatkę z kopru na brzuszek to wtedy ja odpycham się rączkami i nóżkami. I wiercę się tak, że jej się nie udaje. Hehe :-) Ona wtedy się złości, ale z uśmiechem mówi, że bardzo ładnie macham. 

Przestałam już przy mamie robić siusiu i kupkę podczas zmiany pieluszki. Tatusia jeszcze udaje mi się czasem zaskoczyć. Wtedy woła mamusię, żeby mi zmieniła pieluszkę, bo kupka śmierdzi i on nie zmieni a mama się wtedy złości. Ten tata to jakiś nie z tego świata. Przecież nawet ja taka mała wiem, że kupka musi troszkę cuchnąć :-) Jak podrosnę to mu to powiem!

W sobotę tatuś zostawił nas i pojechał z wujkiem Sławkiem z taty pracy do Krakowa na jakąś galę, gdzie się bili. Wyjechał o 11 i wrócił dopiero o 13 w niedzielę. Dałam trochę mamie popalić, bo chociaż w sobotę trochę pospałam to w nocy spałam tylko ze 3 godziny. Mamie to już się oczy na stojąco zamykały. A w niedzielę mieliśmy gości i zasnęłam dopiero 5 minut przed ich przyjściem i całą wizytę prawie przespałam. A kto mnie odwiedził? Prababcia, dziadek, wujek i dwie ciocie. I jak leżałam sobie w wózeczku to słyszałam jak wszyscy się mną zachwycali jaka jestem grzeczna i śliczna. A potem to mnie każdy chciał potrzymać i robić ze mną zdjęcia :) Dostałam fajne prezenty i na razie najbardziej spodobał mi się kocyk w motylki a tacie body z napisem "córeczka tatusia"  :-) 

No i zrobiłam też postępy - nauczyłam się pić mleczko z butelki. Mamusia walczy z nadmiarem pokarmu w nocy i brakiem w dzień, bo w nocy zdarza mi się dłużej pospać a w dzień cały czas bym jadła, więc szybko opróżniam moje miski :-) Mama zaczęła ściągać mleczko takim fajnym urządzeniem z pompką i potem jak jestem głodna to daje mi mleczko z butelki. Zanim jednak na dobre zacznę z niej jeść to muszę być czujna bo mama tak samo mi próbuje dać ten niedobry koper. Myśli, że mnie przechytrzy, ale ja jestem czujna i się nie daję :-)

pozdrawiam, 
Laurka