niedziela, 23 października 2016

[ Historie Kuby - tydzień 3 ]


Katar powoli mi mija. Mama liczyła na to, że zgodnie z zasadą, że katar leczony trwa tydzień a nieleczony 7 dni w tym tygodniu będzie już po wszystkim. Trochę się jednak przeliczyła. 

W sobotę cały dzień babcia Basia ogarniała nasz nowy wózek. Kupiony był jako używany i był strasznie zapuszczony. Babcia dwoiła się i troiła i w końcu po południu wszystkie materiałowe części schły już na balkonie. Tata za to pojechał na walki KSW w ramach swojego urodzinowego prezentu. Prawie cały weekend spędzaliśmy zatem we czwórkę - mama, babcia, ja i moja siostra. 

W sobotę mieliśmy znów gości :) tym razem w odwiedziny przyjechał wujek Mariusz z ciocią Olą. Ja znów przespałem całą wizytę. Tylko na początku jeszcze się jakoś trzymałem, ale po tym jak ciocia Ola wzięła mnie na ręce to odpadłem jak zabity. 

Niedzielę spędziliśmy bardzo miło. Pojechaliśmy naszym nowym wózkiem do kościoła. Była piękna pogoda a ja standardowo cały spacer i wizytę w kościele przespałem. Za to moja siostra wyszalała się zarówno w Kościele jak i w parku. To były ostatnie podrygi ciepłej pogody, więc mamusia z babcią chciały maksymalnie wykorzystać tak piękny dzień.
Wózek sprawdził się idealnie. Podczas gdy moja siostra szalała ja słodko spałem. No i Laura w każdej chwili może sama wejść i wyjść z wózka przez co mamusia ma lżej, bo nie musi jej dźwigać.

Po niedzielnej, pięknej pogodzie przyszło załamanie i cały poniedziałek lał deszcz. Przesiedzieliśmy więc ten dzień w domku. Babcia w wolnym czasie dziergała na drutach czapkę i szalik dla Laury i czapeczkę dla mnie. Mamusia zostawiła też nas na chwilę, bo musiała pojechać do laboratorium, ale babcia dała sobie świetnie radę z naszą dwójką.

Wtorkowy poranek obfitował w mega zaskoczenie. Mianowicie zaskoczyłem tatę przy zmianie pieluchy i obsikałem wszystko dookoła a nawet siebie. A mama mówiła tacie chwilę wcześniej żeby działał szybko, bo zaraz nasikam. Hehe :-) taty mina bezcenna! Odpadł mi też w końcu kikut pępowinowy. Strasznie późno, bo to była 19 doba. Mama się strasznie ucieszyła, że to już. Zaliczyliśmy też pierwszy spacer we trójkę - mama, Laura i ja. Było jednak bardzo zimno i wietrznie, że mama ledwo pchała wózek. Po szybkim spacerze wróciliśmy do domku strasznie przemarznięci. To znaczy mama była przemarznięta bo ja byłem opatulony po uszy :-)

W środę po południu babcia pojechała już do domku do dziadka. Teraz zobaczymy się dopiero pod koniec października :-( Do powrotu taty mamusia była z nami sama. Muszę stwierdzić, że pomimo że bardzo się boi zostawać sama to świetnie sobie radzi. A wieczorem rodzice dali mnie potrzymać mojej siostrze na rękach. Była przeszczęśliwa. Od tamtej pory cały czas wyciąga ręce żeby mnie wziąć :-)

W czwartek mama do 15.00 była z nami sama. O dziwo udało nam się ogarnąć - w sensie mamie udało się nas ogarnąć - mnie i Laurę. I nawet skoczyliśmy do Klubu Malucha na 2 godziny. Laura się wyszalała a ja pospałem, zjadłem i poleżałem w moim wózku. Mamie nie udało się tylko wypić ciepłej herbaty, bo przyszykowała do zabrania i z tego roztargnienia zapomniała jej zabrać z domu.
A po 15.00 przyjechała ciocia Ania :-) ciocia będzie z nami przez tydzień. Laura się ucieszyła, bo uwielbia bawić się z ciocią. Mam nadzieję, że jak będę większy to i ze mną będą się tak wszyscy bawić :-)

Wieczorem mama wyskoczyła na zakupy do Tesco. Zostaliśmy więc w domku z ciocią i tatą. Jak mama wróciła do domu przed 22.00 to ani ja ani Laura nie mieliśmy w głowie żadnej myśli o pójściu spać. Laura biegała jak szalona a ja relaksowałem się po wieczornej kąpieli i czekałem na moje mleczko. Mama wpadła do domu, szybko uspała Laurę a potem zajęła się mną. Ciocia się śmiała, że tata z bezradności miał już łzy w oczach ;-)

W piątek rano mamusia odebrała moje zdjęcia z sesji. Są super! A wieczorem mama znów miała wychodne. Bardzo się stresowała i tata się z niej trochę podśmiewywał. Mamusia się pomalowała i ubrała ładnie. Pojechała na spotkanie z kolegami z pracy a ja, Laura, ciocia i tata zostaliśmy w domku. Na szczęście Laura ładnie usnęła o 20.00 i ciocia z tatą nawet obejrzeli film, zamówili pizzę i mieli też wieczór relaksu. Mamy nie było prawie 4 h - tata liczył. Na szczęście mamusia wróciła szczęśliwa i zrelaksowana co i na mnie zadziałało, bo spałem ładnie i dałem trochę wytchnienia rodzicom.